Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1010 postów 542 komentarze

Lubelskie szpitale zachorowały na PiS

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jest taki moment w życiu marszałka, gdy po prostu musi coś zreformować.

 

Niestety, niewielu jest takich, którzy potrafią usiąść i poczekać aż im przejdzie – a co gorsza, z reguły pada na służbę zdrowia. Na nieszczęście lubelskich pacjentów – kolejna już ekipa bierze się za naprawianie samorządowych szpitali. A ponieważ w składzie obecnego Zarządu Województwa Lubelskiego nie ma nikogo, kto choćby zbliżył się do polityki zdrowotnej – perspektywy całej operacji wydają się być zupełnie… pewne. Znowu skończy się klapą.

Wszystkie błędy poprzedników

Zwłaszcza, że obecni marszałkowie zachowują się, jakby spadli na Lubelszczyznę z Marsa, tak bardzo wydają się nie zdawać sobie sprawy, że powtarzają niemal wszystkie szkolne błędy swoich poprzedników. Tamci też biadali (słusznie) nad zadłużeniem szpitali, tak samo nie mogli zrozumieć czemu kolejne pożyczki udzielane są placówkom medycznym niemal wyłącznie przez parabanki i na bandyckich zasadach. Ale przede wszystkim obecni rządcy z PiS-u, podobnie jak wyjątkowo niekompetentni kierownicy z PO i PSL nie mając pojęcia co robić – zaczynają od przedstawiania łóżek, czyli przenoszenia oddziałów między szpitalami. I zapewne na tym też skończą, przy czym tylko zupełnie nie znający się na matematyce humanista-imprezowicz, jak na przykład obecny nadzorca ochrony zdrowia, wicemarszałek Zbigniew Wojciechowski(Porozumienie) może uwierzyć, że pieniędzy w systemie przybędzie od tego się jednej placówce kontrakt może trochę zwiększy, za to drugiej sporo zmniejszy.

 

  A mimo to tak właśnie brzmiał niemal jedyny konkret przedstawiony podczas tak zwanej prezentacji założeń planu naprawczego dla lubelskiej służby zdrowia. Już raz, pod rządami PO - w taki sam sposób o mało nie doprowadzono do upadku lubelski Szpitala Jana Bożego, zniszczono za to Wojewódzką Przychodnię Skórno-Wenerologiczną i dawną Wojewódzką Przychodnię Specjalistyczną (niegdyś na ul. Niecałej). Cały pomysł z karuzelą oddziałów ignoruje bowiem powszechnie znane fakty: po pierwsze, że kontrakt nigdy nie idzie za przenoszonymi łóżkami w skali 1 do 1, a Narodowy Fundusz Zdrowia zawsze korzysta z okazji, żeby coś sobie urwać. Po drugie – na zakrętach tych przeprowadzek regularnie gubi się pacjentów(niezainteresowanych nowymi lokalizacjami lub po prostu zdezorientowanych) i lekarzy.

 

Cichy powrót Godzilli

 

  Dalej zresztą projekt panów Wojciechowskiego i Piotra Mateja(dyrektora departamentu zdrowia UMarsz.) też brzmi niczym deja vu z pomysłów niesławnej pamięci Tomasza Pękalskiego(PO) i dyr. Zbigniewa Orła(dowolna aktualnie rządząca partia), czyli twórców wizji tak zwanej „Szpitalnej Godzili” (jednego mega-szpitala powołanego ze sztucznego połączenia niezależnych dotąd jednostek). Znowu usłyszeliśmy, że „coś trzeba zrobić z oddziałami, które mają obłożenie nie wyższe niż 80%” – czyli coś jak bzdurny „oddział Zero” Orła, mający udowodnić, że miejsc w marszałkowskich szpitalach jest „za dużo”. Kłam takim wyliczeniom zadała w kolejnych latach choćby polityka Uniwersytetu Medycznego i szpitali klinicznych, które swoją bazę sukcesywnie powiększają, podczas gdy zwijanie się marszałkowskiej ochrony zdrowia nie przynosi bynajmniej poprawy bilansu, a jedynie wprowadziło utrudnienia dla pacjentów. Wojciechowski i Matej zapowiedzieli także łączenie „niemedycznych komórek organizacyjnych”, co z kolei wydaje się powrotem do innego poronionego pomysłu (lansowanego w poprzednim rozdaniu wicemarszałka Arkadiusza Bratkowskiego z PSL) stworzenia jednej czapy administracyjnej nad wszystkimi, a przynajmniej tylko lubelskimi jednostkami – co również okazało się całkowicie nierealistyczne wobec wymogów prawa i specyfiki poszczególnych placówek. Generalnie więc mamy do czynienia z genialną koncepcją sprowadzającą się do zapowiedzi: „obiecujemy to samo, co obiecywali poprzednicy, którym nie wyszło, ale nam wyjdzie, chociaż nie wiemy dlaczego ani po co”.

