Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
926 postów 458 komentarzy

Zielone miasta? Już coraz mniej…

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polskie miasta i miasteczka zamieniają się w betonowe pustynie.

 

Banałem jest obciążanie za ten stan rzeczy developerów, którym pozwala się na stawianie budynków mieszkalnych niemal pod granicę działek, bez zainteresowania czymś więcej niż parę metrów lichego trawniczka nad garażem. Oczywistością jest też odpowiedzialność za ten stan rzeczy władz lokalnych, faktyczne nieistnienie urbanistyki stosowanej, planowania przestrzennego rozumianego szerzej niż tylko proste przekształcanie działek – słowem wszyscy wiemy, że jest źle. A mimo to jest coraz gorzej, a jałowienie, odzielenianie Polski tylko postępuje[i].

 

Lublin coraz mniej zielony

 

Niestety, poza brakiem nowych terenów zielonych, tworzenia parków jako parków (a nie składowisk kostki brukowej) – mści się także nieumiejętna inżyniera zieleni, nie tylko na nowo zabudowywanych terenach, ale i w centrach miast. Widać to na przykładzie Lublina – miasta zawsze uderzającego zielenią, tak w ścisłym centrum, jak i wśród blokowisk i dzięki temu broniącego się jako miejsce względnie przyjazne dla mieszkańców.

 

W Lublinie, choć od utworzenia deptaka na głównej osi tamtejszego śródmieścia minęło 20 lat – przez cały czasu udało się tylko parokrotnie poutykać tu i ówdzie jakieś smętne, nie przyjmujące się kikuty, podczas gdy stare drzewa wyrżnięto niby to pod miejsca parkingowe (niby, bo z wystającymi pniami latami niczego nie czyniono). Symbolem anty-zielonej polityki kolejnych ratuszowych administracji – było uschnięcie słynnego Baobabu, 137-letniej (sic!) topoli czarnej, rosnącej na centralnym placu Litewskim, który wadliwie odwodniono przy okazji poprzedniej wymiany nawierzchni. Błąd, czy raczej całą serię systemowych błędów i niekompetencji starano się naprawić podczas ponownej, kompleksowej przebudowy tegoż placu (przede wszystkim decydując się tym razem na posadzenie drzew już wyrośniętych), nie usuwa to jednak wrażenia uzyskanego na śródmiejskich lubelskich ulicach przez lata drzewnych żniw.

 

Ostatnie oazy

 

Okazuje się więc, że  centrom dużych miast nie służy zarówno – takie "pomaganie kierowcom", by im wcale nie pomóc, jak i tworzenie stref pieszych.  Pieszych - ale martwych, kamiennych, pozbawionych zieleni. Rażąco kontrastuje to choćby z gierkowskimi blokowiskami, które po upływie 40 lat same wyglądają jak parki – przede wszystkim dlatego, że wciąż są w rękach starych, "nomenklaturowych" spółdzielni mieszkaniowych, które nie wycięły wszystkiego pod ciasną zabudowę i nie wpuszczają na swoje tereny developerów-wampirów anty-przyrodniczych. I znowu jednak, z perspektywy polskiej urbanistyki – to ostatnie, pojedyncze przykłady. W Lublinie chodzi przede wszystkim o porządną, post-komuszą Lubelską Spółdzielnię Mieszkaniową, której były już, niestety, prezes przez lata nie pozwolił ani wyciąć jednego drzewka, ani sprzedać metra ziemi pod zagęszczanie. Teraz jednak prezes ów odszedł – więc zapewne dewastacja charakterystycznych dla stolicy Lubelszczyzny zielonych osiedli – jest już tylko kwestią czasu...

 

Developerska gruźlica zielonych płuc

 

Również w Lublinie dosłownie w najbliższych tygodniach dojdzie tam do wydarzenia wręcz emblematycznego dla zniszczeń dokonywanych w zieleni miejskiej, z oczywistą szkodliwością między innymi dla przyszłego zdrowia i jakości życia mieszkańców.  7. kwietnia odbędzie się w Lublinie referendum lokalne na temat planów zagospodarowania Górek Czechowskich  – unikalnego, półdzikiego terenu, niegdyś na skraju miasta, a dziś wciśniętego między chaotycznie rozbudowywane osiedla mieszkaniowe. Od lat 90-tych o obszar ten, wykorzystywany jako teren spacerów z psami, crossu, joggingu (a w bardziej romantycznych czasach także na „ksiuty”, jakby napisał  Wiech…) toczyła się zaciekła walka potencjalnych inwestorów, a to chcących tam stawiać centra handlowe, a to całe osiedla. I właśnie teraz 30 ze 105 tamtejszych hektarów miałoby zostać zajęte zabudową mieszkaniową (oczywiście, a jakże, wizualizowaną z hojnym wylewaniem zielonej farby). Na szyderstwo zakrawa fakt, że wabikiem mającym przekonać lublinian, dać alibi developerowi i Ratuszowi – miałby być… park. „Zniszczymy istniejącą, żywą zieleń, a w zamian na święty nigdy może usypie się trochę żwirowych alejek…” - tak brzmi tradycyjna oferta jaką politycy i inwestorzy mają dla mieszkańców.

