Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
926 postów 458 komentarzy

O polskiego Nedića, czyli pożytki z kolaboracji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak granat na gumce, wraca kwestia niedoszłej kolaboracji polskiej z Niemcami podczas II wojny światowej.

 

Rozważając ją bez emocji – przede wszystkim warto rozdzielić popularne (i często naiwno-błędne) poglądy na temat rzekomych korzyści dla Polski z geopolitycznego porozumienia z III Rzeszą jeszcze przed 1 września 1939 r. – od oczywistej konieczności minimalizowania polskich strat po tej dacie, czemu służyć by mogła jakaś forma kooperacji z okupantem, gdyby (rzecz jasna) do niej dopuszczono…

 

Niedoszły polski rząd Generalnego Gubernatorstwa

 

W takich rozważaniach powinniśmy być nie tylko poważni, ale i dokładni, nie zaś pokrzykiwać o „Quislingach” itp. O jakiejś formie organizacji politycznej Polaków wobec okupanta myśleli już we wrześniu 1939 r. m.in. gen.  Juliusz Rómmel  i prezydent  Stefan Starzyński. Niestety, nie umieli się porozumieć nawet ze sobą, pierwszy nie stał się więc polskim  Milanem Nedićem, a drugi drugim  Zdzisławem Lubomirskim. Nic to jednak nie miało wspólnego z "miłością do Niemców", którą tropią niektórzy anty-germańscy neofici, a tylko z prostą ekonomią krwi, plus przyjęciem, że sytuacja polityczna w Polsce uległa zmianie przez sam fakt klęski i proste czekanie aż  Sikorski  się przybliży – nie wystarczy.

 

Później rola czynnika redukcji strat jeszcze wzrosła, ale niestety, za każdym razem, kiedy choćby rozmowy na ten temat były możliwe – podziemie było łaskawe coś wysadzić, kogoś zastrzelić itp., przez co wszelkie wysiłki na rzecz oszczędzania polskiej krwi szły na marne. A mimo trzeba było je prowadzić – co było krzyżem niesionym przez najwybitniejszego polskiego polityka tamtych czasów, konserwatystę  Adama Ronikiera. Koncepcja rządu krajowego dla Generalnego Gubernatorstwa, wiązana z nazwiskiem szefa Rady Głównej Opiekuńczej, a dopracowana przez największy polski umysł polityczny,  Aleksandra Bocheńskiego (w formie słynnego „Memoriału Ronikiera”) – nie miała w sobie nic z „filogermanizmu”, była za to do bólu pragmatyczna i sprowadzała się do banalnej w istocie konstatacji:  niezależnie od ostatecznego wyniku wojny wygrany będzie w niej ten, kto zachowa najwięcej sił własnych. I tyle. W wojnie nie chodzi bowiem w istocie o to ilu zabije się wrogów – tylko ilu własnych obywateli zachowa życie, ile domów nie zostanie spalonych, ile fabryk będzie mogło znów i od razu pracować w wyzwolonym państwie. Nie w tym sztuka, by walczyć i się wykrwawiać – ale by odnosić korzyść z tego, że walczą i się wykrwawiają inni.

 

Kolaboracja czy orientacja?

 

