Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
926 postów 458 komentarzy

Prawna ochrona rozsądku na drodze

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dlaczego lansowana znów ostatnio przez samochodofobów zasada bezwzględnego pierwszeństwa pieszego ZBLIŻAJĄCEGO się do przejścia dla pieszych - nazywa się teraz "prawną ochroną pieszego na przejściu", jakby obecnie na biedaka na pasach polowano?

 

Jak sprzedać głupi pomysł

 

Regulacja taka już raz została przeforsowana przez Sejm przez lobby antysamochodowe, padła w Senacie i słusznie zdechła, dziś jednak powraca pod nową nazwą, która oddajezapewne prawdziwe odczucia zwolenników, motywowanych paranoją antymotoryzacyjną, ma też jednak pewien wydźwięk praktyczny. Termin brzmi niby fachowo, a jednocześnie ma się nijak do sytuacji, którą ma opisywać. To bardzo wygodne. Można by bowiem zrobić sondę, zapytać czy pieszych, czy kierowców – czy są za „ochroną prawną pieszego na przejściu?” Niemal na pewno wszyscy odruchowo byliby za, pewnie, czemu nie, przecież się należy, jasne, trzeba chronić, ma się rozumieć…

 

A gdyby wyjaśniać, że w ten sposób niepotrzebnie utrudni się ruch i zmniejszy płynność poruszania po drogach uzależniając ją od każdorazowego ustalania czy jegomość stojący w pobliżu krawędzi jezdni chce ją przekroczyć - czy zatrzymał się by pogawędzić z kolegą? No właśnie, ale tego się nikomu nie wyjaśni. Ładnie nazwany kolejny nakaz przejdzie, a potem ludzie się będą pieklić skąd znów te korki! Po prostu, ludziom z fobiami i obsesjami lepiej nie wierzyć na słowa.

 

Tymczasem  bezwzględne pierwszeństwo jest niebezpieczne przede wszystkim dla... pieszych, którzy w takich warunkach mogą się poczuć zwolnieni z obowiązku zachowania szczególnej ostrożności przy wchodzeniu na jezdnię. I coś potem z tego, że kierowca poniesie odpowiedzialność, gdy pieszy zamiast pieszym będzie już trwale leżącym, może nawet pod ziemią? Podobnie zresztą rzecz się ma i z innymi wymysłami, z jednej strony uprzywilejowującymi innych niż kierowcy użytkowników ruchu drogowego, na czele z pierwszeństwem rowerzystów przed autem skręcającym w prawo czy przeciwruchem. Niby mają one pokazać zmotoryzowanym, że współcześnie są niemile widzianymi na drogach pariasami - ale faktycznie grożą życiu i zdrowiu jakże forowanych cyklistów.

 

Zawsze też, zwłaszcza w Polsce, obowiązywać powinna reguła podstawowa – a mianowicie, że generalnie należy starać się ograniczać do absolutnie niezbędnego minimum zawracanie ludziom... głów. Oczywiście, zwolennicy dręczenia kierowców będą przekonywać, że to jest właśnie to minimum, jednak najczęściej wyłazi z nich albo ideologia (niekiedy nabyta na jakimś wydziale anty-inżynierii ruchu i przeciw-drogownictwa), albo wspomniane lęki, albo nieodparta skłonność do urządzania bliźnim życia nie tylko w tym jednym, ale we wszystkich detalach. Ot, uszczęśliwiacze... Wieżyczki wartownicze obozów pełne były takich naprawiaczy ludzkości.

 

Trochę logiki…

 

Czego się bowiem nie tkniemy poza zwykłym zdrowym rozsądkiem w zakresie ruchu drogowego – nie tylko „prawnej ochrony pieszych”, ale i buspasów, słupków, którymi pstrzone są chodniki itp. A przecież nie jest tak, że akurat w drogownictwie i inżynierii ruchu nagle przestaje obowiązywać elementarna logika, matematyka i prawa fizyki!

