Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 505 komentarzy

Perfidny Albion i dokończenie eurazjatyckiej wojny domowej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czego nie mówi się w Polsce o historii II wojny światowej?

 

Jednym z największych braków w polskiej refleksji historycznej, cywilizacyjnej i geopolitycznej – pozostaje niemal całkowite ignorowanie roli Anglosasów w planowaniu, przygotowaniu i wywołaniu obu wojen światowych, a następnie w prowadzeniu ich aż do uzyskania konkretnych celów, o znaczeniu daleko wykraczającym poza powierzchownie opisywane bieżące rozgrywki mocarstw. W tym właśnie kontekście należy widzieć całokształt anglosaskiego dążenia, by do dokończenia wojny światowej lat 1914-45 w ogóle doszło – co również powinno być bardzo pouczające dla Polaków, skoro to właśnie nas użyto do wznowienia tego globalnego konfliktu.

 

Upadły Anioł Pokoju

 

Jak wielka była determinacja brytyjskich elit – widać choćby na przykładzie z zakresu (pozornie…) polityki wewnętrznej UK. Oto przywódcy kraju woleli bowiem zafundować sobie kryzys konstytucyjny, byle wymusić odejście z tronu człowieka naiwnie przekonanego, że jest w stanie uratować pokój europejski (by móc zająć się nadaniem Zjednoczonemu Królestwu cech „normalnego” państwa, ukierunkowanego na rozwiązywanie nabrzmiałych całymi wiekami problemów społecznych – a nie nosiciela dla pasożytującej międzynarodowej finansjery). Obalenie  Edwarda VIII  było zatem nie tyle punktem zwrotnym (jako polityk nie miał on bowiem żadnych szans w starciu z City i Wall Street razem wziętymi), co znacznikiem, który pokazał przyspieszenie odliczania do wojny o kolejny krok przybliżającej de-patryzację świata.

 

Oczywiście, jedyny wart uwagi król Brytanii nie był żadnym Aniołem Pokoju, politykiem też okazał się przegranym. Ba, był chyba jedynym człowiekiem nie chcącym przyjąć do wiadomości...  przyrodzonej roli monarchii brytyjskiej – podobnie jak Kościół Anglikański mającej tylko zapewniać samozadowolenie angielskiej klasy średniej z utrzymywania w karbach klasy niższej, ku prosperity City i klasy wyższej.  Chciał dwóch rzeczy, których chcieć nie miał prawa - brytyjskich rządów nad Brytanią i pokoju. W obu tych sprawach próbował iść przeciw interesowi światowej klasy rządzącej, dlatego musiał odejść. I tak miał zresztą szczęście. Ci, którzy przed nim chcieli ocalić Europę (jak arcyksiążę  Franciszek Ferdynand  i...  Rasputin) polegli w wojnie z finansjerą i Oceanem. Edwarda VIII postanowiono jednak zabić dotkliwiej – mordując pamięć o nim.

 

Jednym z elementów zniesławienia króla bez korony jest przedstawianie go (zwłaszcza w formie popularnej, także we wszelkiej maści historiach alternatywnych) po prostu jako kolaboranta, w najlepszym (?) razie kandydata na „angielskiego  Quislinga” itp. Faktycznie, nieprzypadkowo to z osobą księcia Windsoru swe naiwne nadzieje na modus vivendi z Albionem wiązali też przywódcy niemieccy.  Tymczasem pasożyt od XV już wieku żerujący na ciele Anglii chciał wielkiej rozgrywki – i doskonale wiedział do czego i dlaczego zmierza, bodaj zresztą jako jedyny z graczy.  W grze tej zaś umiejętnie posługiwał się tak groźbą i zachętą do wojny (jak rzucając na stół polską blotkę), jak i łudząc pokojem czy wreszcie w dogodnym dla siebie momencie wykonując pełnowymiarowe operacje militarne.