Co charakterystyczne – z podobnych założeń wyszli też niektórzy politycy Polscy, którzy po Wrześniu schronili się na emigracji. Po klęsce Francji konserwatysta  Stanisław Cat-Mackiewicz, prezes Stronnictwa Narodowego  Tadeusz Bielecki, endek  Jerzy Zdziechowski  piłsudczyk  Ignacy Matuszewski  podpisali skierowane do prezydenta  Władysława Raczkiewicza Memorandum z Libourne wzywające do przyłączenia się władz polskich do rozmów pokojowych z Niemcami, prowadzonych przez rząd marszałka  Filipa Petaina. Cat wprost jako polskiego odpowiednika zwycięzcy spod Verdun wskazywał generała  Kazimierza Sosnkowskiego  (zdając sobie jednocześnie sprawę z jego głównie charakterologicznych ograniczeń). Autorzy dokumentu podwójnie realistycznie zakładali przy tym, że właściwy czas na ułożenie się z Rzeszą przyjdzie nie kiedy ta jest u szczytu powodzenia, lecz kiedy nieuchronnie ugrzęźnie w wojnie nie do wygrania - co też wkrótce się przecież stało. Na tym właśnie polega  zasadnicza różnica między kolaboracją racjonalistyczną – a zaślepioną!  Nie chodziło bowiem wcale o to, by Niemcom zwycięstwa wojennego życzyć, ani nawet by w nie wierzyć – tylko w dalszym ciągu, by po prostu… przetrwać[i].

 

Geopolitycznie rzecz biorąc II wojna światowa zaczęła się wszak jako wojna brytyjska, a zakończyła jaka walka o światową dominację amerykańską i sowiecką.  Rolą polską było więc tylko pamiętać o wskazówce  Hamleta: „to niebezpieczne dla podlejszych istot wystawiać się na sztychy rozjuszonych, potężnych przeciwników”… Niestety, ale częściowo z własnej winy, częściowo zaś ze względu na obiektywne uwarunkowania – mniejszym państwom i narodom w tej rozgrywce przypadała bowiem taka właśnie, zaiste podlejsza rola…

 

Weźmy zresztą pod uwagę choćby nasze wcześniejsze doświadczenia. Uznanym (choć niekoniecznie słusznym) poglądem na temat odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. jest, że per saldo dziełu temu przysłużyli się wszyscy: i  Dmowski, i  Piłsudski, i ci co z Rosją i ci z Zachodem, i ci po stronie Państw Centralnych. Cały spór orientacji miał być mimowolną grą dobrych chęci do jednej bramki. Pytanie brzmi zatem:  czemu uznając słuszność i skuteczność takiej recepty na niepodległość w latach 1914-18 - jednocześnie w polskiej historiografii i polityce odmawia się prawa do zaistnienia podobnej wielonurtowości w okresie 1939-45?  Czemu nie przyznaje się, że sprawa polska w tym okresie nie powinna być jedynie ściśle powiązaną z interesami brytyjskimi, ale że być może zasadnym było wówczas tak staranie się o minimalizację strat narodowych w kolaboracji z Niemcami, jak i oczywiście obstawianie –  przez niekomunistów  – konia sowieckiego? Jeden polski rząd w Londynie, jeden w Krakowie i jeden w Moskwie - czym by to się różniło od warszawskiej Rady i paryskiego Komitetu? Do kwestii kolaboracji/ugody jako ZASADY politycznej jeszcze w naszych rozważaniach wrócimy.

 

Strateg Polski Mocarstwowej

 

Rozmawiając o ewentualnych pożytkach z kolaboracji – nie sposób oczywiście uciec od tych kilku nazwisk –  Andrzeja ŚwietlickiegoLeona Kozłowskiego, ale przede wszystkim  Władysława Studnickiego. O ile bowiem Cat-Mackiewicz do czasu kokieteryjnie przedstawiał się jako „hitlerofil polski”, za czym jednak zawsze stał u redaktora „Słowa” tylko  zimny realizm, o tyle Studnicki, zawsze uważany za germanofila ideologicznego – również był przede wszystkim  geopolitykiem.  I właśnie jako geopolityk polski dokonywał wyboru, niekoniecznie może „słusznego” (co w ogóle kategorią geopolityczną nie jest), ale w każdym razie opartego o racjonalne przesłanki – i to o charakterze strategicznym, co w polskim myśleniu o naszym miejscu w świecie wyjątkowo rzadkie[ii].