 

Weźmy oto buspasy. Ich zwolennicy raz posługują się argumentami niby to praktycznymi, raz powołują na „sprawiedliwy podział przestrzeni na drodze”. Co do pierwszego – wystarczy zauważyć, że w realiach polskich miast buspasy to bardzo często rozwiązania cząstkowe, rysowane niby ścieżki rowerowe – znienacka, na jakimś wydumanym odcinku drogi, prowadząc dokładnie znikąd donikąd. Przy okazji jednak  powodowane przez nie zwężenia dróg wydłużają tylko korki, utrudniając zarazem autobusom dojechanie… do tychże buspasów.  Skórka nie jest więc warta wyprawki.

 

Oczywiście też można by to omawiać dalej - czy przejazd jednego autobusu z 70 osobami na pokładzie co 20 minut jest sprawiedliwszy niż 2 godzinne trzymanie w korku na jedynym pasie 35 samochodów osobowych również wiozących 70 osób. Tylko, że to nadal nie miałoby sensu.  Korki to wytwór cywilizacji, motoryzacja również, próby jej odgórnego zwalczania to po prostu, zwłaszcza w polskich realiach - bezpotrzebne dodawanie ludziom kłopotów  - i tyle. Opowiadanie o "sprawiedliwości", jakimś „podziale miast” między tych w autobusach i tych w samochodach - potwierdza tylko doktrynalne zacięcie, do którego zdrowy rozsądek nie ma dostępu. Tymczasem korki są wspólnym problem - z którym niewiele bądź nic nie da się zrobić metodami administracyjnymi. Może poza ich wydłużaniem i utrwaleniem. Bo to są ludzie i to są ludzie. Ci podróżują i ci. W korkach, smętnej zdobyczy naszej cywilizacji stoją wspólnie. Zwężanie dróg (bo do tego funkcjonalnie sprowadzają się buspasy) to forma kary, która nie ma sensu.  Ruch można próbować usprawniać, ale nie likwidować, ograniczać i utrudniać.

 

Przeszłość nie wróci w sposób cudowny

 

Oczywiście, znane jest twierdzenie, zgodnie z którym od większej ilości dróg ruch tylko rośnie i zwiększa się liczba samochodów. To prawda, ale w drugą stronę nie działa.  Od zmniejszania liczby miejsc parkingowych i przejezdnych dróg - ilość aut nie maleje w takim samym stosunku.  Rośnie tylko niepotrzebna ludzka irytacja. Dajcie ludziom wybierać czym chcą jeździć, zamiast prowadzić krucjatę! Zwłaszcza, że przecież w istocie mamy do czynienia znów tylko ze ślepym naśladowaniem mody z Zachodu. Tam, zwłaszcza w USA, może i gdzieniegdzie mają "za dużo" dróg - niech więc je sobie zamykają, jeśli wola.  Polska ma jednak wciąż niedostateczną infrastrukturę drogową i wciąż trzeba ją uzupełniać, modernizować i usprawniać, a nie likwidować.

 

Podobnie zresztą z inną sprawą bardzo polską – zniszczeniem transportu zbiorowego i ograniczeniem jego resztek (zwłaszcza w komunikacji międzymiastowej). To się już stało w ostatnich dekadach, na miejsce zlikwidowanych PKS-ów i kolejowych połączeń lokalnych ludzie zmuszeni byli kupić własne auta, ale jeśli dziś utrudni się korzystanie z nich – PKS-y i pociągi w cudowny sposób nie zmartwychpowstają!  Będziemy mieli tylko kraj, w którym nadal nigdzie się nie da dojechać autobusem, a samochodem dojechać nie wolno.  To jest Polska, co może pójść źle – to pójdzie!

 

Analogicznie rzecz się ma z rugowaniem motoryzacji z centrów miast „bo już się nie da w nich żyć”. Tymczasem przyczyn depopulacji śródmieść jest więcej, są one cywilizacyjne, modowe itp. Czynnikiem nie mniej wypłaszającym z centrów miast jest ich blokowanie komunikacyjne, zamykanie dla ruchu samochodowego, uciążliwe nie tylko dla mieszkańców, ale i pozbawiające ich infrastruktury handlowej itp. Tworzone na siłę "szczęśliwe centra z deptakami" równie nie nadają się do zamieszkania, tylko dla turystów i wpadnięcia na chwilę na piwo. Paradoks, prawda?  Walcząc z motoryzacją bije się w ludzi.  Bo oni tam są w środku. W tych autach. A aktywiści za często o tym zapominają, dzieląc świat na złych kierowców i dobrą całą resztę. To jest właśnie ideologia.

