Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 505 komentarzy

Prawactwo, lewactwo, geopolityka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Cała analiza geopolityczna i międzynarodowa sprowadza się w Polsce/u pewnej części Polaków do rozpoznania kto w danym kraju jest prawactwem, a kto lewactwem.

 

I to ma wystarczać... Ponadto działa jeszcze kwalifikator"Ale ONI/lewacy/komuchy mieli miny!" – bo to jest najważniejszy powód wszelkich polskich radości geopolitycznych, międzynarodowych, a często i krajowych.

 

Oranie i masakrowanie, czyli geopolityka po polsku

 

Tak było ze stosunkiem do wyborów prezydenckich w Stanach, z każdymi niemal wyborami w Europie, ostatnio choćby z Wenezuelą. Mechanizm jest prościutki, jak jego zwolennicy. Według tego kryterium ustala się po prostu, czy "lubimy" danego prezydenta, polityka, czy cieszy nas jego wybór i czy w ogóle jest on ekstra-fajny i w sumie nasz. A jeśli jeszcze "masakruje lewaków" – to już w ogóle zajebioza! Kryterium jest zresztą uniwersalne - tak współczesne, jak i historyczne, daje się bowiem stosować i do dawnych liderów czy postaci historycznych, również własnych.

 

Już pomińmy litościwie, że spora część tych zachwytów wynika tyleż z niewiedzy, co z reagowania na czyjeś odbicia w mediach uznawanych za wraże. Ktoś gdzieś z typową, emfatyczną przesadą odmalowuje jakiegoś mięciutkiego chadeka jako czarnogardłego faszystę i już polska blogosfera gotowa takiemu stawiać pomnik obok  WalusiaDegrellaJose Antonia, choć w III RP mieściłby się zapewne najdalej w centrowej frakcji Platformy Obywatelskiej. Naprawdę, musimy wierzyć tym samym przekaziorom, dla których  Jarosław Kaczyński to ultrakatolik, na polecenie  Putina  dyszący żądzą zniszczenia Unii Europejskiej?

 

Naturalna głębia

 

Żeby było śmieszniej – zostaje tak Polakom również na emigracji, także tej trwałej. Polonia w Stanach patrzy z kompleksami, ale miłośnie na prawicę republikańską, głosuje nawet wbrew własnym interesom podatkowym i wzdraga się przed choćby nieśmiałą koordynacją swoich spraw z którąkolwiek z innych, a lepiej zorganizowanych grup mniejszościowych, jak Latynosi czy Czarni. W UK Polacy momentalnie utożsamiają się z tym, co na miejscu nazywa się ze „skrajną prawicą”, prasa pełna jest doniesień o występowaniu polskich karków w roli ochroniarzy na wiecach... antyimigracyjnych. Polak w Wielkiej Brytanii nigdy zresztą, przenigdy nie pomyśli o sobie jako o "imigrancie". Imigranci to przecież tamci, ciapaci! A charakterystyka miejscowych partii sprowadza się tylko do ustalenia kto jest gorszym "komuchem" i "lewakiem".

 

Podobnie jest też z naszymi we Francji, w Holandii, we Włoszech. Inna rzecz, że nie jest to cecha wyłącznie polska - np. przybysze z Serbii stanowią twardy elektorat Partii Wolności w Austrii, jej kandydaci na specjalną sugestię kierownictwa partii pozowali nawet na plakatach z kokieteryjnymi prawosławnymi bransoletkami na rękach itp. Jasne, można to racjonalizować, tłumacząc chęcią stabilizacji, naturalną tendencją nowych imigrantów do ochrony już uzyskanych korzyści przed napływem nowej konkurencji itd. – ale faktycznie, u Polaków tendencje takie łączą się z naturalną głębią refleksji ideowo-politycznej.

 

I CO?

 

A przecież przy wszystkich politycznych deklaracjach i kreacjach obowiązuje ta sama, podstawowa metoda weryfikacyjna. Należy sprawdzić jak brzmią one po dodaniu najważniejszego kwantyfikatora, który brzmi: I CO?

 

Jest to mechanizm uniwersalny, do użytku wewnętrznego i zagranicznego np. "Amerykańscy liberałowie nie lubią  Donalda Trumpa. I CO?", „Wenezuelski boliwarianizm ma charakter lewicowy. I CO?”, ale także „X. jest zajebiście prawicowym polskim politykiem. I CO?”. To naprawdę bardzo pomaga i stanowić może współczesny, a w każdym razie wstępny odpowiednik słynnych  siedmiu pytań rzymskich, którymi dziś niemal nikt – zwłaszcza w polityce III RP – nie zawraca sobie głowy. Kto? Co? Gdzie? Dlaczego? Z czego pomocą? Jak? i Kiedy? – choć dziś traktuje się je jako podstawę tylko kryminalistyki, to przecież oryginalnie i naturalnie stanowią podstawą wszelkiej analizy ludzkich działań. Bo też bądźmy… logiczni: czy tak wiele różni politykę od kryminału? Zacznijmy jednak może od zadawania/dodawania najprostszego: I CO?

