Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
985 postów 516 komentarzy

Skręt w prawo

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie będę bronił Artura Zawiszy. Jego prawo jazdy (to znaczy nie jego…) – jego sprawa.

Nie będę też cytował tego ludowego senatora, który pytany o swoją jazdę po pijanemu odpowiedział pamiętnym „Kto pije i płaci – honoru nie traci!”. W takich sytuacjach należy skupić się na tym co można by może pożytecznego wyciągnąć z tego smutnego zdarzenia drogowego. A w tym przypadku warto by się zastanowić nad naprawieniem oczywistego błędu, popełnionego osiem lat temu przez ustawodawcę przy okazji kolejnego dłubania w kodeksie ruchu drogowego.
 
 Cholerni dobroczyńcy

 

 Przypadek (prywatnie niegdyś przesympatycznego) Artura Zawiszydowodzi jednego: z gruntu idiotyczny jest przepis nakazujący kierowcy skręcającemu w prawo ustąpić pierwszeństwa rowerzyście poruszającemu się po ścieżce z prawej strony auta. Co bowiem co z tego, że w przypadku wypadku (takiego jak ten) kodeksowa wina jest kierowcy i może sobie dostać wyrok – skoro to rowerzystka ma zgruchotane kolano? Co jej po tej "racji"? To jest właśnie dowód, że przepis jest idiotyczny - ze względu na BEZPIECZEŃSTWO ROWERZYSTÓW.

 

 Dalej – przecież dokładnie tak samo będzie z tym nieszczęsnym bezwzględnym pierwszeństwem pieszego przed przejściem.Cholerni dobroczyńcy jakoś nie myślą, że od ich pomysłów piesi nie staną się pancerni i gdy wtargną na przejście to może i kierowca będzie winny - ale przechodzący MARTWY.

 

 Uparci zwolennicy utrzymywania i wprowadzania następnych zakazów, nakazów i innych regulacji mających (na papierze…) uzdrowić polski ruch drogowy powtarzają tylko, że „przecież wystarczy uważać”, że „w końcu się przecież nauczą!” – nie precyzując jednak czy to „w końcu” obejmować ma tylko jakąś określoną liczbę mandatów i wyroków, czy także akceptowalną ilość okaleczonych, inwalidów i zabitych. Na tym bowiem polega zasadniczy problem ze wszystkimi oświeconymi reformatorami społecznymi – że dla niekwestionowanej słuszności własnych teorii zawsze są gotowi poświęcić coś tak nieistotnego, jak ludzkie życia.

 

 Co więcej, w oczach fanatyków już uchwalone absurdy nabierają mocy nieomal sakralnej, a choćby wspominanie, że jakoś w wielu przypadkach słowo nie stało się ciałem (np. skandaliczny tryb administracyjnego odbierania praw jazdy za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym nijak nie ukrócił problemu wyścigów na drogach publicznych, bo w ogóle nie był wymierzony w wyścigowców i nijak ich nie dotykał) – jest traktowane jako bluźnierstwo, uleganie „drogowej cywilizacji śmierci”, służenie „lobby motoryzacyjnemu” i oczywiście chęć wymordowania wszystkich pieszych i rowerzystów. I sugerują to niedwuznacznie ci wszyscy, którzy poza tym radośnie się zgadzają, że może zginie jeszcze 50 czy 100 osób, ale „przecież w końcu się nauczą!”…

 

 A tymczasem przepisy – także drogowe – to nie Ewangelie święte. Jeśli nie służą zakładanemu celowi - w tym przypadku zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach - to są do zmiany. Przepisy nie są wartością samą w sobie. To NARZĘDZIA o falsyfikowalnej skuteczności. Przecież to powinno być oczywiste! Przepisy istnieją TYLKO w zderzeniu z praktyką i muszą być do niej dopasowane. Legislacja nie jest (a w każdym razie nie powinna być) ideologią.