 

W przypadku Studnickiego mówimy bowiem nie tyle o teorii (nie wspominając o praktyce) kolaboracji, tylko o pewnej koncepcji geopolitycznej, uznającej, że  państwo położenia i potencjału Polski musi zmieścić się w formule geopolitycznej sąsiedniego mocarstwa, optymalizując jedynie możliwe do uzyskania korzyści. Można się zatem nie zgadzać z uznaniem efektywności akurat projektu niemieckiego, ale i tak było to założenie bardziej realistyczne od przedwojennej wiary, że system wersalski, ze swoim pozorem "suwerennych środkowoeuropejskich państw narodowych" – będzie trwał w nieskończoność. Nie można atakować Studnickiego jednocześnie widząc przecież, że niemal w każdej swej prognozie… miał on rację[iii]. Krytycznej analizie podlegają, naturalnie, wyciągane przez autora „Sprawy polskiej” wnioski – jednak nie sposób nie zauważyć, że jego obrosła legendą praca o nadchodzącej drugiej wojnie światowej wolna jest od wszelkich -filii, a zawiera jedynie mordercze w swej dokładności obserwacje, z bezwzględnie prawidłową konstatacją końcową, iż  Polska neutralna w razie zwycięstwa niezależnie jednej lub drugiej strony nie ma się czego obawiać, stosunek sił przesunie się na jej korzyść”. Przecież coś takiego w 1939 roku powinien był powiedzieć polski minister spraw zagranicznych, oczywiście gdyby miał o cjant rozumu więcej od  Becka!

 

Studnicki jako bodaj jedyny przed wojną wskazywał też zewnętrzne kierunki wzmacniania potencjału Polski, na czele ze wzmaganiem polskich wpływów na Słowacji. Nie tyle bowiem o mrzonkach marszów w stronę Morza Czarnego można było i należało wówczas myśleć (mimo, a raczej w skutek geopolitycznych zagrożeń dla Polski), ale o osiowym wzmocnieniu Rzeczypospolitej właśnie od zatatrzańskiego wyjścia na Dunaj z jednej, do chwycenia za… to znaczy w mocne, braterskie ujęcia kowieńskiej Litwy ze strony drugiej. Takie perspektywy rysowały się właśnie w przypadku podjęcia gry z Niemcami, do której nawoływali Studnicki i Cat-Mackiewicz, i którą cała Europa przypisywała niesłusznie ministrowi Beckowi, wierząc, że to nic w lampasach godne jest w ogóle miana dyplomaty. Niemcy należało bowiem albo w porę pokonać (jak proponowali endecy) – albo urosnąć na tym, że zadanie to spadłoby na kogoś innego (jak chcieli konserwatyści). Albo – albo. Najgorzej natomiast było wybrać to, co rzeczywiście się jakoś tak II Rzeczypospolitej wybrało…

 

O ile więc Ronikier, Bocheński i cała wizja kolaboracji wojennej – to defensywa polska, o tyle Studnicki to polski imperializm, mocarstwowość szukająca realnego ujścia, nie zaś czczych, sanacyjnych demonstracji. Wspólnie obie te koncepcje te składają się na realistyczny dorobek konserwatyzmu polskiego, choć przecież Studnicki, acz wspierany na przykład przez Cata i  Adolfa Bocheńskiego  – nie był wprost kojarzony z konserwatyzmem jako figurą polityczną II RP. Jego własna formuła polityczna (gdy jeszcze starał się takową wypracować), choć używała formy tak zwanych "państwowców" – miała raczej cechy alternatywnego w stosunku do endecji pomysłu na... polski ruch narodowy, a zatem może do dziś stanowić wspólny dorobek obu tych szkół politycznego myślenia.

 

Myśleć trzeba. Myśleć!

