Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
837 postów 397 komentarzy

Polityka zagraniczna dla niezaawansowanych

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

To jest kwestia elementarza polityki zagranicznej. Załóżmy na chwilę, że rusofobi mają rację, że polityka rosyjska jest agresywna, zagraża pokojowi na świecie, a Putin to drugi Hitler.

 

Czy przy takim założeniu obecna polityka Polski jest racjonalna i służy osiąganiu przyjętych celów? Oczywiście NIE.

 

Jak być rusofobem w Polsce

 

Bądźmy bowiem konsekwentni w posługiwaniu się analogią przełomu lat 30-tych i 40-tych. Świat anglosaski uznał wówczas III Rzeszę za oczywistego i głównego wroga, którego należy bezwzględnie i za wszelką cenę zniszczyć.  Polska w tym układzie liczyła się jedynie, dopóki mocarstwa zachodnie obawiały się, że jako podmiot niezależny może stanąć po stronie Hitlera, a w każdym razie się z nim dogadać.  Gdy okazało się, że niebezpieczeństwo to (z zachodniego punktu widzenia) nie istnieje - Polsce pozostawiona została tylko rola bezwolnego, biernego narzędzia.

 

Pomimo tej oczywistości, polska dyplomacja nawet przez moment nie wykazywała się zrozumieniem dla tak jasnych przecież interesów Zachodu. Warszawa zarzucała Londyn i Paryż rewelacjami jak to powinny sprzeciwić się Hitlerowi, jakby Anglicy i Francuzi nie pojmowali tego znacznie lepiej i z własnego tylko punktu widzenia. I nawet gdy ta jednostronność doprowadziła do rozpoczęcia wojny od Polski, naszej klęski i zniszczeń - niemal nikomu nie przyszło do głowy, by choćby zasugerować Brytyjczykom, że Polska kontynuuje swoje polityczne zaangażowanie w ich i tylko w ich interesie. A przecież  granie zmianą stron czy choćby separatystycznym pokojem - jest odwieczną i uznaną metodą dyplomacji!

 

Nie koniec jednak na tym. Dokładnie ten sam błąd popełnili polscy politycy - jeśli chodzi o Sowietów. Gdyby Anglosasi choć na chwilę uwierzyli, że mogą utracić narzędzie polskie na rzecz  Stalina  - nie byłoby wówczas mowy o brutalnych wrzaskach  Churchilla  na polskich generałów.

 

Wróćmy zatem do współczesności. Skoro  Putin  jest zarazem Hitlerem i Stalinem - wartość Polski w oczach Zachodu i jej interes sprowadza się do UNIKANIA JEDNOSTRONNOŚCI. Ceni się i zabiega tylko o to, co można stracić.  Właśnie wierzący w zagrożenie rosyjskie powinni tym usilniej sprawiać wrażenie, że Polska może go łatwo uniknąć... przyłączając się do akcji politycznych Federacji Rosyjskiej.  Jedynie w ten sposób Waszyngton i inni zrozumieją, że nie tylko Polska nie ma powodów płacić za ich pomoc, nie tylko nie mają Polaków za darmo, ale muszą podbić stawkę i licytować o Polskę z Putinem czy kimkolwiek innym, kogo SAMI się obawiają i uznają za przeciwnika.

 

Ceńmy się i umiejmy sobą targować - albo zawsze będziemy tylko towarem z przeceny.

 

Jak być rusorealistą w Polsce

 

I przeciwnie - gdyby miała zaistnieć w Polsce partia "rusofilska" czy przynajmniej chcąca skutecznie doprowadzić do pacyfikacji w relacjach z Rosją - powinna być werbalnie najbardziej bezkompromisowa, fundamentalnie patriotyczna aż do wycieczek w stronę szowinizmu, organizując i skupiając wszystkie polskie lęki, fobie i agresje. Dopiero tak ukształtowany ruch miałby legitymizację i zaplecze niezbędne dla przeorientowania polskiej polityki zagranicznej. Co zaś za tym idzie - taka właśnie formacja mogłaby się też potencjalnie okazać potrzebna i przydatna rosyjskim partnerom (a w każdym razie ich zainteresowanej części).

 

Innymi słowy:  bojący się i wrodzy Rosji - powinni zapewniać o swojej gotowości dogadania z nią. A przyjaźni i zainteresowani współpracą - nie mają innego wyjścia niż straszyć nią i grozić.

 

Taka jest logika polityki. I dopiero z niej, a nie z obecnej wszechogarniającej bezmyślności mogłoby coś pozytywnego dla Polski wynikać.

 

A co ze środkiem, realizmem i narodowcami?

 

No dobrze, a co, jeśli ktoś widzi głupotę rusofobii, ale z jakichś powodów (np. dla uniknięcia aresztu…) nie chce wprost opowiadać się po stronie zdrowego rozsądku geopolitycznego i historycznego? Cóż, wiele już razy słyszałem o rzekomym "środku" w relacjach polsko-rosyjskich. Po czym jednak zawsze wychodziło, że sprowadza się on do powtarzania tych samych, oklepanych antykomunistycznych i rusofobicznych formułek.  W rzeczywistości nie ma bowiem żadnej "rusofilii", z którą niektórzy koledzy tak lubią polemizować.  Mateusz Piskorski  nie jest szpiegiem,  EngelgardWielomski,  Rękas i inni wcale nie „przesadzają”, nic z tych rzeczy. Alternatywa w tej czy podobnych sprawach jest bowiem dużo prostsza. I znowu taka sama: Albo się myśli - albo nie. I już.

 

Podobnie rzecz się ma z sytuacją dzisiejszych polskich nacjonalistów. Bo żeby wszystko było jasne:  za "narodowca" może się uważać byle poczciwy idiota, wrzeszczący tylko "Polska! Polska!". Endekiem może być jedynie ten, kto myśli i dzięki temu rozumie.

 

Do tego się wszystko sprowadza. Więc serdecznie zachęcam.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • 5*
    Hasbara mnie uprzedziła dając 1.No cóż....
  • @ Autor - 5*
    "Endekiem może być jedynie ten, kto myśli i dzięki temu rozumie."

    Ale czy rozumie także, że rozbrat z żydo-katolickim Kościołem (Kościól nigdy nie zrezygnuje z marzenia o ewangelizacji Rosji i ze ściągania z niej haraczu) jest koniecznością dla narodu i państwa.
  • Mateusz
    będzie na święta w domu?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31