 

A do zideologizowanych sporów rozsądek często nie ma przystępu. "Ale kierowcy to... A piesi tamto... A rowerzyści to w ogóle...!" – zacietrzewia się wielu, tymczasem są to konkretne przypadki, do których nie ma sensu dorabiać ideologii. Bo ludzie nie dzielą się na tych bez kółek, z dwoma i czterema kołami - tylko na mądrych i głupich. I wszystkim im żyje się w Polsce wystarczająco ciężko, żeby im ktoś jeszcze zatruwał życie według swego widzimisię. Dajmy więc ludziom spokój. Także na drogach.

 

Konrad Rękas

 

KOMENTARZE

  • logiczne rzecz jasna...
    ...tylko czy teraz, w tych czasach, realiach politycznych i trelelefere całej reszty - naprawdę warto o tym gadać?

    pała rzeczjasna.
  • fox
    Czy autor na prawdę nie rozumie, że jest to zaplanowana i zainspirowana dywersja kosztująca Polskę miliardy złotych rocznie?
    Być może nawet więcej.
    Dopiero po inspiratorach stoją sowicie opłacani urzędnicy i projektanci rujnujący kraj i życie ludzi, w szczególności miasta.
    Drogi dziś są tak budowane, żeby utrudnić poruszanie się nimi, sprawić, że będzie bardziej ryzykowne, drogie, przykre.

    Co do idiotów z wypranymi mózgami popierającymi takie działania (dziwnym trafem wpisujące się w "zrównoważony rozwój" = stagnacji i regresowi cywilizacyjnemu), cóż ... .
    Nie da się z tym nic zrobić, poza uświadamianiem, najczęściej nieskutecznym.
    Dopiero jak takiemu wejdzie ktoś pod koła bez szans na reakcję, to zrozumie.
    Ale wtedy będzie już siedział lub będzie zrujnowany.
    Zaś ten co wlezie pod te koła, mimo że straci najwięcej, i tak nie zrozumie w poczuciu krzywdy.

    Inspiratorów tej dywersji nie da się dosięgnąć w żaden sposób.
    Ale marzy mi się, by po powrocie normalności rozliczyć napychanych publicznym pieniądzem decydentów, projektantów, planistów, a przede wszystkim zatwierdzających te projekty posłów, radnych, prezydentów miast i burmistrzów z całym aparatem urzędniczym.

    I rozliczyć nie moralnie, tylko na zasadzie KK i KC (zdrada, dywersja, naprawienie szkody).
  • 1*!
    To jest dopiero mącenie ludziom w głowach.
    Całe drogi dla kierowców! Nie oddamy żadnej zebry!

    Na logikę:
    To jest przejście dla pieszych, jak sama nazwa wskazuje.
    Wszyscy kierowcy powinni to uszanować. Skoro brak jest kultury jazdy wśród Polaków, należy tej kultury ich nauczyć. Dla dobra wszystkich.
    Wciąż giną ludzie na pasach. Jakim trzeba być inteligentnym, by nie zauważyć, że to kierowcy zabijają pieszych, a nie odwrotnie.
    Dlaczego Polacy muszą zawsze bagatelizować, obchodzić, bądź nawet łamać prawo?
    Jeżeli miałoby to uratować choć jedno życie, to i tak warto przed każdym przejściem dla pieszych postawić znaki "Stop".
    Kto tego nie rozumie, jest po prostu egoistą. Wystarczy bowiem sobie wyobrazić, że na pasach ginie ktoś z rodziny. Wtedy też winny jest człowiek, ale zaczyna docierać, że inni ludzie mogli temu zapobiec.

    Te przepisy nie są po to, by utrudnić kierowcom życie, ale by poprawić statystyki śmiertelności na przejściach dla pieszych. Mamy największy wskaźnik morderców na drogach.