 

Łącznym dla endeckiej i konserwatywnego rozumienia polskiej racji stanu - jest też postrzeganie jej realnie,  a zatem sięganie po metodę ugody zawsze wtedy, gdy jest ona konieczna, potrzebna i możliwa. To ugoda jest zatem elementem charakterystycznym dla polityki konserwatywnej, nie zaś to Z KIM się ją zawiera. Stąd właśnie można było w czasie wojny wskazywać na pozytywy wynikające dla polskości z jakiegoś ułożenia się z Niemcami – a po wojnie rozumieć konieczność funkcjonowania Polski w bloku wschodnim. Dlatego właśnie, będąc okrzyczany „endekokomunistą”, a jeszcze częściej „rusofilem polskim” – wołam w obronie zadeklarowanego wroga tak komunizmu, jak i opcji rosyjskiej!

 

Tak rzadko ktoś w polskiej polityce myśli, tak nieliczni mają jakiekolwiek szersze horyzonty – że (nawet nie zgadzając się w szczegółowych wnioskach) choćby post mortem, ale utrzymujmy moratorium na umysły tak wybitne, jak Władysław Studnicki. I żałujmy, że ta szkoła myślenia nie dała Polsce własnego Nedića. Bynajmniej nie po to, by „Hitlerem  iść na Moskwę”, ale przynajmniej by nie dać zniszczyć Warszawy.

 

Konrad Rękas

 

 

 



[i] Z tego samego niemal punktu widzenia – to odmiennych jednak wniosków doszedł inny wybitny polski przywódca,  Bolesław Piasecki. Na propozycję udziału w inicjatywie Ronikiera - odpowiedzieć miał on odmownie, właśnie przewidując ostateczną klęskę niemiecką i nie chcąc w związku z tym wiązać sobie rąk opowiedzeniem się po przegranej stronie w sytuacji, w której (przeprowadzając tę analizę w roku 1940/41!) mógł oczekiwać szansy na wzrost swego znaczenia w nowym rozdaniu (geo)politycznym.

[ii] Studnicki wskazywał m.in. na znaczenie istniejących relacji gospodarczych z Niemcami – a smutnym faktem jest, że II RP była eksperymentem gospodarczo NIEUDANYM. Potrzebowaliśmy kolaboracji handlowej z Niemcami, podobnie jak Węgrzy i Rumunii, ponieważ tam sprzedawaliśmy swoje surowce i stamtąd nasz przemysł i konsumenci przyjmowali produkcję przemysłową. Że powinniśmy ją uzyskać sami? Ale jak, przy braku industrializacji, nadto z wysuszonym błędną polityką walutową rynkiem wewnętrznym i bez kontroli nad handlem?

 

W latach 30-tych polityką ekonomiczną Polski kierował faktycznie Złoty Klub Banków (amerykański System Rezerwy Federalnej, niemiecki Reichsbank, Banque de France i oczywiście Bank of England), jednak relacje z Niemcami pozostawały dla nas kluczowe, o czym świadczyły choćby pozytywne skutki zniesienia wojny handlowej po dojściu do władzy Hitlera. Co zaś się tyczy teoretycznej możliwości ekspansji na Wschód – pamiętajmy, że chociaż struktura gospodarcza Pierwszej Rzeczypospolitej była jedną z przyczyn jej upadku, to nikt przez wzmocnienie swego potencjału ukraińskimi czarnoziemami jakoś nigdy dziwnie nie płakał, trudno więc powiedzieć czemu to my mielibyśmy być pierwsi…

[iii] By wybrać kilka tylko, szczególnie przenikających przyszłość myśli z jego książeczki o „nadchodzącej drugiej wojnie światowej” [Warszawa, 1939]:

 

Niech Stany Zjednoczone zapanują nad światem, będzie to panowanie Żydów, gdyż oni stają się czynnikiem decydującym w Stanach Zjednoczonych”.

 

Francja zwyciężona, odcięta, pozostanie państwem w Europie, ale nie będzie już pierwszorzędnem państwem w Europie”.

 

Druga [wojna światowa] musiałaby się przyczynić do znaczniejszego zdystansowania W. Brytanii przez Stany Zjednoczone”.

