Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Dyżury administratorów Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
935 postów 476 komentarzy

Zełenski, czyli kolejny etap rozpadu Ukrainy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ukraińcy mieli wybór: clown czy błazen? I ostatecznie nie jest do końca pewne co właściwie wybrali.

 

Przy tej okazji polityczna III RP płacze, nie wiedząc co sądzić o wyniku ukraińskich wyborów. Niektórych kusi, by wyciągać z tego daleko idące, a optymistyczne wnioski. Niestety, chyba zbyt optymistyczne.

 

Po prostu, byle komu niczego się nie mówi. Żeby daleko nie szukać - ledwie wstąpiliśmy do NATO, a nasi macherzy o nalotach na Jugosławię dowiedzieli się z CNN. Waszyngton zmienił namiestnika w Kijowie i nie widział powodów, żeby informować pośledniejszych wasali z Warszawy. Stąd dezorientacja. Tak zwana polityka tak zwanej Ukrainy się przecież nie zmieni. No chyba, że Amerykanie rozkażą inaczej...

 

 

 

Ponadto, dopowiedzmy wyraźnie: kampania  Zełenskiego nie była ani antybanderowska, ani sugerowała choćby wizji Ukrainy bez  Bandery. Nadzieje w tym zakresie są co najmniej przedwczesne. Na razie, mamy do czynienia co najwyżej z nieśmiałą sugestią, że być może banderyzm nie jest najważniejszy... Przypomnijmy też, że pomysłodawca projektu „prezydent Zełenski”, oligarcha  Igor Kołomojski  był także kreatorem i sponsorem Prawego Sektora, finansował również bataliony ochotnicze. Po oręż banderowski sięga więc równie łatwo, co  Poroszenko. Przekaz Zełenskiego brzmi zresztą raczej "wypłacanie terminowo pensji jest ważniejsze od tego jak się nazywa miasto, w którym dotąd ich nie wypłacano i jaki pomnik w tym mieście stoi". Nie zaś "zostawmy pomniki w spokoju i/lub nie stawiajmy ich zbrodniarzom". Nie miejmy więc złudzeń. Banderze jeszcze nie jeden ogarek zapalą.

 

Zabawne, ale optymizm w związku z wynikiem  Zełenskiego  wyrażają też niektórzy Rosjanie, przeważnie ci sami, którzy z nadzieją pytali mnie czy zwycięstwo PiS-u oznacza pozytywny przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Z kolei polscy optymiści to wierzący wcześniej w pozytywną zmianę idącą pod rękę z  Donaldem Trumpem  czy nawet czyniącą z  Andrzeja Dudę polskiego męża stanu, a z PiS-u partię przełomu w relacjach polsko-rosyjskich i polsko ukraińskich. Cóż, może i optymistom łatwiej się żyje na świecie – faktów to jednak nie zmieniło i nie zmienia. "Stale okazujemy Ukrainie solidarność w obliczu rosyjskiej agresji. Nie ustajemy również w wysiłkach na rzecz zbliżania jej do struktur europejskich i euroatlantyckich. Pragnę zapewnić Pana, że Polska jest gotowa do dalszej wszechstronnej pomocy Ukrainie w sferze bezpieczeństwa i reform państwowych. Może Pan liczyć na moje osobiste zaangażowanie w tej sprawie" – tyle miał do powiedzenia prezydentowi-elektowi Ukrainy prezydent III RP. Czyli, tłumacząc na ludzki: dalej wspólnie dawajmy się napuszczać na Ruskich, nadal Polska będzie płacić za eksploatowanie Ukrainy przez Zachód.

 

Cóż za strategiczna ciągłość polityki wschodniej!