Ostrożnie można zauważyć, że nie jest wizja szczególnie porywająca…

 

  Likwidacja Jana Bożego i COZL bez dna?

 

 Oczywiście, oprócz bajkopisarstwa, na marginesie planów marszałków pojawiają się konkrety – tyle, że i one nie brzmią optymistycznie. I tak, oprócz samych długów szpitali, sięgających obecnie ok. 910 mln zł, dowiadujemy się na przykład o ambitnych zamiarach nowej dyrekcji Szpitala Jana Bożego, planującej przeszło trzykrotnie zwiększyć liczbę łóżek opieki długoterminowej, aż do niebagatelnej wobec ogromu potrzeb liczby 250. Zamysł to szczytny, nie wiadomo jednak ani skąd wziąć na to pieniądze, ani jakie są szanse, by następnie tak ogromnie rozbudowany Zakłada Opiekuńczo-Leczniczy rozbudować. Przede wszystkim zaś odczuwa się gdzieś w tym projekcie niedopowiedzenie. Skoro bowiem po takiej zmianie Jan Boży stałby się nieomal dodatkiem do własnego ZOL-u – to może drugim dnem koncepcji jest jednak likwidacja tej jednostki i włączenie jej pozostałych oddziałów (a przynajmniej tych zabiegowych) w struktury Szpitala Wyszyńskiego?Już raz taki pomysł dobicia Kruczkowskiego-Biernackiego był na tapecie za poprzednich Zarządów i staje, że właśnie po cichu powraca.

 

  Innym konkretem jest bez wątpienia znana medyczna studnia bez dna, czyli Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, na którego wyposażenie, dosprzętowienie i utrzymanie wciąż nie ma pieniędzy. Znowu okazuje się, że brakuje 120 milionów złotych na sprzęt, a z pewnością nie są to wszystkie potrzeby tej ponad potrzeby i rozsądek rozbudowanej jednostki. Zupełnie słusznie po dodatkowe środki lobbyści COZL uderzyli już do rządu, niemniej biorąc pod uwagę, że żeby finansować całą resztę „reform” marszałkowie chcą sprzedawać szpitalne grunty – widać wyraźnie, że na liście priorytetów PiS-owskiego Zarządu Województwa są równi i równiejsi. Tymczasem nie od dziś wiadomo przecież wyraźnie, że apetyty dyrektor COZL, Elżbiety Starosławskiej są niemal nieograniczone, gdy w tym samym czasie pozostałe szpitale zdechną z głodu, a na otaczających je działkach zamiast nowych oddziałów – wyrosną apartamentowce.


  Zrobią dobrze parabankom kosztem kultury  

 

 No i na koniec wisienka na torcie, projekt kuriozum właśnie przegłosowany przez Sejmik województwa. Oprócz wyprzedaży gruntów przeznaczonych dotąd na działalność medyczną (czyli, jak można zakładać otoczenia Szpitala Wyszyńskiego i dawnego Okręgowego Szpitala Kolejowego) – PiS postanowiło zastawić gmach Centrum Spotkania Kultur wraz z Filharmonią i Teatrem Muzycznym. I to nie po to, by dofinansować rzężącą pod kolejnymi już rządami lubelską kulturę, tylko by zaspokoić roszczenia parabanków wobec Szpitala przy al. Kraśnickiej. Jasne, sam pomysł zmniejszenia kosztów obsługi przeszło 320-milionowego zadłużenia tej jednostki wydaje się szczytny, jednak wybrana metoda jawi się łagodnie mówiąc kontrowersyjną. Bo skoro już hipoteka – to czemu panowie marszałkowie w łaskawości swojej nie zastawili na przykład własnego Urzędu, tylko wywołują zagrożenie dla innej placówki użyteczności publicznej?