 

Polska podrzucona przez Anglików jako ser w pułapce na Niemcy to sprawa już jakoś znana i opisana, spójrzmy więcej teraz na dwa inne ilustracyjne epizody II wojny, których rocznice niedawno obchodzono – w nader odmiennym zresztą stylu i klimacie: atak Niemiec na ZSSR i lądowanie aliantów zachodnich w Normandii.

 

ParteigenosseHeß wykonał zadanie

 

Decyzja o napaści na ZSSR była z punktu widzenia  Hitlera  samobójstwem (opowieści o "ataku uprzedzającym" to bajki wprost z kuchni  Goebbelsa, powtarzane dziś przez ignorantów historii wojskowej i dezinformatorów pokroju  Rezuna[i]). Jedno z najważniejszych dla historii nowożytnej pytań brzmi więc:  Co skłoniło Führera, by (nie pomny doświadczeń Wielkiej Wojny) znowu zdecydował się walczyć na dwa fronty?  Jedną z hipotez na ten temat, jest wątpliwość wobec zdarzenia o kilka tygodni wcześniejszego, sprowadzająca się do kolejnego pytania: Czy misja Heßa rzeczywiście tylko "się nie powiodła" - czy przeciwnie, udała się w myśl wszystkich zamierzeń  Hitlera, wciągając jednak III Rzeszę w śmiertelną pułapkę brytyjską?

 

Historycy są dziś zgodni, że spalenie dokumentów, z którymi Heß przyleciał na Wyspy to tylko... dym, a  Churchill  i decydenci UK poznali istotę propozycji Hitlera (dowodzącej jego bezbrzeżnej naiwności i braku zrozumienia sensu wojny, którą niby to "wywołał"). Sprowadzała się ona do gwarancji nienaruszalności Imperium, a nawet obietnicę przyszłego podziału wpływów – w zamian za nawet tylko praktyczną neutralność w wojnie niemiecko-sowieckiej. Oficjalną wersję znamy - Brytania rozmów nie podjęła, Führer zdezawuował swojego Nr 3 itd. No dobrze, ale czemu w takim razie Rzesza zaryzykowała? Tłumaczenie wykonania Barbarossy (tylko) szaleństwem Hitlera oczywiście jest możliwe – ale co najmniej możliwe było też zaistnienia scenariusza alternatywnego.  Co bowiem, jeśli w rzeczywistości Heß ZAWARŁ tę swoją ukochaną ugodę z Albionem[ii], informacja o tym w jakiś umówiony sposób dotarła do Berlina, Wehrmacht ruszył - a potem zostało tylko powtarzanie "Gott strafe England"?  Po raz kolejny...

 

Jasne, to tylko teoria spiskowa, dla Polaków mająca jednak wymiar podwójnie edukacyjny. Po pierwsze - podkreślając znowu, że (geo)polityka to z jednej strony plany ukryte w planach, a z drugiej TYLKO interesy. I to interesy strategiczne, rozpisane nawet nie na dekady, ale całe trendy cywilizacyjne, trwające (przeważnie prawie niepostrzeżenie) stuleciami.

 

Po drugie zaś ostatecznie  dobijając anachroniczne sny o "marszu z Hitlerem na Moskwę.  Jak można było dokądkolwiek chodzić z kimś, kto przez całe życie okazywał się tylko dzieckiem we mgle, prowadzonym za rączkę i rozgrywanym najpierw w sprawach wewnętrznych, niemieckich, przez wielki kapitał i międzynarodową finansjerę, a potem na polu międzynarodowym przez siły wrogie Niemcom (a także, przy okazji, także całej Europie, a więc, w dalszym planie i Polsce)?

 

Wielka Wojna była europejską wojną domową, II wojna była domową wojną w wymiarze Eurazji, paradoksalnie jednak – pierwsza przyniosła Polsce chwilową niepodległość, w drugiej atak Niemiec na ZSSR uratował naród polski przed zagładą. Stawia to Polaków nie tylko nieco z boku głównych prądów geopolitycznych tych konfliktów, ale także samonarzuca własne interesy, a więc i oceny partykularnie odmienne niż u reszty świadomych sił świata.