 

Co więcej, stałość widać nie tylko w postawie kierownictwa III RP, ale także w… wyniku ukraińskich wyborów, choć przecież tamtejsi wyborcy są zapewne przekonani, że opowiedzieli się za zmianą. Bądźmy jednak poważni.  Nie po to w danym kraju zmienia się akurat prezydent – żeby rzeczywiście coś się zmieniło.  Generalnie można zgodzić się, że najbardziej interesujący element tych wyborów – to ta szumnie nazywana "głęboka Ukraina", do której/z którą najpierw dialogował serial Zełenskiego, a następnie jego kampania. Potwierdza to tylko ogólną obserwację, że  gdzieś tam są jeszcze jakieś pokłady normalności. Tyle tylko, że choćby przykład polski dowodzi - że same pokłady nie wystarczą, bo bierna masa nie ma potencjału doprowadzenia do realnej zmiany politycznej.

 

Natomiast co do interpretacji wyniku wyborczego – to jest ona jeszcze prostsza. Po pierwsze –  Poroszenko  był namaszczony jeszcze przez poprzednią amerykańską administrację (i czując utratę jarłyku ostatnio próbował się przeorientować na opcję "europejską"). Jego wycofanie było więc kwestią czasu. Zełenskiemu nawet tę rolę napisano tak, żeby bardziej pasował do Trumpa. A po drugie – na Ukrainie jedni już swoje ukradli, w oligarchii naturalna jest cykliczna wymiana tych przy paśniku.

 

Ukraińcy a sprawa polska

 

Zresztą – czy w Kijowie coś się zmieni, czy nie zmieni, to na razie kwestia bardziej pobożnych życzeń jednych i zgadywanki pozostałych. Na razie z polskiego punktu widzenia istotne są fakty. Spójrzmy bowiem np. kto realnie utrzymuje ukraińską gospodarkę? "W 2018 r. Ukraińcy pracujący w Polsce przekazali na Ukrainę 3,6 mld dolarów (niemal 14 mld zł) – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Ukrainy. To ponad jedna trzecia wszystkich pieniędzy, które zostały przesłane na Ukrainę przez jej mieszkańców przebywających za granicą". Nota bene "drugą, pod względem wielkości kwotę, przesłano z Rosji – równowartość 948 mln dolarów - o prawie jedną czwartą mniej, niż przed rokiem. Trzecie miejsce na podium zajęły Stany Zjednoczone, z których przekazano na Ukrainę 870 mln dolarów". Przecież mając takie aktywa w ręku –  powinniśmy być siłą rozdającą karty na Ukrainie, a nie podrzędnym podwykonawcą zleconych przez innych zadań, w dodatku chronicznie niedoinformowanym!

 

Tymczasem zaś jest zupełnie przeciwnie. Oto dowiadujemy się np., że "aktualnie analizujemy sytuację dotyczącą skali zainteresowania podejmowaniem nauki oraz pracy w naszym kraju przez pielęgniarki z zagranicy, w tym pielęgniarki UKRAIŃSKIE" – jak oświadczyło ministerstwo zdrowia III RP. No, to na więcej podwyżek niech polskie pielęgniarki nie liczą – można by zauważyć, chodzi jednak nie tylko o sytuację w tej jednej branży i tylko w ochronie zdrowia. Oto nie my wykorzystywać mamy swoją słabą, bo słabą, ale jednak pewną przewagę nad Ukrainę do wpływania na jej politykę, ale przeciwnie – to  obecność Ukraińców w Polsce służyć dalszemu terroryzowaniu Polaków pułapką niskich płac. Na jakiej więc podstawie mielibyśmy sądzić, że będący krzykiem rozpaczy Ukrainy wybór prezydenta cokolwiek zmieni na lepsze – czy to w naszych wzajemnych relacjach, czy w pacyfikacji sytuacji za naszą wschodnią granicą?

 

Na razie bowiem wszystko wskazuje tylko, że  Ukraina weszła w kolejną fazę kryzysu. W dodatku potwierdzony został jej podział na nacjonalistyczny Zachód (czyli Małopolskę Wschodnią) i całą resztę, co cały czas źle wróży spoistości tego państwa. Zwycięstwo kolejnej ekipy oligarchicznej sprzyja bowiem raczej dalszej fragmentaryzacji, somalizacji Ukrainy – co zresztą sam Zełenski i jego ekipa wyprorokowali w swoim serialu „Sługa Narodu”, gdzie pojawia się wątek dwudziestu kilku odrębnych Ukrain. I wybór nowego prezydenta wcale scenariusza tego nie oddala. Przeciwnie, zegar dla Ukrainy wciąż tyka, a eksperyment ten nieubłaganie zbliża się do końca.

