Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 505 komentarzy

Parlament Europejski czy Amerykański?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dlaczego wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne?

 

Bo instytucja ta zajmuje się samymi ważnymi sprawami! Na przykład: „Parlament chce bronić europejskie demokracje przed zagranicznymi podmiotami rozpowszechniającymi błędne informacje lub manipulującymi danymi osobowymi wyborców” [pisownia oryginału – KR]. Prawda, że godne to zajęcie dla politycznej reprezentacji pięćsetmilionowej rzeszy Europejczyków?

 

Pytania bez odpowiedzi

 

Nadto, ostatnim posiedzeniu „posłowie głosowali nad rezolucją, w której podsumowano ostatnie wysiłki UE na rzecz przeciwdziałania wrogiej propagandzie ze strony zagranicznych podmiotów oraz promowania nowych technologii w celu radzenia sobie z propagandą i fałszywymi kontami w mediach społecznościowych. Rezolucja zdecydowanie potępia również coraz bardziej agresywne próby Rosji, Chin, Iranu i Korei Północnej, mające na celu podważenie "normatywnych podstaw i zasad demokracji europejskich oraz suwerenności wszystkich krajów Partnerstwa Wschodniego", które wpływają na wybory polityczne i wspierają ruchy ekstremistyczne[i]. Jednak nie dajmy się zmylić.  Udawanie idiotów - to znana metoda szczególnie szkodliwych cwaniaków.  Tym bardziej więc nie mogą zostać sami, nawet w takim żałosnym cyrku, który robią z PE.

 

Końcówka VIII kadencji PE upływa pod znakiem takich właśnie, jałowych, ideologicznych i propagandowych deklaracji, które deputowanym pozwalają zabić czas i dają alibi dla niezajmowania się sprawami takimi jak:

 

·      systemowy kryzys demograficzno-imigracyjny,

 

·      coraz wyraźniejsze rozjeżdżanie się „dwóch prędkości” Unii Europejskiej,

 

·     niemożność uzgodnienia właściwie żadnego wspólnego stanowiska w kwestii przyszłości Wspólnoty, w sprawach energetyki, bezpieczeństwa, polityki finansowej, dalszej integracji i/lub rozszerzania, stosunku do Rosji, Chin, Iranu i całej reszty świata.

 

Doszliśmy zatem do punktu, w którym nie wiadomo ani czym Unia jest, ani czym stać się może i powinna. To skutek, po pierwsze, doprowadzonej do absurdu alienacji brukselskich elit. Po drugie zaś – rosnącego nacisku Stanów Zjednoczonych na swoich tak zwanych sojuszników. Razem tworzy to więc nierozwiązywalną sprzeczność.  Kilka ostatnich dekad nauczyło europejską klasę polityczną bezwzględnego posłuszeństwa wobec Ameryki. Jednocześnie jednak interes własny tejże klasy coraz wyraźniej staje w konflikcie z oczekiwaniami i żądaniami amerykańskimi.  To systemowe zapętlenie, w połączeniu z emocjami i tak cały czas pulsującymi w obrębie bardzo tylko schematycznych i powierzchownych struktur europejskich – szukać musi rozwiązania i ujścia. Nawet w tak z gruntu mało sensowny sposób, jak wybory do Parlamentu Europejskiego.

 

O amerykańską V Kolumnę

 

Nietypowo, ale sama ta instytucja opublikowała niedawno sondaże[ii], które można uznać tak za prognozę wyników majowych wyborów, jak i za projekcję oczekiwań co do składu PE kadencji dziewiątej. Oczekiwań będących w znacznej mierze wypadkową nadziei eurokratów i wspomnianych żądań i bezpośrednich ingerencji amerykańskich.Oczywistym jest już bowiem, że frakcje następnego Europarlamentu mogą znacząco różnić się od obecnych, a co więcej nawet szacunki eurokratów wskazują, że matematyczne połączenie dzisiejszych frakcji: Europe of Freedom and Direct Democracy (m.in. UKIP-u i Ruch 5 Gwiazd  Luigiego Di Maio) oraz Europe od Nations and Freedom (Marine Le Pen), nawet bez brytyjskich eurosceptyków - dałoby trzecią co do wielkości grupę parlamentarną, wyprzedzającą liberałów. A gdyby kooperować chcieli także europosłowie marnujący się obecnie jako "Reformatorzy i Konserwatyści" (czyli np. Bracia Włosi  Giorgi Meloni) – wówczas można by myśleć nawet o przeskoczeniu socjaldemokratów. I można być też dziwnie spokojnym, że do tego nie dojdzie.  Nie po to istnieje Unia Europejska, żeby do skutecznego głosu w PE dochodzili jej krytycy.  Wystarczy właśnie spojrzeć jak rozproszeni są europosłowie eurorealistyczni, nie różniący się przecież między sobą w poglądach na temat euro-biurokracji – by zrozumieć, że do ich realnej integracji znów może nie dojść. Oznaczać by ona mogła bowiem dokończenie procesu zapoczątkowanego Traktatami Rzymskimi, a przerwanego i zakłóconego w Maastricht, Kopenhadze i Lizbonie. A przecież  nie chodzi o to, by Unia Europejska była… europejska. Może być tylko brukselska/biurokratyczna albo amerykańska.