 

Władze Lublina odwołując się do głosowania powszechnego w sprawie dość specjalistycznej, w dodatku mającej długofalowe, strategiczne skutki dla rozwoju miasta, a w dodatku formułując wyjątkowo rozwlekłe, nieostre, niczego nie określające pytania – starają się odsunąć od siebie odpowiedzialność za spodziewaną decyzję. Decyzję sprowadzającą się w istocie do zapadnięcia jednego z płuc miasta, którędy przechodzą naturalne korytarze wentylacji Lublina, z naturalnym zapleczem zielonym, wymagającym co najwyżej uporządkowania, a na pewno nie kolejnego wybetonowania. Niestety, determinacja developera i służących mu władz lokalnych źle wróżą lubelskiej przyrodzie, a zatem i jakoś życia lublinian. A dzieje się to – powtórzmy – w jednym z dotąd bardziej zielonych miast wojewódzkich Polski!

 

Unia zabiła zieleń

 

Podobne procesy w ostatnich latach niemal nieograniczenie zachodziły też i zachodzą w mniejszych ośrodkach. W nich mści się z kolei unijna "rewitalizacja", czyli stworzenie jak spod kalki tysięcy wyłożonych identycznymi kostkami pustych placów w centrach, w miejsce "tego okropnego, nieporządnego zielska, co to tylko pijaki w nim siedziały". Tak  miasta, jak i miasteczka stają się w ten sposób strefami martwego powietrza, stąd łatwo daje się ucho opowieściom o rzekomym smogu – nie rozumiejąc, że instrumentem poprawy jakości powietrza (i w ogóle - życia) jest skuteczne zazielenienie terenów zamieszkania.  Dusimy się – a jest to skutek nie tylko złych przyzwyczajeń konsumenckich, niskiej świadomości czy po prostu  ubóstwa  (tak, tak – nazwijmy po imieniu przyczynę, dla której Polacy jeżdżą starymi wrakami, palą byle czym i uciekają od opłat za wywóz odpadów). Zła jakość powietrza w polskich miastach, niezależnie od tego jak subiektywna jest jej odczuwalność – wynika również z dekad ignorowania podstaw zielonej polityki urbanistycznej.

 

Lekarstwo jest zatem równie proste, a konieczne do zastosowania jak najszybciej – to  zielona polityka miejska, realna, na dużą skalę, nie fikcyjna, nie wizualizacyjna, nie z paroma sadzonkami wetkniętymi gdzie popadnie na prędkie uschnięcie.Miejsca parkingowe można i należy pozyskiwać innymi metodami niż karczowanie drzew na chodnikach, skwery zielone są bardziej potrzebne niż place defilad, tworzone, bo czyjś szwagier ma wytwórnię kostki.Pieniądze, wydawane na gadanie o ekologii – powinny być wydawane na ekologię praktyczną.Przegrzane, duszące się miasta takie jak Lublin muszą być znowu zielone!

 

Konrad Rękas

 



[i] Spójrzmy choćby na tę interesującą analizę: Ekspert: w miastach potrzebne są duże drzewa, a nie ich sadzonki

KOMENTARZE

  • Unia narzuciła Polsce, że 5% wsadu w elektrowniach musi pochodzić z energii odnawialnej...
    więc elektrownie muszą kupić... drzewa wycinane w całej Polsce i milionowych już ilościach i przerabiane na wiórki.
    Zajmują się tym wyspecjalizowane chyba mafijne firmy, które mają zapewniony w ten sposób zysk z barbarzyńskiego rabowania drzew całej Polsce. Wycina się wszystko, co tylko się da, nie oszczędza się starych bardzo cennych drzewostanów, nie oszczędza się specjalnie sadzonych kiedyś przy miastach (i w miastach) obszarów parkowych i leśnych projektowanych tam specjalnie przez urbanistów w budowanych za PRL-u osiedlach mieszkaniowych po to, by życie na tych osiedlach było znośne w upały.
    Otóż, jak się okazuje nawet w bardzo duże upały, pod koronami dorosłego drzewostanu parkowego czy leśnego temperatura jest zawsze o wiele, czasami bardzo wiele stopni niższa niż bezpośrednio pod słońcem, więc ta różnica temperatur powodowała przewietrzanie miast tym zimniejszym powietrzem i życie w tych skupiskach miejskich było o wiele bardziej znośne niż bez tego drzewostanu.

    Te obecnie w czasie upałów w miastach, bardzo częste interwencje pogotowia ratunkowego (przeważnie do starszych osób i nie tylko, których serca nie wytrzymują tych upałów) są właśnie wynikiem tej rabunkowej eksploatacji tymi bardzo cennymi drzewostanami.
  • @Jan Paweł 09:07:25
    Dzięki tym unijnym "zbawiennym" przepisom Polska, jedyny jeszcze taki zielony kraj w Europie została ograbiona z milionów, jak nie miliardów (bo ta masowa wycinka trwa już bardzo wiele lat i wycina się jednorazowo dziesiątki tysięcy drzew), przerabianych na wiórki, które elektrownia musi kupić.
    Podobno energia zużyta do przerobienia drzewa na wiórki, jest porównywalna do tej uzyskanej z tych wiórków w czasie ich spalania.
    Ale chodziło chyba stworzenie podłoża do bardzo wielkiego biznesu dla jakiejśc wybranej grupy "przedsiębiorców"
  • @Autor
    ma Pan rację, ale nie zna tematu..
    są wytyczne jewropejskie co do ilości zieleni..
    u mnie pod blokiem zamiast zrobić kilkanaście miejsc parkingowych, trawa rośnie..
    podobnie z wieżowcami, plac wybrukowany, ale na balkonach i dachu ogrody są.. ta zieleń to jakieś 80% powierzchni działki!

    Czy rośliny na 15 piętrze filtrują smog na ulicy?, to inna sprawa. Faktem jest, że jest pan niedokształcony w kolejnym temacie, o którym pisze.. żal.pl

    Proszę więcej słuchać, czytać, szukać, uczyć się.. zanim napisze Pan notkę.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930