 

Konrad Rękas

Konserwatyzm.pl

 

 

KOMENTARZE

  • Tzw. demonkratura polega na tym:
    -------------
    chcieliśta - to tera mota i morda w kubeł do następnych tzw. wyborów.
    ------------
    Tzw. demonkraturę wymyślił pod siebie czarci pomiot - ponieważ uaktywnia ona zboczeńców seksualny, zboczeńców intelektualnych, złodziei, k*rwy, bandytów, pospolitych świrów i oczywiście cały czarci pomiot. Porządny człowiek z natury - trzyma się z dala od tzw. demonkratury i jest to tak naturalne - jak to, że hiena nie pożera trawy.
    Wniosek?
    Tak, tak - nie, nie - a reszta od Złego pochodzi na czele z tzw. demonkraturą.
  • Odnośnie tego Kołomojskiego, który sponsorował prezydenta Zelenskiego,
    to wczoraj wieczór slyszałem od gdańskiego, znajomego milionera, ze jednym z pierwszych inwestorów w gdański biznes AMBER GOLD był właśnie Igor Kołomojski.

    Ciekawym ile w tej info jest prawdy, ponoć b. prezydent Polszy Kwaśniewski, coś kombinował z innym ukraińskim miliarderem Poliszukiem.

    No cóż, za Oceanem mawiają biznes is biznes, może będziemy mieli wspólne państwo od Gdańska do Odessy. (Jak nie chcieliśmy tego aż do Władywostoku).
  • @Berkeley72 04:26:09
    Przy zastrzeżeniu, że należy być świadomym różnicy wielkości kalibru i ciężaru przewin, to jednak można pokusić się o stwierdzenie (oczywiście, wiem, że to daleko idące uproszczenie), że czym dla Polski Dmowski, tym dla Ukrainy - Bandera.

    Krytykując Banderę musimy być konsekwentni i przyjąć pozycję co najwyżej piłsudczykowską.

    Jeśli natomiast przyjmiemy kryteria Dmowskiego, jesteśmy w stanie zrozumieć (co nie znaczy wcale "podzielać") motywacje katów Wołynia. Kryteria te są głębsze niż płytkie widzenie spraw praktykowane przez Piłsudskiego, ale muszą zostać bezwzględnie skorygowane o Dekalog, bo inaczej stają się zarzewiem wojen narodowościowych (Wołyń) lub choćby nienawiści plemiennej (szmalcownicy, wydawanie Żydów - lata 1941-45).

    Polityka federalizacji nie doprowadziła do niczego dobrego - patrz zabójstwo Pierackiego na Foksal, a uczczenie ukraińskiego zabójcy nadaniem mu nazwy ulicy (wschodnia Ukraina - Konotop - 2005 r.) świadczy o tym, że nadal niechęć Ukraińców wobec Europejczyka (za takiego Piłsudskiego mieli choćby faszyści) jest przeogromna. Patrząc natomiast na popularność idei OUN/UPA można stwierdzić, że dokonując "wyświęcenia" kata Pierackiego (czyn wykonany z inspiracji Bandery, ówczesnego delegata OUN na Polskę) wybrali ichnią "radykalną" odmianę Dmowskiego.

    Oczywiście znam te tezy, że Dmowski to Orient, a Piłsudski to Zachód. Że Dmowski to Bizancjum, a Piłsudski to Rzym.

    Prawda jest banalna: Z Zachodem dogadamy się językiem Piłsudskiego, ze Wschodem - językiem Dmowskiego. Wszystko inne to działanie na opak, to kosa na kamień.

    Przeszłość była, zdarzyła się, jest niezmienna. Niczym Tradycja. Trzeba ją pielęgnować, by pamięć o dawnych zdarzeniach nie zwietrzała, jak papryka bez opakowania, wystawiona na działanie powietrza.