 

Co wynika dla Polski i dla Polaków z czyjegoś „prawactwa”, czy przysporzy ono nam jakichś wymiernych korzyści, zaowocuje realną współpracą o celach nieegzotycznych, powstrzyma jakieś szkody i straty polskie? I dalej – czy to samo nie może przydarzyć się w związku z „lewactwem”? A może w ogóle przeciwnie – może taki „prawak”/”lewak” tak zaszkodzi własnemu krajowi, że to my na tym zyskamy? Czy faktycznie łatwo rozdający swoje sympatie uważają, że akurat ideologie czy raczej ich sprymitywizowane wyobrażenia – to aż Byty Absolutne, do których odnosić się musi wszechstworzenie?

 

Tylko jedna ideologia

 

W rzeczywistości bowiem  mamy obecnie do czynienia tylko z jedną, dominującą ideologią, czy ją nazwiemy demo-liberalizmem od strony społeczno-politycznej, czy kapitalizmem oligarchiczno-korporacyjnym w sferze gospodarki czy medialną demokracją alienacyjno-polaryzacyjną jeśli chodzi o formę organizacji ustrojowej.  Mamy TEN świat - i całą resztę. Tych pojedynczych, którzy są naprawdę przeciw, tych nielicznych, starających się pozostać na skraju zainteresowania i kontroli TEGO świata i tych (lepiej lub gorzej) optymalizujących swoją pozycję na zasadach danych, choć nie w pełnej uległości wobec obowiązujących reguł. Na nic więcej, póki co, liczyć nie można - a więc do takiej tylko rzeczywistości jest sens się odnosić.

 

Wyższą szkołą jazdy byłaby umiejętność stosowania tej samej metody także w sprawach krajowych – choć z tym rzecz trudniejsza, we własnym domu sprawy ideologiczne jednak coś tam niekiedy znaczą, w przeciwieństwie do geopolityki, gdzie  wspólna ideologia może wprawdzie służyć budowie i umacniania sojuszy, jednak nie jest i nie może być istotą relacji międzypaństwowych i międzynarodowych, choć pośrednie wpływa na ich kształt i głębokość.  Mówiąc prościej, powinny nam być doskonale obojętne losy, powiedzmy, obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych w USA, ale już winniśmy odnotowywać zasady dotowania produkcji rolnej w tychże Stanach albo prowadzonej przez nich polityki przemysłowej – może to bowiem wywierać (i wywiera…) wymierne skutki dla gospodarki w Polsce, a więc i stanu oraz perspektyw naszego narodu. Sytuacja ekonomiki wenezuelskiej i tamtejsza struktura własnościowa mogą nas obchodzić jeszcze mniej, choć już ich skutki dla światowych cen ropy – niekoniecznie. A już np. zastanawianie się dajmy na to czy bardziej pro-rynkowy jest  Poroszenko  czy  Saakaszwili, choć niby to kwestie z naszego bezpośredniego sąsiedztwa – pozostają czwartorzędne wobec realnych priorytetów polskich wobec Ukrainy.

 

Jeśli jednak niektórzy potrafią wdawać się nawet w takie dywagacje (tak jak inni na poważnie łamią sobie głowy „czy pod Grunwaldem bardziej właściwie byłoby być po stronie polskiej czy po chrześcijańskiej”) – to czy może także dziwić upór, z jakim dajemy się wmanewrowywać w pozorowane sojusze ideologiczne na polskiej scenie politycznej? Znowu nie chcąc zrozumieć, że istnieje tylko TEN świat i ci, którzy jeszcze mu się opierają – dajemy się wciągać i w pozorowane spory na marginesie ideologii, i w sztucznie wykreowane rzekome bliskości, ponownie na zasadzie „oni tak drażnią lewaków, po prostu muszą być fajni! A przynajmniej nie tacy najgorsi…”. I tak tracimy nie mniej niż na bezmyślności geopolitycznej.

 

Bo nie chodzi bynajmniej o „prawactwo” i „lewactwo” – tylko o to, żeby myśleć.

 

Konrad Rękas

Konserwatyzm.pl

 

KOMENTARZE

  • @Chart
    Wszyscy grają znaczonymi kartami . Taka obecna rzeczywistość . Salute :) https://www.forbes.pl/wiadomosci/nierownosci-majatkowe-8-ludzi-ma-tyle-samo-majatku-co-polowa-swiata/zsb6hht

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30