 

Co nie zwalnia z obowiązku rozumienia jakich gier bywaliśmy pionkami...

 

Plaża Omaha

 

Podobnie jak zupełnie na zimno (pomimo, a raczej właśnie w związku z ogromem strat polskich) należy patrzeć na cały przebieg II wojny, w tym na jej punkty kluczowe, cały czas wynikające właśnie z rozgrywki mocarstw o powojenny już układ sił, a faktycznie całą przemianę cywilizacyjną, zapoczątkowaną wieki temu, trwającą nadal w naszych czasach i ukierunkowaną na wciąż nam nieznaną przyszłość. Zwłaszcza w obecnym zamieszaniu pojęciowym w nieskończoność chyba powtarzać trzeba oczywistość – że  ludobójcza dla Polaków okupacja niemiecka skończyła się dzięki wspólnym ofensywom RKKA i Wojska Polskiego, stąd na wydarzenia z dziejów Frontu Zachodniego, takie jak lądowanie w Normandii możemy patrzeć wyłącznie realistycznie – i geopolitycznie.

 

Po pierwsze jako na próbę wyścigu Amerykanów i Brytyjczyków do Berlina tak, by wbrew ustaleniom mocarstw zwiększyć swój stan posiadania w Niemczech, ale tylko Niemczech (żadna "wolność z Zachodu" do Polski nie szła). Przeciwnie, po wojnie bez bufora w postaci Niemiec komunistycznych – nasza pozycja strategiczna byłaby o wiele gorsza, a zagrożenie granicy zachodniej – większe. Również jej przebieg mógłby być znacznie mniej korzystny dla Polski z Amerykanami stacjonującymi w całym Berlinie...

 

Trzeba było dopiero Arnhem i Ardenów, by Anglosasi przyjęli do wiadomości, że Sowietów nie wyprzedzą, stąd nagła zmiana stanowiska, nastawienie na „dotrzymanie zobowiązań” i dyplomatyczny podział wpływów, nie tylko zresztą w Niemczech. Skądinąd zresztą skłonność do nadmiernego i zbyt długiego poszanowania zawieranych porozumień długo jeszcze cechowała raczej politykę… sowiecką, czego dowiodła postawa  Stalina  choćby wobec Grecji, jakże kontrastująca choćby z wyłuskaniem przez Brytyjczyków Jugosławii z kształtującego się Bloku Wschodniego.

 

Po drugie zaś trzeba zauważyć, że  od plaży Omaha symbolicznie rozpoczęła się amerykańska okupacja Europy  (nieco tylko zaburzana detalami w rodzaju samowyzwolenia Paryża i zwłaszcza późniejszej polityki de Gaulle'a), trwająca nieprzerwanie do dziś, a obecnie rozlana również na Polskę i całą niemal Europę Wschodnią i wzmacniana zapowiedziami zwiększania obecności USArmy, w tym zwłaszcza na terytorium RP. Znowu więc – polska perspektywa pozostaje odmienna niż np. politycznych elit Europy świętujących kolejną rocznie D-Day (też zresztą mocno kontrowersyjną z punktu widzenia narodów europejskich i ich strategicznych interesów). O ile bowiem świętami polskimi, znaczącymi ważne, pozytywne etapy naszej historii - pozostają wyzwolenie Warszawy, zdobycie Kołobrzegu, forsowanie Odry czy zwłaszcza upadek Berlina, o tyle lądowanie w Normandii to z pewnością NIE NASZA rocznica (i to pomimo daniny krwi i bohaterstwa żołnierzy polskich walczących przedtem i potem na Drugim Froncie).