    Teraźniejszość - jakkolwiek z niej wypływa - to jednak ma moc wyemancypowania się ponad nią dla wyższych racji. Dla lepszej przyszłości. Niczym Rozum, potrafiący odstąpić od rewanżyzmu. Niczym małżonkowie rezygnujący z kłótni dla dobra dzieci.

    A przyszłość? Jest jak Oblubienica - piękna, powabna, ale i niepewna. Trzeba bardzo uważać, by jej nie spłoszyć. Przyszłość będzie wygrana tylko wtedy, gdy Rozum nawiąże do Tradycji w najlepszych aspektach, dla wyższych celów rezygnując z dochodzenia słusznych przeszłych zaszłości.

    Dziś Piłsudskim współczesności jest J. Kaczyński, co do tego nie ma chyba nikt żadnych wątpliwości. Jeszcze będą mówić o nim: "Zastał Polskę skomunizowaną, zostawił zsolidaryzowaną".

    Dmowskim - Grzegorz Braun (i cała ta koteria od JKM poprzez Jakubiaka, Narodowców aż po Liroya). To przyszłość - ich zadaniem jest wypełnienie najzdrowszym kapitalizmem zakreślonych przez Piłsudskiego ram postkomunistycznego solidaryzmu społecznego (najlepsza forma, jaka w tych warunkach była do osiągnięcia).

    A Tusk? A Platforma? To doraźni volksEUtsche, wyzuci z polskości, tutejszej mowy i pojmowania polskich spraw. To osoby z portfelem zamiast mózgu. [OLT (oel te) persone...]

    Przyszłość Polski - to oczywiste - jest w szerokim sojuszu PiS-u z Konfederacją. To - w uproszczeniu - most między Solidarnością lat 80-81 a pokoleniem Kolumbów, z pominięciem średniaków-euroentuzjastów. Międzynarodowo - zbudowanie w EU frakcji federalistyczno-narodowościowej, w kontrze do frakcji oświeceniowych scentralizowanych technokratów. To Marine Le Pen, Farage i Orban jako sojusznicy.

    Na scenie krajowej to pewnie się będzie działo etapami (najpierw uzyskanie 50% przez PiS w parlamencie i zajęcie pozycji szerokiego centrum), przy obecności Konfederacji z prawej i rozbitej volkslisty z lewej (PO+Biedroń+Petru+Lubnauer - im ich więcej, tym nam lepiej).
    Potem rozpad frakcji Konfederatów na frakcję centrową (świecko-kapitalistyczną - Korwinowcy) i frakcję katolicką (Braun). Potem dopiero (2023 r.) właściwy ogląd sytuacji - socjalizujący PiS z lewej, racjonalne korwinowskie Centrum pośrodku i Toruń-Braun z prawej. I wtedy dopiero może dojść do ew. aliansu niedobitków z Koalicji Obywatelskiej z patriotycznym Centrum, z racjonalnym obiektywnym rachunkiem ekonomicznym jako wspólnym mianownikiem.

    /A ocena PiS-u zależy nie od tego, jak postąpi dziś z nauczycielami czy jak konsekwentnie będzie domagał się od Żełenskiego ekshumacji na Ukrainie, ale od tego, jakie sojusze nawiąże jesienią i jakie owoce przyniesie jej rok 2023 r./
  • @maharaja 09:57:22
    "Prawda jest banalna: Z Zachodem dogadamy się językiem Piłsudskiego, ze Wschodem - językiem Dmowskiego."
    ----------------
    Po pierwsze - to sieroty po Polsce, którą ostatecznie zamordowano w ubiegłym wieku - podobnie jak ryby - głosu nie mają. Nie mają!
    Po drugie - okupanci atrapy Polski są już dawno dogadani i ze Wschodem i z Zachodem - bo obiema tymi stronami rządzi ta sama, mroczna - siła.
    Wniosek?
    Owocem powyższego dogadania się jest wskrzeszenie Banderlandu na odwiecznych ziemiach Polskich oraz nasycenie banderowcami obecnej atrapy Polski - co jest sk*rwysyństwem wyrządzonym Polakom tego samego kalibru - co niegdysiejsze oddanie Polaków w pacht bolszewikom - po II WŚ.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031