 

Widać już pierwsze zwiastuny nowych podziałów i przegrupowań służących tylko dwom celom: by wszystko pozostało po staremu, biernie i nieskutecznie i by Stany Zjednoczone miały w strukturach europejskich jak najefektywniejszą V Kolumnę. Atlantyści muszą przegrupować się przede wszystkim w związku z wycofaniem do innych zadań Zjednoczonego Królestwa. W najbardziej żenującym z możliwych stylu, w nieskończenie żałosnym i oszukańczym procesie BREXITU – lądowy lotniskowiec Ameryki, USS Britania odbija od Kontynentu, jednak desant złożony z politycznych G.I., wychowanków nowo-angielskich stypendiów wciąż pozostaje aktywny.

 

Paradoks polega na tym, że nową (?)  siłą Ameryki mają stać się ci, którym dotąd przypinano łatkę agentury… rosyjskiej, a także – co już bliższe rzeczywistości – zamiar całkowitej dezintegracji UE. W istocie zresztą, formacje takie, jak Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, Alternatywa dla Niemiec, czy włoska La Lega opowiadają się co najwyżej za reformą Wspólnot, a ponadto, obok (nader łagodnego) akcentowania własnych interesów narodowych – łączy je odwoływanie się do wartości europejskich, nawiązujących przynajmniej do ciągłości historycznej i cywilizacyjnej Kontynentu, a także jego geopolitycznej jedności, szerszej niż tylko struktury przeszłych i obecnych bloków militarnych. Jednocześnie jednak, zwłaszcza będąca motorem nowej integracji eurosceptyków La Lega i jej lider,  Matteo Salvini  – wydają się przechodzić przyspieszoną ewolucję, zgodnie z zasadą, że nie można wojować przeciw wszystkim w tym samym czasie. Włoski wicepremier na liście przeciwników pozostawił sobie ostatnio niemal wyłącznie brukselski establishment, kontynuując politykę konfrontacji z nim zwłaszcza w kwestii imigracji. Jednocześnie jednak Salvini wyhamował inne przejawy dążenia do niezależności czy to Włoch, czy całej Europy. Charakterystyczne stało się niespodziewane wystąpienie lidera Ligi przeciw „chińskiej kolonizacji”, udziałowi chińskich firm we wdrażaniu technologii 5G i projektowi Nowego Jedwabnego Szlaku (co pokrywa się ze stanowiskiem np. nominalnie chadeckiej Forza Italia). I nie był to pojedynczy wyskok, obliczony na ugłaskanie Amerykanów. W ramach koalicji rządzącej Włochami to Salvini był zwolennikiem kolejnego pro-amerykańskiego gestu, o jeszcze większym ciężarze gatunkowym – a mianowicie uznania nominowanego przez Waszyngton „prezydenta Wenezueli”,  Juan Guaidó  i dopiero opór 5 Gwiazd Di Maio doprowadził do pata, w którym Włochy nie uznały ani amerykańskiego mianowańca, ani legalnego prezydenta,  Nicolasa Maduro. A przecież, jeszcze przed włoskimi wyborami w marcu 2018 r., to właśnie świeżo ucywilizowane, wbite w garnitury Gwiazdy wydawały się spacyfikowane przez Amerykanów, wycofując z wcześniejszych deklaracji NATO-sceptycznych i niechętnych wobec obecności USArmy w Italii. To pokazuje  od jak dawna amerykańscy pacyfikatorzy są czynni na części europejskiej sceny politycznej uznawanej dotąd za bardziej niezależną.

 

Efekt ten może zostać tylko spotęgowany przez fakt, że w ten róg szachownicy przesuwane są pionki już wcześniej również ucharakteryzowane na „Europejczyków prawdziwych wartości”. Nieprzypadkowo potencjalnymi sojusznikami Ligi mieliby stać się wierni lokaje Waszyngtonu z polskiego Prawa i Sprawiedliwości i neokoni z hiszpańskiego VOX. O ile jednak Polacy, ze względu na swoją spodziewaną reprezentację w PE – mają tylko zapewniać masę i (jak zwykle) odwalać najbrudniejszą robotę zlecaną przez Amerykanów, o tyle ważniejsza rola ma zapewne przypaść znacznie sprytniejszym i bardziej elastycznym Węgrom premiera  Victora Orbana  z jego FIDESZ-u. Udało im się właśnie sprowokować zawieszenie tego ugrupowania w ramach Europejskiej Partii Ludowej, co otwiera drogę do skonsumowania nowego dużego bloku pan-europejskiego, o charakterze tak anty-brukselskim, jak i z wyraźną sylwetką  Donalda Trumpa  w tle całej organizacji. Zeszłoroczna misja Steve’a Bannona  wydaje się więc przynosić spodziewane efekty.