 

Oraz, wciąż jeszcze na przyszłość, lecz kto wie jak odległą: „Polska stanie się tą Palestyną, a Polacy nie tyle tymi Arabami, którzy napadają na Żydów i ich niszczą, ale tymi, którzy pracować będą pod ich kierownictwem”.

 

Studnicki odgadł też rozpoczęcie wojny od Polski po przyjęciu gwarancji brytyjskich, manewrowy charakter działań na naszych terenach wobec ich pozycyjności na Zachodzie, okupację Polski przez Niemców i Sowietów, przejęcie wojennego kierownictwa Polski przez gen.  Władysława Sikorskiego  jako „stałego agenta propagandy francuskiej”, jak i zapłacenie Sowietom przez Wielką Brytanię za sojusz wschodnimi ziemiami Rzeczypospolitej. Właściwie w całej tej swojej broszurze autor pomylił się tylko… prorokując nieuchronne wejście do wojny Hiszpanii po stronie Osi, co jednak trudno uznać za omyłkę znaczącą.

 

KOMENTARZE

  • Super!
    Dzięki. Jak zwykle 5*
  • Gdybanie.
    Gdyby nie polski wysiłek wojenny, wojna mogłaby potrwać dłużej o rok, dwa lata...
    Jeszcze dwa lata grabieży, obozów koncentracyjnych, robót przymusowych, głodu i poniżenia.
    Naiwnym trzeba być, aby wierzyć, że dla Niemców nie byliśmy wtedy podludźmi. Czy Francuzi, Duńczycy, Norwegowie, Holendrzy i Belgowie także byli traktowani jak podludzie? Nie, bo nie byli Słowianami.
    Niemcy stworzyli ustrój oparty na rasizmie i nienawiści, m.in. do Słowian. Oni na lata przed wojną sporządzali listy proskrypcyjne, a także listy zabytków i dzieł sztuki do zagrabienia.
    A gdyby wojna potrwała dłużej?
    Możliwe, że Niemcy doszliby do Uralu.
    Możliwe, że wyzwoliliby nas Jankesi.
    A możliwe, że wcale by nas nie wyzwalali, tylko zbombardowali atomówkami.
    Możliwe, że zginęłoby więcej niż 6 mln Polaków, a jeszcze więcej ludzi na świecie, gdyby nie wysiłek wojenny Polaków.
    Ale to tylko gdybanie.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @wiedzajestwksiążkach 14:38:12
    "Gdyby nie polski wysiłek wojenny".

    Nie. Po kampanii wrześniowej polski udział w wojnie miał charakter polityczny, a nie militarny (co, niestety, bynajmniej nie zmniejszało ponoszonych przez nasz naród strat).

    Udział polskich wojsk i organizacji zbrojnych na różnych frontach miał przede wszystkim charakter taktyczny - mówiąc prościej byliśmy do zastąpienia przez innych walczących. Właśnie dlatego należało nasz czynny udział w wojnie ograniczać do minimum - i oszczędzać siły.
  • @chart 14:51:16
    "Udział polskich wojsk i organizacji zbrojnych na różnych frontach miał przede wszystkim charakter taktyczny - mówiąc prościej byliśmy do zastąpienia przez innych walczących. Właśnie dlatego należało nasz czynny udział w wojnie ograniczać do minimum - i oszczędzać siły."

    Czesi zrobili powstanie w Pradze w najlepszym momencie - 5 maja 1945 roku ;)
  • @wiedzajestwksiążkach 14:38:12
    "Gdyby nie polski wysiłek wojenny, wojna mogłaby potrwać dłużej o rok, dwa lata... "

    Czas na wysiłek wojenny był w 1938. Polska stanąć po stronie Czechosłowacji. Jeśli by Niemcy wygrały to na gorszych warunkach, byłby czas na zniszczenie potężnego czeskiego przemysłu wojennego, ale może Polska i Czechosłowacja by się oparły. Szczególnie, że zachodni alianci razem ze Związkiem Radzieckim mogły ten wysiłek wesprzeć.