  Kto ma większą pompkę

 

 W tym konkretnym przypadku sekwencja zdarzeń, a więc i wynikających z nich zagrożeń – jest jasna. Ewidentnym namieszaniem w przepisach było w ogóle pojawienie się rowerzysty z prawej strony pojazdu. Normalnie skręt w prawo wykonuje się z prawego pasa NIE MAJĄC żadnego pojazdu z prawej strony. Powstanie ścieżek rowerowych, które czasem są pasem drogowym, a czasem nie są (przeciwruch) spowodowało zagrożenie. Kierowca wykonując skręt w prawo może nie zauważyć szybko nadjeżdżającego rowerzysty, przede wszystkim uważając na pieszych mogących przechodzić przez jezdnię itd. Natomiast rowerzysta widzi przecież duży, ciężki i szybki samochód jadący z lewej, stąd łatwiejsze i naturalniejsze byłoby ustąpienie pierwszeństwa przez rowerzystę. Czyli tak, jak było przed 2011 rokiem. Nie prościej?

 

 Naprawdę, wbrew temu co wierzą doktrynerzy różnej maści – prawo ma swoje ograniczenia. Nie da się np. przepisem zwiększyć ludzkiej percepcji– a tworzy się niepotrzebne zagrożenie. To się nazywa BRAK ANALIZY RYZYKA. Po co bowiem tworzyć sytuacje bezpośrednio zagrażające bezpieczeństwu w ruchu drogowym? To przecież materia żywa i tak, jak powinno wymuszać katalog zachowań koniecznych, tak równocześnie musi odnosić i opierać na tym, co możliwe i realne. Tymczasem trudno oprzeć się wrażeniu, że celem pokaźnej części aktywności legislacyjnej na tym polu jest tylko zgnębienie kierowców, wymuszenie, by wyrzekli się motoryzacji (jakby większość robiła to dla przyjemności i na złość bojącym się samochodów, a nie ze względu na życiowe konieczności), wreszcie udowodnienie kto ma większą… pompkę.

 

  Osoby i środowiska z obsesją antymotoryzacyjną nie mogą przyjąć do wiadomości, że ruch drogowy to NIE JEST WOJNA, w której jedna, strona musi zgnębić drugą. To tylko kombinacja metod przemieszczania się ludzi, która może i powinna odbywać się w miarę płynnie i bezpiecznie. Tyle.

 

 Podobnie doktrynerzy działający z pobudek ideologicznych, widzący w samochodzie symbol nadmiernie rozbuchanej konsumpcji, płaczący nad upadkiem wspólnotowości kojarzonej przez nich z transportem publicznym, czy kierujący się względami ochrony środowiska – zbyt często zapominają, że od samego prześladowania kierowców PKS-y nie zmartwychwstaną, ludzie nie rzucą się sobie w objęciu porzucając autostradowy pęd itp. Po prostu – nie będziemy mieli cudownej odnowionej wspólnoty w zielonych autobusach – tylko coraz więcej coraz bardziej wkurwionych kierowców.

 

  Biznes is biznes

 

 Przepisy rzekomo pro-rowerowe zagrażają więc bezpieczeństwu samych rowerzystów, służą też podtrzymaniu na polskich drogach i tak zbyt wysokiego poziomu stresu i agresji, a więc są szkodliwe. Swoją drogą zresztą zastanawiać musi, że właśnie środowiska tak poza tym wyczulone na prawdziwe i urojone manipulacje „lobby motoryzacyjnego” – jakoś równocześnie nie potrafią zauważyć, że taki np. przemysł rowerowy – również jest przemysłem. A więc i biznesem!Zwrócmy uwagę na kolejne zmiany w prawie, mające ewidentnie na celu zwiększenie sprzedaży, a więc i większe zyski producentów i sprzedawców. Oto bowiem od osób, które ukończyły 18 lat nie wymaga się dokumentu uprawniającego do kierowania rowerem. Taka osoba powinna posiadać dokument potwierdzający osiągnięcie 18. roku życia – dokument tożsamości. Rowerzysta jest zatem JEDYNYM użytkownikiem ruchu drogowego, który nie musi znać zasad ruch ten regulujący. Dalej - rowerzysta jest także jedynym użytkownikiem ruchu drogowego innym niż pieszy, który nie wie co się dzieje za nim - bo w myśl obowiązujących obecnie przepisów nie musi mieć lusterka. Itd. Kolejne zmiany kodeksu ruchu drogowego, mające zwiększyć sprzedaż rowerów ZMNIEJSZAJĄ bezpieczeństwo rowerzystów. No, ale kogo to obchodzi skoro rowery są z definicji fajne, a samochody równie oczywiście wyłącznie złe?