 

Fałszywy sojusznik

 

Na europejskim przebudzeniu chcą też jednak zyskać inni. W drugim szeregu czają się już „czyści populiści” Di Maio, wspierani przez mniejsze ruchy z Polski (KUKIZ’15), Chorwacji (Zivi Zid), Grecji (AKKEL), Finlandii (Liike Nyt), a także interesujący, acz pozbawiony już początkowego impetu DiEM25 – Europejska Wiosna  Yanisa Varoufakisa. Ten imponujący nazwiskami patronów (Julian AssangeNoam ChomskyJames K. Galbraith) ruch pozycjonuje się wprawdzie poza establishmentem korporacyjno-politycznym UE, ale jednocześnie jako formuła wręcz… integralnie europejska, w zamyśle oddolniej i autentyczniej od obecnej, chadecko-socjaldemokratycznej Komisji Europejskiej. I tu dochodzimy do kluczowego, być może dla przyszłości Kontynentu paradoksu – z jednej strony,  jeśli w Europie pozostało jeszcze choć odrobinę tożsamości i witalności, to cechy te zachowały narodowe ruchy identarystyczne, niechętne obecnemu kształtowi UE, ale z związku z tym i podważające często sam sens integracji europejskiej. Jednocześnie jednak Europa podzielona według na nowo rozbudzonych partykularyzmów – jest skazana na los równie marny, jak pozostając kierowana przez eurokratów, uparcie próbujących wyprodukować „nowy naród europejski”, w oparciu o wykorzenionych imigrantów polanych nihilizmem i liberalizmem schyłkowego Zachodu.

 

I konsekwentnie – obecne zaplecze Komisji Europejskiej nie może wygenerować siły i tożsamości alternatywnej dla amerykanizmu nie tylko ze względu na uzależnienie finansowe, środowiskowe i bezpośrednią infiltrację Waszyngtonu. Decyduje to, że  cały język zachodniego świata – jest dziś tylko kalką treści geopolitycznych i ideologicznych Ameryki. Ruchy opozycyjno-narodowe wydają się być na nie w pewnej mierze uodpornione, choć marząc o przebiciu się do establishmentu same coraz silniej ulegają dyktatowi politycznej poprawności (co widać szczególnie na przykładzie francuskim). Przede wszystkim jednak zagrożeniem pozostaje podsuwana „prawdziwej Europie” wizja USA jako taktycznego sojusznika przeciw eurokratom. I tak krąg się zamyka – która frakcja nie zdobyłaby przewagi w europejskim niedowładzie, i tak korzyści z tego miałby wyciągnąć blok amerykański, czy to w swej odmianie liberalno-finansowej, czy siłowo-zachowawczej.

 

Trzecia Europa

 

Niestety, ale  na horyzoncie nie widać jeszcze Trzeciej Europy, a więc siły/myśli, która łączyłaby w jedną całość odruchy obronne narodów kontynentalnych ze zrozumieniem ich wspólnej roli cywilizacyjnej, być może już ostatniej w obliczu zmieniającego się świata. Europa nie eurokratyczna (a więc i nie ulegająca globalizacji i wykorzenieniu), ale i nie amerykańska, czyli nie podatna na manipulacje sektora wojenno-przemysłowego – wydaje się być i bliżej, i zarazem dalej niż kiedykolwiek. Z jednej bowiem strony widać wprawdzie symptomy pewnej odmiany, z drugiej jednak wydają się one od razu skażone starymi zarazkami. O ile jednak oczywistym jest,  że w obecnym kształcie Stary Kontynent skazany jest na zagładę  – o tyle nawet cząstkowa zmiana może okazać się być początkiem realnej odnowy. Odnowy, która zauważy wreszcie, że półwysep europejski nie musi być ani kolonią amerykańską, ani nieudanym eksperymentem ideologiczno-etnokreatywnym w służbie globalizmu, ani tylko muzeum dawnej chwały. Trzecia Europa musi przypomnieć sobie co to znaczy być wolnym, wspólnotowym, integralnym Kontynentem, nie tylko wracając do źródeł cywilizacji i tożsamości, ale także stawiając nowe pytania o ich rolę, zadania i przyszłość w Czasie Przemiany.