    Być może w wyniku rozejmu i kompromisu Niemcy uzyskały by Sudety i Gdańsk.
  • @Pedant 15:07:13
    Pełna zgoda.
  • Hubal zarżnął Quisslinga - albo - ilu Polaków ocaliłyby POLENRATY?
    Jeśli już mamy "kolaborować" nawet z samym diabłem Stalinem, to pomija Pan kwestię Paktu Wschodniego (1935). Francja od początku zakładała, że potencjał Polski i Czechosłowacji nie wystarczy do stworzenia drugiego frontu przeciw III Rzeszy i chciała mieć za plecami Hitlera kogoś silniejszego.

    //Później rola czynnika redukcji strat jeszcze wzrosła, ale niestety, za każdym razem, kiedy choćby rozmowy na ten temat były możliwe – podziemie było łaskawe coś wysadzić, kogoś zastrzelić itp., przez co wszelkie wysiłki na rzecz oszczędzania polskiej krwi szły na marne.//

    Niech się Pan zastanowi, co by to podziemie robiło z "polskimi Quisslingami" podczas okupacji, mimo, że ich działania ograniczałyby w jakimś stopniu niemieckie ludobójstwo lub je wręcz zatrzymały (z tym zatrzymaniem też byłbym ostrożny, bo Żydom uległość ich Quisslingów nic nie dała, a Polacy mieli być następni). Możemy spekulować, że brytyjscy "przyjciele" staraliby się storpedować polsko-niemieckie porozumienie, tak, jak zrobili to organizując zamach na Heydricha, by sprowokować Niemców do pacyfikacji i zmusić ludność czeską do partyzantki. Taktyka angielska od dawna polegała na wzniecaniu powstań na zapleczu swoich rywali, a mołdzież polska wychowana na legendzie Powstania Styczniowego (i "sztyletników") dałaby się łatwo w te działania wmanewrować. Nawet dziś legenda (nonsensownej) walki "Hubala" bardziej trafia do zbiorowej wyobraźni. Proszę zresztą spojrzeć na mit "żołnierzy wyklętych" - akceptacja, że jedyną drogą była kooperacja z PKWN, a potem władzami PRL jest w społeczeństwie passe. "Polskość to wyklętość" a "zaniechanie walki z władzami PRL (vel komuną) to zdrada narodowa". Tymczasem marionetki Stalina nie urządzały na ziemiach polskich takich rzezi (ani nawet porównywalnych), jakie miały miejsce na ziemiach II RP pod okupacją niemiecką.


    //Autorzy dokumentu [Memorandum z Libourne] podwójnie realistycznie zakładali przy tym, że właściwy czas na ułożenie się z Rzeszą przyjdzie nie kiedy ta jest u szczytu powodzenia, lecz kiedy nieuchronnie ugrzęźnie w wojnie nie do wygrania - co też wkrótce się przecież stało.//

    Z książki M. Sołonina "23 czerwca, dzień M" wynika, że wyłącznie niemieckie barbarzyństwo na zajmowanych terenach i wobec jeńców z Armii Czerwonej uczyniło z tej wojny wojnę nie do wygrania. Może lepiej było układać się zaraz po 18 września 1939, kiedy Francuzi nie wywiązali się ze swoich zobowiązań sojuszniczych? Wtedy Niemcom jeszcze zależało na jak najszybszym uwolnieniu sił na front zachodni i był jakiś obszar do negocjacji. Oczywiście marionetkowy rząd tego czy innego Sikorskiego i tak by powstał.


    //być może zasadnym było wówczas [1939-45] tak staranie się o minimalizację strat narodowych w kolaboracji z Niemcami, jak i oczywiście obstawianie – przez niekomunistów – konia sowieckiego? Jeden polski rząd w Londynie, jeden w Krakowie i jeden w Moskwie - czym by to się różniło od warszawskiej Rady i paryskiego Komitetu? //

    Nawet w 1945r obstawienie "konia sowieckiego" było mentalnie osiągalne wyłącznie dla jednostek wybitnych (vel plugawych sowieciarzy) pokroju Piaseckiego, a nie dla mas czy nawet większości elit. Taki rząd tak czy owak stałby na "sowieckich bagnetach".