 

 Wprawdzie to nie kierowcy wychodzą z domów deklarując, że ich jedynym celem na dany dzień będzie uczynienie miasta nieprzejezdnym (jak to radośnie i cyklicznie czyni niesławna „Masa Krytyczna” – jednak to oni są chłopcem do bicia, piętnowanym i biczowanym przy każdej medialnej okazji (także takiej, jak faktycznie fatalny wyskok nieszczęsnego Zawiszy). Ten za to co zrobił w końcu jednak odpowie – a głupi przepis pozostanie. O ile bowiem bardzo łatwo podpuścić Polaków, żeby przełknęli kolejny pakiet zakazów i nakazów, byle tylko uzasadnianych w duchu dobrych chęci („kiedy wreszcie rząd zrobi coś wreszcie z[…]”) – o tyle bardzo ciężko usuwa się z polskiej przestrzeni prawnej nonsensy już uchwalone, nawet jawnie niedziałające i przeciwskuteczne.

 

 O logikę nie tylko na drogach T

 

 aką sytuację mamy też np. z ograniczeniami prędkości. To przecież kwestia podstawowej logiki. Jeśli 85 proc. kierowców przekracza obowiązujące w danym miejscu ograniczenie prędkości - to znaczy, że w tym miejscu ograniczenie prędkości jest NADMIERNE.Elementarne.

 

 Niestety, w III RP prawo tworzone jest często reaktywnie, w warunkach nagonek medialnych, dla szybkiego zaspokojenia głodu łatwych bez rozwiązań, bez dociekania istoty problemów. Wśród powszechnych (i często całkiem uzasadnionych) narzekań na zagrożenia na drogach jakoś umyka na przykład fakt podstawowy – że jest bardziej niż prawdopodobne, iż mamy do czynienia z jakimiś fundamentalnymi błędami w procesie kształcenia kierowców. Egzaminy na prawo jazdy zdać coraz trudniej – a ludzie jeżdżą coraz gorzej. Przipadek?

 

  W szumie informacyjnym, skupiającym się na chwilę na co bardziej dramatycznych, ale POJEDYNCZYCH przypadkach gubi się także kolejna oczywistość – że łamiący przepisy są patologią systemu, a nie jego zasadą. Jeśli ktoś żyje z wyścigów na autostradach, po których jeździ 250 km/h - to nie da się go powstrzymać wprowadzając limit 30 km/h na drogach gminnych, tylko trzeba go złapać i osądzić w myśl OBECNIE obowiązujących przepisów. I tak dalej, właściwie czego się tknie w radosnej sraczce legislacyjnej, niby to mającej spowodować, że wszystkim się będzie żyło lepiej i bezpieczniej – okazuje się być rażąco alogiczne i po prostu skazane na niedziałanie, niczym pamiętny radziecki automat do gwizdania w… No, wiadomo w czym.

 

 I tu nie chodzi tylko o ruch drogowy. Wiara, że "co uchwalone - to się stanie!" jest fundamentem alogiczności całej III RP.Stąd właśnie usuwać powinniśmy także absurdy drogowe, w ten sposób krok po kroku naprawiając nasze państwo. W końcu często nam się wydawało, że każda porządna reforma musi zacząć się od… skrętu w prawo.

 

  Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • 1*
    Nawet podejrzewam, że Pan nieźle sobie golnął przed napisaniem tej moralizatorskiej rozprawy w obronie "przesympatycznego" Artura Zawiszy.

    Nie wiem w którym cywilizowanym kraju kierowca skręcający w prawo nie ustępuje pierwszeństwa rowerzyście?