 Sama uchwała Sejmiku jest zresztą co najmniej wątpliwa prawnie– oto bowiem jeden podmiot prawny (czyli Szpital) ma wziąć kolejny kredyt pod zastaw nieruchomości należących do innego podmiotu (samorządu województwa). I przede wszystkim – wbrew temu, co już pojawiło się w lubelskiej prasie i ogłosili nawet niektórzy radni, jak zwykle niewiedzący nad czym głosują, w efekcie nowej pożyczki zadłużenie Szpitala Wyszyńskiego wcale się nie zmniejszy, a przeciwnie, może nawet wzrosnąć (hipoteka ma zostać ustanowiona aż do kwoty 450 mln zł). Zmieni się jedynie wierzyciel – zamiast parabanków i instytucji finansowych będzie nim Bank Gospodarki Finansowej. Nasuwa się więc oczywiste pytanie: jak przedstawiciele rzeczonych lichwiarskich firm załatwili sobie z obecnym Zarządem Województwa Lubelskiego natychmiastowy zwrot pożyczonych Szpitalowi sum, które już pewnie wydawały się im skazane na wieczne nieoddanie?


  Prawda jest bowiem taka, że póki co robi się dobrze tylko parabankom, Szpitalowi przynosi się tylko chwilową ulgę, coś jak podanie paracetamolu przy raku trzustki, a zagraża się i tak sponiewieranej lubelskiej kulturze. Jak na wielkich reformatorów przystało – tyle właśnie panowie marszałkowie z PiS-u póki co zamierzają realnie osiągnąć. I co gorsza – zapewne nie jest to ich ostatnie słowo.

 

  Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Neoliberalne rozwiązanie.
    Zamożniejsi i ci ze znajomościami się wyleczą, reszcie prędzej czy później zaoferuje się eutanazję. Po co marnować pieniądze na chorowitych i starych?

    https://media1.shmoop.com/media/covers/literature/Character_Boxer_AnimalFarm.png
  • Niby kto ma leczyć sieroty
    po Polsce w atrapie Polski i po co?
    Wniosek?
    Jest atrapa Polski - więc są i atrapy szpitali - to chyba jasne.
  • @Pedant 17:32:16
    Tak !!! Wszystkim po równo. Z jakiej paki ten bogaty ma mieć lepiej. A na poważnie to już był taki ustrój w którym wszyscy mieli mieć po równo. Jak się skończył chyba nie muszę pisać. Nie mam pojęcia jak naprawić ochronę zdrowia (bo to żadna służba). Moim zdaniem największym szkodnikiem jest NFZ i ZUS bo tam znika większość kasy na lecznictwo. Ubezpieczenie powinno działać jak AC na samochód. Do tego powinno być zróżnicowane. Ten którego stać powinien móc wykupić takie ubezpieczenie żeby non stop przy łóżku stały 3 pielęgniarki i polerowały mu paznokcie, a biedny za podstawowe ubezpieczenie, niestety był by leczony na wieloosobowej sali z 1 pielęgniarką na 20 pacjentów. Niestety człowiek jest równy tylko wobec śmierci. I dla jasności, nie jestem bogaty. Po prostu według mnie łączenie socjalizmu z kapitalizmem może przynieść tylko destrukcję.
  • @marek500 19:15:59
    " Po prostu według mnie łączenie socjalizmu z kapitalizmem może przynieść tylko destrukcję."