 

 

Chamaechora geopolityki

 

Przede wszystkim dlatego, że choć wojna ta od Polski się zaczęła i ponieśliśmy w jej wyniku ogromne straty i zniszczenia – to nasza rola w konflikcie mocarstw (a raczej –  sił cywilizacyjnych na jednym z etapów kształtowania nowego ładu światowego) – pozostawała czysto przedmiotowa, a w dodatku nieświadoma i dopiero udział w procesie wyzwolenia, a następnie odbudowy kraju oraz współtworzenia odmienionej rzeczywistości geopolitycznej (na pewien czas opóźniającej zamierzenia globalistów) dały Polsce pewne elementy podmiotowości. Co paradoksalne – pomimo faktycznej utraty czy ograniczenia państwowej suwerenności…

 

W tym właśnie bowiem cała rzecz, że  Polska jest taką chamaechorą geopolityki  (czyli tym krzaczkiem bez korzeni, turlającym się na wietrze w ostatnich kadrach westernów). Gdzieś czasem coś nas zagna – ale woli w tym naszej niewiele... Przed i w trakcie Wielkiej Wojny byliśmy przynajmniej przygotowani na zmiany koniunktury międzynarodowej, a gdy zaszły tak znaczne, że ciężko je było sobie nawet wcześniej wyobrazić  – dysponowaliśmy szkołą polityczną umiejącą dostosować się i twórczo wykorzystać zachodzące wokół transformacje.  Zanik tych zdolności w polskich elitach politycznych, ich intelektualne osłabienie, znowu paradoksalnie – w warunkach niepodległości (przynajmniej formalnej, bo przecież już nie finansowo-ekonomicznej, a na końcu nawet i nie dyplomatycznej) przyniósł klęskę roku 1939, której ani przyczyn, ani realnych skutków polskie kierownictwo polityczne nie zrozumiało w praktyce już do końca wojny. Dopiero pojawienie się nowych sił, dostosowanych do nowych konieczności dziejowych – pozwoliło na odrodzenie po roku 1944, a nawet wspomniane uzyskanie przez Polskę elementów pewnej podmiotowości (acz w obrębie większego organizmu geopolitycznego). Od tamtej jednak pory ponownie datuje się  regres, trwający aż do dzisiejszego upadku nie tylko znaczenia Polski, ale i świadomości tak procesów historycznych, jak i momentu transformacyjnego w którym być może znowu się zajmujemy.

 

Pomimo więc naszej co najwyżej przyczynkarskiej roli politycznej w wydarzeniach ostatnich stu lat – odbudowa przynajmniej podstaw rozumienia otaczającego nas świata, w tym wydarzeń, do których nas włączono (także w perspektywie historycznej) wydaje się absolutnym minimum, bez którego  dalsza nasza historia po raz kolejny zostanie Polakom podyktowana. I to co najwyżej w mocno pobieżnych i solidnie zafałszowanych skrótach – czyli zupełnie jak przypomniane tu elementy dziejącej się wokół największej z gier, w której my jesteśmy tylko zeschniętą kulą wywiewaną coraz bliżej pustyni.

 

Zwłaszcza, że przecież największa z gier światowych jeszcze nie dobiegła końca. I nie skończy się nigdy. Pesymista powie: Tym gorzej dla nas! Optymista: Uff, czyli jeszcze trochę przewegetujemy…! A realista? Że zawsze jest dobry moment, aby zmądrzeć.

 

Konrad Rękas

 

 



[i] RKKA ustawiona była dynamicznie, do zmiany, czyli teoretycznie powinna móc uformować obronę, jak i przejść do ataku. Nie było to jednak ustawienie typowo ofensywne, a potem to już blitzkrieg zrobił swoje.

 

[ii] Za co zresztą sam  Heß zapłacił, jak wszyscy poprzedni zwolennicy pokoju (choć warto pamiętać, że w tym wypadku miał to być pokój mający tylko ułatwić eksterminację Słowian, w tym Polaków – na wypadek, gdyby ktoś chciał się rozczulać nad dalszymi losami tego naiwnego nazisty…).

 

Jak pamiętamy 17. Sierpnia 1987 r. – odcięty od świata 93-latek z artretyzmem ostatecznie zmylił strażników Spandau (nb. amerykańskich tego dnia), pobiegł chyżo do znienacka opuszczonego domku ogrodnika, niewładnymi dłońmi zaplótł sobie kabelek i wykonując mistrzowską operację zadzierzgnięcia pętli podczas siedzenia na krześle – popełnił samobójstwo.