    "Art. 25. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do skrzyżowania, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pojazdowi nadjeżdżającemu z prawej strony, a jeżeli skręca w lewo - także jadącemu z kierunku przeciwnego na wprost lub skręcającemu w prawo." Tym pojazdem może być rower, a na nim rowerzysta, panie Rękas.
  • @AgnieszkaS 02:40:44
    Naprawdę to Pani napisała? :D

    Naprawdę pomyliła Pani regułę prawej ręki i ustąpienie pierwszeństwa na skrzyżowaniu równorzędnym pojazdowi nadjeżdżającemu z prawej strony (co nie ma NIC wspólnego z tematem tekstu) - z omówionym w tekście ustępowaniem pierwszeństwa przy skręcaniu w prawo rowerzyście poruszającemu się po ścieżce na wprost?

    Urocze, Pani naprawdę komentuje bez czytania i zastanowienia :)))))
  • @chart 10:30:25
    Niestety, kobiety często grzeszą brakiem logiki i racjonalności w swych ocenach. One wybierają emocje. A skoro rowerzysta został przez samochód potłuczony, to musi być kierowca samochodu ukarany. Praktyka i logika poruszania się na drogach nie ma z tym nic wspólnego. Oczywiście 5*. Kierowcy jeżdżący dużo samochodami, gdy wsiadają na rower, czy idą pieszo w pasie ruchu drogowego zachowują dużo racjonalniej niż Ci którzy tylko okazjonalnie siadają za kierownicę, lub nie robią tego wcale. Niestety stanowienie prawa przeważnie opiera się na kwestiach fiskalnych i emocjonalnych, a nie racjonalnych. Dotyczy to także ubezpieczeń za samochód, który nie opuszcza garażu, czy też brak możliwości wyrejestrowania posiadanego samochodu. To tez niestety kasa dla określonych grup interesów.
    ps
    Za szkolnych lat - koniec lat siedemdziesiątych przeszedłem na czerwonym o godz. 23 malutkie skrzyżowanie w centrum miasta w sytuacji gdy w zasięgu wzroku nie było ani człowieka , ani pojazdu. Na to wyskoczył z bramy kamienicy policjant i ukarał mnie mandatem. Niedawno spotkała mnie podobna sytuacja... Ja jednak przez cały czas traktuję światła jako wskazanie pierwszeństwa , a nie ściśle obowiązującą doktrynę. Przynajmniej jako pieszy.
  • @chart 10:30:25
    (…)z omówionym w tekście ustępowaniem pierwszeństwa przy skręcaniu w prawo rowerzyście poruszającemu się po ścieżce na wprost?/K. Rękas/

    Proszę się tylko zastanowić, jakie ma szanse rowerzysta przy bolesnym zetknięciu z samochodem, albo jakie ma szanse starsza lub kaleka osoba na przejściu dla pieszych?

    Dla mnie to nie jest istotne, z której strony -czy nadjeżdżając z lewa w prawo, czy poruszając się na ścieżce wprost - kierowca samochodu, ze względu na swoją dominującą pozycję w ruchu drogowym, powinien zawsze ustąpić.

    Ja jak najbardziej zastanowiłam się nad wymową tego eseju. Zastanowiłam się na tyle aby mieć przerażające wizje osób starszych żegnających się przed postawieniem nogi na przejściu dla pieszych.

    Niech Pan się poprawi. Zwracam Panu uwagę jako kierowca samochodu.

    Pozdrawiam!
  • Logika?
    W każdym cywilizowanym państwie na drogach pierwszeństwo mają najsłabsi uczestnicy ruchu, a takimi są piesi i rowerzyści, nie widzę powodu, dlaczego Polska, w której ruch drogowy jest coraz większy, nie miałaby do tych państw dołączyć.

    „przecież dokładnie tak samo będzie z tym nieszczęsnym bezwzględnym pierwszeństwem pieszego przed przejściem.Cholerni dobroczyńcy jakoś nie myślą, że od ich pomysłów piesi nie staną się pancerni i gdy wtargną na przejście to może i kierowca będzie winny - ale przechodzący MARTWY”

    Pieszy ma pierwszeństwo nie tylko przed przejściem, ale także na przejściu, nawet gdy w czasie jego przeprawy na drugą stronę jezdni światło zmieniło się na czerwone. Samochody poczekają, a żaden staruszek o kulach nie musi sobie łamać nóg w obawie, że potrąci go samochód.
    Oczywiście, ze strony pieszych i rowerzystów obowiązuje zasada ograniczonego zaufania, niemniej jednak bez takich przepisów martwych pieszych i rowerzystów byłoby znacznie więcej.