    Odwrotnie. Czysty kapitalizm był w Belgijskim Kongo za króla Leopolda, czysty socjalizm w Kambodży za Pol-Pota. Socjaldemokracja skandynawska była systemem mieszanym (jej wady wynikały z kultury tamtejszych społeczeństw i przejawiały się znacznie wcześniej).
  • @marek500 19:15:59
    Tak naprawdę to w leczeniu nie są najważniejsze pieniądze.
    Potrzebna jest WOLNOŚĆ.
    Jeśli programy na Uczelniach układane są pod dyktando przemysłu farmacyjnego a lekarz MUSI "leczyć" według procedur to nawet największe nakłady na służbę zdrowia nic nie zmienią.
  • @Robik 00:51:41
    Nie wiem czy dziękować lekarzom z centrum onkologii, że tuż przed operacją wycofali moją mamę spod noża, bo dokumentacja lekowa mogła zagrozić jej życiu podczas zabiegu, szczęście w nieszczęściu ?
  • Kasa, misiu, kasa,
    https://m.neon24.pl/4e85e35c5612bccee7597eb0a2fb1de6,14,0.jpg
    i tak nikt nie poniesie żadnej odpowiedzialności.

    Tymczasem minister zdrowia winien stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Choćby za to, że w nowo budowanych szpitalach okna się otwierają.

    Co to oznacza? Ano, że głupi pacjent, któremu "za gorąco", albo "za smrodliwie" może zabić drugiego pacjenta w gorszej kondycji.

    Tak jest, możliwość otwierania okien to umożliwienie co najmniej szkodzenia innym chorym, a często zabijania.

    Drogą mi osobę zabiła pielęgniarka. Otworzyła na noc okno robiąc z sali kostnicę. Zamroziła trzy pacjentki, niezdolne do wezwania pomocy. (Następny debilizm to ten, że guziki do wezwania pomocy znajdują się poza zasięgiem rąk osoby obłożnie chorej). Nie poniosła za to zabójstwo żadnych konsekwencji, bowiem zgony były odsunięte w czasie o tydzień lub dwa, a lekarze, zgodnie ze statystyką wypisali niewydolność krążeniowo-oddechową (dawniej zapalenie płuc). Tak to właśnie dzieje się w szpitalach. Żadnej odpowiedzialności.

    No to co się przejmować nadbudową.

    Może zastanowimy się nad sensem istnienia szpitali, w których większość ludzi starych obowiązkowo umiera na niewydolność krążeniowo-oddechową.
  • @Pedant 17:32:16
    To jest przerażająca przyszłość, nie, to już się dzieje.
  • @Pedant 19:27:39
    Ani w Kongo nie było czystego kapitalizmu, ani w Kampuczy czystego socjalizmu.
  • @marek500 19:15:59
    Ja od zawsze proponowałem jedno, czy szaraczek, czy minister, czy profesor medycyny, każdy losuje lekarza (oprawcę), który będzie go leczył.

    Wtedy ministrowie od razu podnieśliby jakość opieki medycznej, a profesorowie medycyny nie wypuszczali niedouczonych absolwentów.

    Twoje przysrywajki do socjalizmu mnie śmieszą. Zwłaszcza, że deklarujesz, że nie jesteś bogaty.

    Tolerowanie biedy i bogactwa to tolerowanie wrogości między ludźmi.
  • @Robik 00:51:41
    Zwłaszcza, że on ma leczyć. Ale tak leczyć, aby za szybko nie wyleczyć.
  • @Pedant 19:27:39
    z tą czystością socjalizmu pod Pol-Potem bym nie przesadzał.
  • @marek500 19:15:59
    Z każdej składki jakaś kwota (np. 50 zł, ale rzucam "z kapelusza) powinna być składana na fundus solidarności z tymi, których nie stać na leczenie. Ale równości nie ma i być nie powinna. Równość jest niemożliwa, zresztą.
  • @Robik 00:51:41
    Przegraliśmy w sejmie, wiedza medyczna dostępna tylko dla lekarzy.

    Sejm, nasi pełnomocnicy do ustalania reguł współżycia, postanowili trzymać nas w ciemnocie.