A już następnego dnia rzeczone kabelek, krzesełko i resztę jego rzeczy spalono, burząc przy okazji całe ogromne więzienie, przypadkowo mając pod ręką cały sprzęt budowlany.

 

KOMENTARZE

  • Bardzo dobry materiał
    szkoda tylko że zawiera treści w naszej strefie językowej jeśli nie nie znane to z pewnością "mało eksploatowane".A nie są znane z przyczyn o których mówi artykuł więc koło się zamyka.
    W ówczesnej sytuacji elity angielskie dzieliły się na tych którzy:chcieli walczyć z Hitlerem oraz tych którzy chcieli walczyć w Niemcami.
    W drodze ostrej politycznej wali toczonej głownie "pod dywanem",walki której elementami była i abdykacja Edwarda VIII i tajemnicza śmierć Jerzego księcia Kentu(obydwaj przeciwnicy Hitlera ale germanofile),wygrała ta druga frakcja.Ta której najwybitniejszy przedstawiciel Winston Churchille powiedział:"Walczymy nie z Hitlerem ale z duchem Schillera aby on nigdy się nie odrodził"


    //Decyzja o napaści na ZSSR była z punktu widzenia Hitlera samobójstwem //

    wielce prawdopodobne że nie była.Wiele pośrednich dowodów wskazuje na to że między 22 czerwca 1942 r a grudniem 1942 miało dojść w Moskwie do zmiany na najwyższych piętrach władzy ze Stalinem włącznie.Istniał "spisek generałów" https://www.youtube.com/watch?v=nAubQvj52Do który wbrew oczekiwaniom spalił na panewce i wtedy faktycznie,napaść Hitlera wyglądał na krok nieprzemyślany a nawet samobójczy.
  • @ikulalibal 17:05:14
    Ciekawe spojrzenie, choć nie wydaje mi się możliwym w tamtym czasie, obalenie Stalina. Wszak wszelaką opozycję spacyfikował. A nowe elity miałyby zbyt mało czasu, aby stworzyć środowisko, które mogłoby dokonać udanego przewrotu.
    I jeszcze uwaga, że Anglia od wieków, zawsze zwalczała najmocniejszejsze państwo Europy.
  • @Wican 19:05:34
    // A nowe elity miałyby zbyt mało czasu, aby stworzyć środowisko, które mogłoby dokonać udanego przewrotu//

    Skąd przekonanie że byłaby konieczność tworzenia "nowej elity" na bazie korzystnego jej "środowiska"? problem w tym że elity już były (inaczej nie było by mowy o "spisku generałów") i tylko nieliczni mogli rzetelnie oszacować ich siłę i wpływy.Zwłaszcza po 1937 r.
    Na przykład dziś,po odtajnieniu części dokumentów tyczących legendarnego konstruktora broni artyleryjskiej Wasilija Grabina https://pl.wikipedia.org/wiki/Wasilij_Grabin można na 100 % stwierdzić że marszałek Tuchaczewski był zdrajcą.
    Wprawdzie to nic nowego bo środowisko wiedziało od tym już w 1937 (po procesie) ale dopiero wówczas (po odtajnieniu) większe gremium mogło zrozumieć słowa Stalina z 1944 :"posłuchalibyśmy Tuchaczewskiego to dziś nie było by z czego strzelać"
    Marszałek Tuchaczewski przez wiele lat blokował pracę konstruktora Grabina .Ponoć z powodu "odmiennej opinii co do broni pancernej" .Polegała ona ( ta opinia) na tym że wedle marszałka broń odrzutowa nie miała przyszłości i należało skupić się na "dynamoaktywnej broni bezodrzutowej" czyli na niczym.Znawcy tematu twierdzą że był to jawny sabotaż gdyż człowiek poziomu Tuchaczewskiego nie mógł serio wierzyć w tak nonsensowne idee.
  • Info dla SL
    https://nczas.com/wp-content/uploads/2019/06/russia-2123697_1920-696x466.jpg