    Szczególnie przy surowych karach dla kierowców za potrącenie pieszego czy rowerzysty, tym bardziej za spowodowanie jego śmierci, kierowcy, choćby we własnym interesie uważają, żeby nie potrącić pieszego, czy rowerzysty, zamiast „rozpychać się” na drogach, bo mają większą masę. Właśnie dlatego, że kierowcy samochodów mają przewagę, przepisy ich zmuszają do ustępowania słabszym uczestnikom ruchu.

    To jest logiczne, nie tylko ze względu na przepisy, ale dla każdego, kto ma trochę empatii, albo choćby kiedyś poruszał się na rowerze, nie tylko siedział za kierownicą. Nawet wilki nie pozostawiają samym sobie najsłabszych członków stada.
  • @Lotna 21:29:27
    Od 40 lat jeżdżę codziennie samochodem, średnio z 50km dziennie po mieście.( nie jako złotówa) I widzę jacy durnie chodzą po ulicach, jeżdżą rowerami i ostatnio hulajnogami elektrycznymi. Danie im prawa pierwszeństwa przed pojazdem mechanicznym prawie w każdej sytuacji powoduje, że Ci durnie nawet na oblodzonej drodze włażą bezmyślnie pod koła. Wystrzeliwujący rowerzyści na ścieżkach rowerowych, to zagrożenie przede wszystkim dla nich samych. Często nie sposób dostrzec jadącego równolegle od tyłu rowerzysty, bo goli 30km/h , pojawia się znikąd i nic go nie obchodzi bo ma pierwszeństwo. Po zachowaniu się rowerzystów i pieszych na drogach widać czy są aktywnymi kierowcami, czy też nie. Ci aktywni w zasadzie przepuszczają samochód, głąby włażą pod niego - bo mają pierwszeństwo. A przyczyniło się do tego to głupkowate prawo, że pieszy ma zawsze bezwzględnie pierwszeństwo . Ja osobiście nigdy nie włażę na jezdnię bez upewnienia się czy nic mi nie zagraża, nawet na zielonym świetle mam kontrolę ruchu wokół siebie. Szczególnie na drodze wielopasmowej przeważnie przepuszczam samochód. Im auto większe tym łatwiej mi go przepuścić. Dla pieszego stanąć to drobiazg, wyhamować tira o wiele większy problem. Trzeba mieć rozum i prawa mechaniki w głowie , a nie sieczkę .
  • @zadziwiony 18:31:39
    "Dla pieszego stanąć to drobiazg"

    Aby być kierowcą musi się wypełnić wymagania. Pieszy to często osoba starsza lub niepełnosprawna.

    Jakby kierowcy nie przekraczali dozwolonej szybkość, wypadków byłoby znacznie mniej. Tylko małą część wypadków powodują piesi wchodzący pod koło.
  • @AgnieszkaS 19:47:58
    Ale niech się Pani łaskawie nie wykręca. Pomyliły się Pani przepisy, napisała Pani komentarz do tekstu nawet nie próbując go zrozumieć i zamiast przyznać się i przeprosić - brnie Pani, że "to nie jest istotne".
  • @Lotna 21:29:27
    Pani też się coś pozajączkowało.

    "Pieszy ma pierwszeństwo nie tylko przed przejściem, ale także na przejściu".

    No właśnie teraz ma NA PRZEJŚCIU, co jest normalne i przyjęte, natomiast od paru lat trwa absurdalna kampania (właśnie oficjalnie poparta przez Razem i SLD), by wprowadzić pierwszeństwo pieszych PRZED przejściami, co jest zasygnalizowanym w tekście nonsensem. Proszę sobie wyobrazić, że NA i PRZED - to nie jest to samo...
  • @chart 18:47:21
    Właśnie w tym sedno. Wbili ludziom do głowy, że zawsze pieszy ma pierwszeństwo i pchają się bezmyślnie pod koła. A przecież nikt nie kwestionuje pierwszeństwa pieszego gdy już jest na pasach.
  • @chart 18:47:21
    Jaki nonsens?