    Nauczyłeś się jeździć samochodem, naucz się szanować prawo. Nie wiem dlaczego kierowcy mają być uprzywilejowani. Jak wam sołtysi zaczną stawiać znaki stopu przed przejściami na przelotówkach w jakiś wioskach, to się klapki na oczach otworzą.

    PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH!!!

    P.S. Tak, jestem tzw. "samochodofobem"! Nigdy nie posiadałem prawa jazdy i samochodu, i nie zamierzam (choć prowadzić potrafię, więc nie dokładnie z tą fobią).

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @AlexSailor 09:29:08
    "Dopiero jak takiemu wejdzie ktoś pod koła bez szans na reakcję, to zrozumie.
    Ale wtedy będzie już siedział lub będzie zrujnowany.
    Zaś ten co wlezie pod te koła, mimo że straci najwięcej, i tak nie zrozumie w poczuciu krzywdy."

    Przepraszam, ale nie rozumiem. Kolega za czy przeciw?
    Wszak dyskusja jest właśnie o przepisach, które wymuszają czas na reakcję dla kierowców, czyż nie?

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @wiedzajestwksiążkach 14:11:54
    O czym Pan mówi?
  • @chart 18:24:17
    Przejścia są dla pieszych. Tyle i tylko tyle kierowcy mogliby respektować od samych siebie. Skoro wciąż widzę kierowców, którzy nie potrafią tego uszanować, jestem za tym, aby przed każdymi pasami stał znak "Stop".
    Tak trudno ogarnąć inny punkt widzenia?

    TzT.
  • @wiedzajestwksiążkach 18:42:52
    Czlowieku , widać , że dla Ciebie naturalnym środowiskiem są tereny wiejskie. Więc nie wypowiadaj się na temat ruchu kołowego w miastach, bo masz o tym tylko "wiedzę książkową". Czlowiek ma pierwszeństwo na pasach! Jak jest na pasach gdy podjeżdża samochód. To dość naturalne, bo nie może z tych pasów uciekać przed samochodem.
    Nie można jednak kierowców winić za nieprzewidywalne zachowania pieszych na chodnikach i ich wtargnięcie na jezdnię. Sa wtedy zagrożeniem dla siebie i innych. Nie widzisz, ile młodych ludzi , zwłaszcza dziewczyn włazi na jezdnię z telefonem przed oczyma, nawet się nie rozglądając wokół? Utwierdzić ich w przekonaniu, że w każdej sytuacji wtargnięcia na jezdnię mają rację, to ilość wypadków zdecydowanie wzrośnie. Jezdnia jest naturalnym terenem dla pojazdów, przechodnie są tam tylko jako ciało obce. Należy im się ochrona, ale tylko wtedy gdy już tam się znajdą przed nadjeżdżającym samochodem.
    Jesteś dowodem na to , że wiedza książkowa jest czasami g-wno warta.
  • @zadziwiony 22:11:23
    Człowieku zastanów się i pomyśl. Nie pogrążaj się.

    "Nie można jednak kierowców winić za nieprzewidywalne zachowania pieszych na chodnikach i ich wtargnięcie na jezdnię."

    O czym Ty piszesz? Dyskutujemy o przejściach dla pieszych? Masz człowieku całe ulice dla siebie i innych kierowców. Nam się po prostu należy kawałek z tych tysięcy kilometrów asfaltu. O nic innego nam nie chodzi, jak o kilka metrów pasów. Zabijajcie się jak chcecie, ale nie zabijajcie pieszych na pasach, które są dla nas, a nie dla was.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @wiedzajestwksiążkach 00:59:33
    Dowodzisz zupełnej nieznajomości praktyki drogowej, zarówno ze strony kierowcy jak i nawet pieszego. Wynika z tego , że wychowałeś się w buszu, a zabierasz głos w sprawie dla Ciebie cywilizacyjnie zupełnie obcej.
  • @zadziwiony 09:48:24
    Masz coś ciekawego do dodania, czy jesteś tu tylko, aby innych obrażać?

    TzT

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930