    Coś dziwnego, i być może niepokojącego dzieje się na rosyjskim rynku. Najbogatsze osoby w państwie zaczęły w bardzo szybkim tempie wyprzedawać swoje akcje i zamieniać je na żywą gotówkę. Czyżby rosyjscy oligarchowie przewidywali jakiś kryzys?

    https://nczas.com/2019/06/30/czego-obawiaja-sie-rosyjscy-bogacze-cos-naprawde-dziwnego-dzieje-sie-na-moskiewskiej-gieldzie-to-zwiastun-globalnego-kryzysu/


    Jarek Doolar upada!!!
  • Brednie.
    Bezpośrednim powodem napaści Hitlera na ZSRR było zajęcie przez Stalina Mołdawii, w wyniku czego w ciągu kilku dni mógł odciąć Hitlera od JEDYNYCH złóż ropy naftowej.
    Poświadcza to przebieg wojny w 1941r.

    Druga rzecz.
    Anglia po II WŚ spadła do II ligi światowej przestając być mocarstwem przez utratę kolonii, głównie na rzecz Stanów Zjednoczonych.
    Faktycznie więc wojnę przegrała.

    Oczywiście Polskę wszyscy mieli głęboko, a polskie władze robiły wszystko,. by wojnę przegrać jak największym kosztem.
  • @ikulalibal 17:05:14
    Dobry kierunek, ale to chyba nie tak.
    Stalin (czy ci, którzy wówczas rządzili ZSRR raczej, bo Stalin objął władzę później) przewidywali właśnie różne spiski i zdrady, stad te czystki i co kilka lat wymordowanie całej bezpieki.
    Tego nie robili z głupoty, ale dlatego, żeby zapobiec przejęciu władzy, np. przez wojskowych.
    Przypuszcza się, że właśnie dlatego Stalin wycofał się na kilkanaście dni z dowodzenia w czerwcu 1941r., bo chciał zobaczyć, czy jakiś spisek, bunt się nie pojawi.
    Co było ważniejsze, niż utrata kilkuset kilometrów terytorium.
  • @Wican 19:05:34
    Opozycje tak, agenturę z pewnością nie.
    W atmosferze szpiegomanii prawdziwi szpiedzy mają się znakomicie.
  • @AlexSailor 08:17:33
    //Stalin (czy ci, którzy wówczas rządzili ZSRR raczej, bo Stalin objął władzę później) przewidywali właśnie różne spiski i zdrady, stad te czystki i co kilka lat wymordowanie całej bezpieki.//

    A ja twierdzę inaczej? wydaje mi się np że wspominając o tym iż Tuchaczewski został potraktowany słusznie własnie o tym pisze .
    Jakaś słynna osobistość amerykańska (nazwisko wypadło mi z głowy) w rozmowie w której uczestniczył też ambasador USA w ZSRR,wspominając niedawne jeszcze pełne napięcia wojenne dni powiedział:"dobrze że w ten najcięższy czas Rosja nie miała u siebie V kolumny" na co ambasador odpowiedział:"Nie miła bo zdążyła ją rozstrzelać".
    Oczywiście miał na myśli czystki roku 1937 r.Wielce zastanawiającą sprawą jest fakt że że właśnie ta czystko spowita jest w "postępowym świecie" najczarniejszą pamięcią.Mało kto,prawie nikt,nie rozczula się czystkami rozpoczętymi leninowskim dekretem o "czerwonym terrorze" https://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwony_terror kiedy to tysiącami wyżynali:duchowieństwo,mieszczaństwo,oficerów,inteligencję czyli jak to się mówi "zwykłych ludzi".Natomiast cały świat z dziwną systematycznością rwie włosy z głowy w związku z czystkami 1937 r.Choć wtedy pod nóż poszedł wyłącznie establishment: partyjny,wojskowy,gospodarczy,po czesci szoł biznesowy.A że w 70% składający się z żydów przeto w swoim czasie (lata 90-te) czyniono starania aby podciągnąć to pod holokaust.
  • @ikulalibal 08:49:03
    "cały świat z dziwną systematycznością rwie włosy z głowy w związku z czystkami 1937 r.Choć wtedy pod nóż poszedł wyłącznie establishment: partyjny,wojskowy,gospodarczy,po czesci szoł biznesowy"