    Kierowca ma obowiązek uważać na to, co się dzieje na drodze. Czy to jest nonsensem? Przejścia dla pieszych są zazwyczaj usytuowane w pobliżu znaków stopu, więc tak czy owak, kierowca powinien zwolnić, a jeśli jest znak stopu, to i tak musi się zatrzymać, kiedy dojeżdża do pasów przed którymi ktoś stoi. Jeśli nie ma stopu, to są znaki oznajmiające o zbliżającym się przejściu dla pieszych. Jeśli ktoś ma ochotę szarżować, to powinien jeździć na wyścigach formuły l, a nie na ulicach miast.

    Np. taka sytuacja: stoję na krawężniku (skrzyżowanie) chcąc przejść przez jezdnię, nie ma żadnych pasów. Samochód zatrzymuje się na stop, po czym stoi dalej, czekając, aż przejdę przez jezdnię. Rusza dopiero, kiedy jestem po drugiej stronie ulicy. Tak się zachowuje kulturalny kierowca, który zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest jedynym użytkownikiem jezdni.

    To Panu się coś pozajączkowalo, jeśli Pan uważa, że kierowca powinien zatrzymać się na stopie, a potem jechać dalej, nie zwracając uwagi na to że stoję na krawężniku i chcę przejść przez jezdnię. Za nim następny samochód, który robi to samo, za nim następny i tak dalej. Godzina mija, a ja nadal stoję. Doprawdy, po co komu przepis, żeby przepuścić pieszego?
  • @zadziwiony 18:31:39
    "W Warszawie trzy czwarte wypadków z udziałem seniorów dzieje się, bo ktoś ich potrącił na pasach albo cofając na chodniku."

    "Badanie Instytutu Transportu Samochodowego przygotowane na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury pokazało, że kierowcy nagminnie łamią dopuszczalne limity prędkości, gdy znajdują się w odległości 100 m od pasów – w terenie zabudowanym robi to 85 proc. z nich, poza terenem zabudowanym nawet 90 proc."

    "W badaniu dowiedziono, że problem „wtargnięcia” na jezdnię, czyli zachowania, które zmusiłoby kierowców do gwałtownego hamowania, niemal nie istnieje. Odnotowano je w 0,43 proc. zarejestrowanych przypadków przechodzenia przez jezdnię."

    https://oko.press/polki-i-polacy-po-stronie-pieszych-smiertelne-wypadki-na-pasach-to-wina-kierowcow-sondaz/
  • sympatycnzy niemowlak
    Panie Konradzie. Lubię i cenię Pańską publicystykę, ale ten wpis to jakiś kleks. Piszę to jako rowerzysta i jako kierowca.

    1. We Francji pieszy ma pierwszeństwo, tzn. jak stanie pół metra od przejścia, to już trzeba go puszczać. Generalnie nie ma z tym problemów. Jeśli ktoś ma wąskie pole widzenia, to niech zbada sobie zaćmę, cukier itd. i nie prowadzi pojazdów do wyleczenia.

    2. jeśli skręcam w prawo, to patrzę w lusterko. Jeśli 5 sekund wcześniej mijałem rowerzystę, to pamiętam że ten rowerzysta jedzie z mojej prawej. Myślę, że nawet mysz, jaszczurka, ba, nawet owady i wyborcy PO-PiS są w stanie pamiętać do było 5 sekund wcześniej i wziąć to pod uwagę.

    3. lusterko w rowerze nie sprawdza się. W samochodzie jest wycyrklowane na oczy i ochronione przed światłem. Na rowerze głowa zbytnio zmienia położenie. Ja nie mam problemu aby zrobić skręt głowy do tyłu. Zawsze tak robię wykonując manewr na rowerze. To odruch.