    //jego obrosła legendą praca ["Sprawa Polska" Studnickiego] (...) zawiera jedynie mordercze w swej dokładności obserwacje, z bezwzględnie prawidłową konstatacją końcową, iż „Polska neutralna w razie zwycięstwa niezależnie jednej lub drugiej strony nie ma się czego obawiać, stosunek sił przesunie się na jej korzyść”//

    Niestety utrzymanie przez II RP neutralności w konflikcie między ZSRR a III Rzeszą nie było możliwe ze względu na rolę transportu kolejowego dla zaopatrzenia frontu wschodniego. Próby Rumunii (ogłosiła w 1939 neutralność) skończyły się fiaskiem.


    //Łącznym dla endeckiej i konserwatywnego rozumienia polskiej racji stanu - jest też postrzeganie jej realnie, a zatem sięganie po metodę ugody zawsze wtedy, gdy jest ona konieczna, potrzebna i możliwa. To ugoda jest zatem elementem charakterystycznym dla polityki konserwatywnej, nie zaś to Z KIM się ją zawiera. Stąd właśnie można było w czasie wojny wskazywać na pozytywy wynikające dla polskości z jakiegoś ułożenia się z Niemcami – a po wojnie rozumieć konieczność funkcjonowania Polski w bloku wschodnim.//

    Tylko do tego potrzebaby Polaków, który gotowi byliby przyjąć na siebie ryzyko śmierci z rąk sztyletników w czasie wojny i stryczka po jej zakończeniu. Polacy wolą być Hubalami, bez względu na to, ile wiosek zostanie za to wyrżnięte w pień.
    Ze Stalinem należało zacząć rozmowy jeszcze przed 17.IX.1939. Gdyby istnieli w II RP akceptowalni dla Stalina (niekoniecznie - dla społeczeństwa polskiego) polscy narodowi komuniści (którzy przeżyliby czystki) i zaczęli w porę występować z wiernopoddańczymi adresami (gdyby Zychowicz nie zdobył Moskwy ...), może miałby Pan dziś w granicach Polski i Lwów i Łużyce. Ale nie łudźmy się - miałby Pan i "żołnierzy wyklętych". Bo to jest Polska właśnie.

    B. wartościowy tekst.
  • @Światowid 16:39:51
    "Francja od początku zakładała, że potencjał Polski i Czechosłowacji nie wystarczy do stworzenia drugiego frontu przeciw III Rzeszy"

    Wojna i tak nadeszła, a Polska okazała się osamotniona. Polska razem Czechosłowacją w 1938 byłaby znacznie większą siłą, mogącą liczyć na wsparcie ze wszystkich stron, włączając inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów. Może i Sowieci by dostarczyli trochę zasobów naturalnych i czołgów. W 1939 było już za późno bo Niemcy wzrosły w siłę.