    Ale kogo to obchodzi. Przecież każdy jest oświecony.
  • @provincjał 08:40:08
    Jaskółka .....
  • @Wican 11:21:20
    Równości nie ma, ale dlaczego powinno jej nie być ?
  • @ Autor - 5*
    DK

    https://programwps.wordpress.com/2016/05/14/ochrona-zdrowia-narodu-rodz-6/
  • @interesariusz z PL 11:25:40
    Powinna być równość szans, a innej nie będzie. To utopia. Bo należałoby być konsekwentnym, czyli odrzucic sport. CHyba, że mają być same remisy. Gdy ktoś spróbuje dążyć prawno-administracyjnie do równości, to doprowadzi to do katastrofy. Są ludzie zdolniejsi i mniej zdolni, są ludzie pracowici ale też lenie.
    Poza tym, czym jest równość. To raczej określenie niejednoznaczne i może być rozpatrywane na róznych poziomach (ale trzeba pamiętać, że zawsze zadziała "żelazne prawo oligarchii").
    Po pierwsze, równość można rozumieć jako uniwersalizowalność, czyli to, że wszystkie zasady mają być (na równi) stosowane do wszystkich ludzi. Po drugie, jako bezstronność, która znaczy, że jakieś zasady (np. zasady sprawiedliwości) powinny odnosić się bezstronnie do ludzi. I z popieraniem tego się zgadzam.
    Ale innym rozumieniem może być porównywalność. Równość w tym sensie znaczy, że chodzi nam o to, jak ludzie się mają (w sensie szeroko rozumianego dobrobytu, na który oczywiście nie składają się wyłącznie materialne aspekty) w stosunku do innych ludzi(można to też rozumieć, jak się ludzie mają w stosunku do pewnej obiektywnej skali). I to juz stanowisko w zasadzie egalitarne. Ale takie postawienie problemu, od razu rodzi problem. Ustalenie, co powinno być równo dystrybuowane między ludźmi i od czego ma zależeć? Współcześni egalitaryści, generalnie uważaja, że dystrybucjonizmem, powinny być objęte dobra mateiralne. Ale to rodzi kolejny problem. Jakie kryteria ustanowić przy rozdzielaniu dóbr? Czyli ten system sam tworzy kolejne problemy, które potem stara się rozwiązywać. Nie rozumiejąc, że po prostu, różnice są norma.
  • @Wican 12:53:39
    https://m.neon24.pl/4e85e35c5612bccee7597eb0a2fb1de6,14,0.jpg
    Właśnie z tym cały czas polemizuję, życie, to nie sport. Podczas zabawy w sport możemy się umówić, że zwycięzca bierze wszystko,

    w życiu tak nie można, bo to oznacza, że tylko jeden przeżyje.

    A przeżyć mamy wszyscy. Jeśli dyskwalifikujemy niektórych ludzi jako zasługujących na przeżycie, tym samy budzimy w nich śmiertelną wrogość.

    Jezus chciał temu zapobiec. Ale jego nauki poszły w las.
  • @Wican 12:53:39
    "Powinna być równość szans, a innej nie będzie. ... Są ludzie zdolniejsi i mniej zdolni, są ludzie pracowici ale też lenie."

    Równość szans? Dla kogoś kto urodził się z przysłowiową "srebrną łyżką w ustach" (angielski idiom)? Kto odziedziczył wielką fortunę (mniejsza z tym czy pańszczyźniane folwarki czy nowoczesną korporację) i nigdy nie pobrudził sobie rąk uczciwą pracą?

    Proponuje Pan redukcję praw dziedziczenia?

    Albo względnie niezamożną rodzinę profesorów, którzy potrafią przygotować swoje dzieci do najtrudniejszych egzaminów otwierających drogę do błyskotliwej kariery?

    Gdzie są równe szanse dla dziecka urodzonego w nędzy, bez książek w domu czy darmowej dobrze zaopatrzonej biblioteki w pobliżu?
  • @interesariusz z PL 13:22:12
    "A przeżyć mamy wszyscy. Jeśli dyskwalifikujemy niektórych ludzi jako zasługujących na przeżycie, tym samy budzimy w nich śmiertelną wrogość."

    We Francji powiadają w takim kontekście, "czas puścić w ruch gilotyny" i nie mają apetytu na ciastka zamiast chleba. W Rosji mówią "trzeba obudzić Stalina".

    Ale nasi pseudo-arystokraci wierzą, że czerń można spacyfikować na zawsze. Może i można, ale czy w takim świecie chcemy żyć?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031