    Owszem, gdy ja jadę rowerem, to oczy mam dookoła głowy, wjeżdżając na rondo szukam kontaktu wzrokowego z kierowcami, podejrzliwie patrzę na zaparkowane auta w których mogą otworzyć się drzwi. Nie znosze jednak samochodowych wujków dobra rada, którzy apelują do pieszych by "dla własnego dobra" uważali. Przepuszcza cię na pasach samochód. Uważaj, bo drugim pasem może pędzić ziemniak w BMW. Ci wujkowie nigdy nie apelują do ziemniaków. Nie mówią: uważaj jak wymijasz stojące na pasach auto, bo możesz uszkodzić ludzi i dostaniesz 10 lat więzienia + renta dla ofiar. Ha. Może tu pies pogrzebany? Słyszałem, że niedawny morderca z BMW skarżył się, że mu źle, że miał próby samobójcze. Ofiarom nie współczuł. Ja bym stołek wykopał spod nóg. Skończyłoby się po kilku egzekucjach.
    Pieszym wujkowie "dobrze radzą" a rowerzystów nienawidzą. Ach, te komentarze w Internecie. Rowerzysta - wróg klasowy. Wyłazi wschodnioeropejska słoma z butów. :)

    Nie wiedziałem, że Artur Zawisza był kiedyś sympatyczny. Małe oczka, brak uśmiechu, brak poczucia humoru, brak człowieczeństwa (wychwalanie Izraela w czasie izraelskich pacyfikacji Gazy). Może jako niemowlak był sympatyczny...?
  • @Lotna 21:29:27
    "W każdym cywilizowanym państwie na drogach pierwszeństwo mają najsłabsi uczestnicy ruchu, a takimi są piesi i rowerzyści"

    Rozumiem, że składy pociągów też tam muszą ustępować na przejeździe kolejowym? Ha ha.
  • @chart 18:47:21
    "No właśnie teraz ma NA PRZEJŚCIU, co jest normalne i przyjęte, natomiast od paru lat trwa absurdalna kampania (właśnie oficjalnie poparta przez Razem i SLD), by wprowadzić pierwszeństwo pieszych PRZED przejściami"

    Co to za "pierwszeństwo" gdy uzyskuję je w momencie gdy już jestem na drodze? W ten sposób nikt mnie nie wpuści. Proszę zauważyć, że między pojazdami ta Pańska zasada nie działa i pierwszeństwo ma ten kto jedzie główną drogą, a jeszcze nie wjechał na skrzyżowanie.
    Polski wymysł zmusza pieszych do wywalczania sobie pierwszeństwa przez wtargnięcie. Jak już wtargnie, to ma pierwszeństwo. Absurd który prowadzi do dzielenia włosa na 4. tzn. zastanawiania się jak te wtargnięcie wygladało. tzn. kto tu był najpierwszejszy. :D

    Jak już wcześniej pisałem, we Francji pieszy uzyskuje pierwszeństwo podchodząc pod krawężnik. Nie ma z tym kłopotów, choć tu żyje masa swołoczy! To wschodnioeuropejskie dzbany za kółkiem mają problemy. Pole widzenia 10 stopni, cukrzyca, kac, źle dobrane okulary, brak snu itd. Jedzie takie zombi i po prostu spojrzenie na to co się dzieje 2 metry po bokach drogi przerasta jego możliwości. Poza tym 50 na godzinę narusza jego wolność. On musi za***ć 80 po zabudowanym, inaczej straci 20 sekund na jednym dojeżdzie. Wie Pan co to jest 20 sekund dla takiego nadczłowieka? Przez te 20 sekund można np. kozę z nosa wydłubać!

    Nie dorabiajmy ideologii do chorych ludzi którzy nie powinni prowadzić pojazdów.
  • @Lotna 23:41:17
    "Godzina mija, a ja nadal stoję".

    No dobrze :) To proszę teraz łaskawie wyłożyć czemu Pani nie może poczekać aż kierowca przejedzie, tylko kierowca ma czekać aż Pani przejdzie?

    W czym Pani jest lepsza od innych użytkowników dróg?
  • @chart 16:21:14
    "W czym Pani jest lepsza od innych użytkowników dróg?"

    Przejście dla pieszych to też droga, tyle że w poprzek. Róznica jest taka, że pieszy nie jest opancerzony maszyną i często nie jest sprawny fizycznie.

    Myślę, że wystarczy egzekowować ograniczenia szybkości za pomocą kamer i mandatów oraz przed przejściami umieszczać progi zwalniające.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031