    No ale odzyskanie Zaolzia i pokaranie Pepiczków za danie schronienia takim ludziom jak Wincenty Witos było ważniejsze.
  • 1*
    Bezzasadne rozwazania.
    Co by bylo?
    Co bylo, to bylo!
    I bylo, jak bylo.
    Na pewno o KZ Auschwitz - jako o polskim obozie zaglady-
    nie bez powodu by sie mowilo.
  • Panie Rękas
    1*
    Co by było, gdyby żaba żyto żarła...?
    Mąką by srała?
    Nie mam zielonego pojęcia czemu takie, uświadamiające teksty mają służyć i to jeszcze z pańską sygnaturą? Przyszłość się liczy, przyszłość! Zostaw Pan powyższe kwestie Cenckiewiczom. Pański tekst ma taką samą wartość, jak nius o wczorajszej pogodzie. Chyba Pan sam wie, że stać go na więcej :)
  • @krysz 17:05:59
    Właśnie!
  • @Jan Twardowski 18:16:20
    O !
  • Hitler i jego grupa niemieckich homoseksualiatów z aszkenazyjskimi korzeniami mieli dwa plany
    I. selekcja "zdolnych do odnowy żydowqstwa" i "najlepszego elementu zdolnego do walki o byt" (według Hansa Franka i Reinhardta heidrycha) metodą podobna do hodowli xsuperszczura (wrzucenie dużej ilości szxczurów do beczki i czekanie aż zostanie jeden nienawidzacy i mordujący wszystkie napotykane szczury). Zapowiadał to Jakub Lejbowicz Frank (vel ......) ojciec duchowy autorów Protokołów Mędrców Syjonu (bardzo cenionych przez hitlerowców) jako okres niewyobrażalnego ucisku (Lenin twierdził, że naród uciskający inne sam cierpi największy ucisk) Selekcja trwala zbyt długo ze względu na przeciągnie się blitzkriegu gen Roomla o Egipt, Palestynę i BaBILON A ZDOLNI CZYLI FUNKCYJNI, POLICJE GETT, JUDENRATY zonderkomanda NIE IMPONOWALI HITLEROWCOM NABYTYMI ZDOLNOŚCIAMI . Klęska gen Roomla przekreśliła możliwości braterstwa broni terrorystów Sterna (popiłsudczykowskich) i dezerterów Andersa (polsko stalinowskich)( z Wehrmachtem gen Roomla jako pretekstu do przerwania "holocaustu" zwanego endlosungiem. Hans Frank na procesie w Norymberdze przepraszal "swój naród żydowski za nadmierne i zbędne cierpienia".
    II ZSRR zupełnie uzależniony od międzynqarodowego"sjonistycznego lewactwa" podobnie jak Reich Hitlera uznawał priorytetowość kontynuacji sjonistycznej kolonizacji Palestyny i mimo kolosalnej przewagi nad wojskami niemieckimi (po przełamaniu obrony nad Dnieprem() zatrzymal front na kierunku berlińskim na Wiśle by zakończyć wojne zgodnie z ustaleniami i rozpocząć "alije" (podniesienie z diaspory w ZSRR przez Polskę i "żelzną kurtynę() do Palestyny
    II Po zwycięztwie nad ZSRR mial być realizowany Generalplanost polegający na "przesiedleniu" wszystkich narodowości poza Niemcami za Ural. Polacy jako ostatni w niemieckim rankingu mieli być ewakuowani w najmniejszym procencie (najwięcej miało ulegać gładzie na miejscu)( i w małych grupach osiedlani pomiędzy narodowościami lepszymi jak Litwini, Rosjanie, Ukraińcy, Czesi,Horwaci itd bez zależności od udziału tych narodowości w wojnie po stronie Reichu lub przeciwnej.

    Oczywiście żadna kolaboracja szczególnie na wyższych płaszczyznach nie miała pozytywnego sensu tak jak powstrzymanie się od powstania warszawskiego pod dowództwem AK, które dało gen Borowi Komorowskiemu możliwości uzyskania przywrócenia powstańcom i ludności praw Konwencji Haskiej i Genewskiej w warunkach kapitulacji.
  • @telewidzacy 20:44:08
    "zatrzymal front na kierunku berlińskim na Wiśle by zakończyć wojne zgodnie z ustaleniami"

    Front przy Wiśle został zatrzymany bo siły przerzucono na Bałkany, gdzie dokonała się ogromna ofensywa Armii Czerwonej. Ofensywę na ziemiach polskich wznowiono dopiero w styczniu następnego roku.

    Odgłosy wybuchów słyszane w Warszawie to była zwycięska kontrofensywa niemieckiej armii pancernej.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930