 

Konrad Rękas

Angielskojęzyczna wersja tekstu ukazała się na portaluhttps://uwidata.com/

 



[i] Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 12 marca 2019 r. w sprawie stanu stosunków politycznych między UE a Rosją:

http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?pubRef=-//EP//TEXT+TA+P8-TA-2019-0157+0+DOC+XML+V0//PL

 

KOMENTARZE

  • Powrót to korzeni europejskiej cywilizacji czyli wciskanie JHWH i jego muezzinów
    //Niestety, ale na horyzoncie nie widać jeszcze Trzeciej Europy, a więc siły/myśli, która łączyłaby w jedną całość odruchy obronne narodów kontynentalnych ze zrozumieniem ich wspólnej roli cywilizacyjnej, być może już ostatniej w obliczu zmieniającego się świata.//
    Nie istnieje coś takiego jak "rola cywilizacyjna" czy "misja cywilizacyjna" narodów ani grup narodów. Narody mają swoje interesy a nie "misje". Te interesy sprowadzają się do
    - obrony etnicznego terytorium,
    - biologicznego przetrwania,
    - utrzymania lub powiększenia kolektywnego stanu posiadania,
    - utrzymania lub powiększenia kolektywnego poziomu życia
    - zagwarantowania indoktrynacji kolejnych pokoleń, by broniły wspólnych narodowych interesów przed obcymi, niezależnie czy to obcy na terytorium własnym czy poza nim.

    Proszę z łaski swojej przestać ulegać iluzjom, że istneje jakaś "cywilizacja" do której należymy i wobec której mamy jakieś zobowiązania. I przestać dezorientować czytelników, że znów mamy "za wolność naszą i waszą", kiedy można się bać, że nawet na uratowanie samych siebie Polacy nie mają motywacji, sił ani czasu.

    //O ile jednak oczywistym jest, że w obecnym kształcie Stary Kontynent skazany jest na zagładę – o tyle nawet cząstkowa zmiana może okazać się być początkiem realnej odnowy. Odnowy, która zauważy wreszcie, że półwysep europejski nie musi być ani kolonią amerykańską, ani nieudanym eksperymentem ideologiczno-etnokreatywnym w służbie globalizmu, ani tylko muzeum dawnej chwały.//
    Nie ma żadnych szans na ratunek ani odnowę krajów skazanych na WYMIANĘ ludności na negroidalną i "lewantyńską" w ciągu kolejnych pokoleń. Jeśli mamy coś sensownego zrobić, to pomyślmy co zrobić, żeby wschodnie granice Kalifatu Europejskiego biegły na Odrze, a nie na Bugu czy ... Sanie. Myślmy co zrobić, żeby Polska nie stała się przytułkiem dla białych imigrantów, którzy po tym, jak pozwolili odebrać sobie swoje własne państwa, będą u nas szukać azylu od euroreżimu immamów.

    //Trzecia Europa musi przypomnieć sobie co to znaczy być wolnym, wspólnotowym, integralnym Kontynentem, nie tylko wracając do źródeł cywilizacji i tożsamości, ale także stawiając nowe pytania o ich rolę, zadania i przyszłość w Czasie Przemiany.//
    Załóżmy lepiej, wspólnie z jeszcze niedobitymi multietnicznie państwami słowiańskimi w EU Pierwszy Środkowoeuropejski Rezerwat Słowian pod patronatem Rosji, broniony przed "euroatlantycką" genocydalną demokracją przez baterie (aj, waj! - ruskich) rakiet S400 i S500.

    No, ale Pan musi mieć "misję cywilizacyjną" ... Nie ma sprawy. Jak już obronimy w ten sposób swój byt biologiczny, to możemy sobie dorobić do tego nowego układu politycznego ideologię powrotu do słowiańskich korzeni cywilizacji i tożsamości, połączoną z sadzeniem świętych gajów na ruinach nikomu już niepotrzebnych świątyń obcego bożka przywleczonego znad Jordanu na pohybel naszym słowiańskim przodkom. Powróćmy do prawdziwych źródeł naszej cywilizacji i tożsamości sprzed najazdu rzymskich i ortodoksyjnych sekciarzy zmyślonego Jachwe.
  • To nie tak:
    "Parlament Europejski czy Amerykański?"
    ----------------
    Linia podziału przebiega pomiędzy ludźmi stworzonymi przez Boga a tymi co to ich ojcem jest diabeł.
    Wniosek?
    Dopóki ludzie tego nie zrozumieją - dopóty na Ziemi ludzkością będzie wywijać diablisko - budując im Piekło na Ziemi ich - ludzkimi - rekami.
  • @Światowid 16:49:09
    Strasznie dużo Pan mówi. I koniecznie chce się pokłócić. Po co?
  • @Światowid 16:49:09
    A jakie są te "źródła naszej tożsamości..."?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30