    Były dwa spiski, jeden wyższych oficerów, drugi tzw. prawicowych bolszewików.

    Wcześniej był nieudany zamach stanu przez Trockiego w 1927 roku.

    To nie była paranoja, tylko normalny dla rewolucji bieg zdarzeń. Na przykład w 1794 prawicowe skrzydło obaliło jakobinów, zaś w 1799 nastąpił wojskowy zamach stanu pod przywództwem Napoleona.
  • Po wygranych bitwach panernych i przelamaniu obrony na Dnieprze ZSRR miał kolosalną przewagę
    Dalsze "ofensywy" miały raczej charakter administracyjnego przesuwania frontu zatrzymywanego na kilka miesięcy przed Bugiem i na Wiśle w celu dania aliantom czasu na opanowanie swych ustalonych stref wplywoe przed miejscowymi komunistami. Armie pancerne sowieckie a nawet niemiecka miały przewagę nad wojskami alianckimi ze względu na wyposażenie większości czolgów alianckich w armaty nie przebijające czołowego pancerza czołgów niemieckich nawet z odległości kilu metrow. Ofensywa niemiecka w Ardenach utknęla jedynie skutkiem braku paliwa.
    "Ofensywy sowieckie i WP" kończyły okupację Polski raczej formalnie gdy nadszedl czas na utworzenie polskiego demoludu jako drogi kolejnej po stalinowskich i Andersowskiej aliji (podniesienie z diaspory w ZSRR do Palestyny).
  • @ikulalibal 08:49:03
    No właśnie tak.
    Wymordowano też Polaków, którzy uważani byli za siedlisko agentury polskiej.
    Nie mogąc sobie poradzić ze złapaniem agentów, wymordowano wszystkich, którzy mogli nawet potencjalnie stwarzać zagrożenie.
    Po prosu azjatycki bandytyzm, ale skuteczny.

    Do rzeczy.
    Stawiam tezę, że Stalin (i Wyszyński prokurator też) mogli być wysoko zakonspirowanymi oficerami carskiej bezpieki, którzy po rewolucji działali w warunkach całkowitej izolacji.
    Toi taki wniosek z amatorskiej analizy cybernetycznej - wysoce nieprofesjonalnej.

    Warto zauważyć, że Stalin wymordował i zesłał do łagrów głównie gnoi, którzy przeprowadzili "rewolucję" (płatnych agentów obcych państw i pożytecznych idiotów).
    Po prostu ich wytracił w łagrach.
    Jedyną grupą, której nie ruszył zasadniczo, bo była zbyt silna, to wiadomo kto.

    No i przede wszystkim dziś nikt nie pamięta za bardo o rzeczywistych ofiarach rewolucji, dziesiątkach milionów inteligencji, szlachty, arystokracji, rzemieślników, inżynierów, farmerów, chłopów, duchowieństwa, a nawet prostych wiejskich bab modlących się w cerkwi.
    Skali tego co się wówczas działo nie jesteśmy w stanie nawet pojąć, a holoszit, chyba ma za zadanie też zamaskowanie sprawy.
    Klimat czasów oddaje film "Czekista" dostępny w sieci (jeszcze?).

    Gdyby nie Stalin, to nie byłoby dziś Rosji, a pewnie i Polski, tylko dzikie pola ekspansji i eksploatacji dla zachodnich koncernów i wiadomego kapitału.
    W niczym nie umniejsza to zbrodnią Stalina, ale może warto z tej strony na sprawy popatrzeć.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30