Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1169 postów 575 komentarzy

Bóg-Imperator Klimatu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Co zabawne – „zmiana klimatyczna” jest przecież obowiązującą doktryną mediów, pop-kultury i polityki już od dobrych nastu lat.

Koncept ten wykłada się w szkołach, jest niemal jedynym obecnym w mediach, wyziera z mnóstwa hollywodzkich produkcji. A przede wszystkim uniwersalnie uzasadnia rozliczne socjal-ekonomiczne eksperymenty i ruchy inżynierii społecznej wszystkich niemal rządów na świecie, co obserwujemy ZWŁASZCZA w ramach COVIDpolityki. Ale mimo tak wszechpotężnej i wszechobecnej dominacji - ludowi wyznawcy są nadal zindoktrynowani na „Och, ach, czemuż NIKT NIE ZAUWAŻA jak olbrzymim problemem jest zmiana klimatu!”. Główna, w praktyce już niemal monopolistyczna światowa ideologia (bo drogą eliminacji konkurencji już nawet nie doktryna) - nadal ma pozostawać „nonkonformistycznym głosem kontrkultury”. Oto genialność PR-u klimatycznego, mimo całej jego topornej infantylności...

 

Wielkie STOP

 

Banalny koncepcik, mający pokryć propagandowo wymyśloną jeszcze w latach 70-tych, choć wówczas utopijną wizję wykreowania nowych centrów energetycznych poza dominacją ropy, węgla i gazu, uzasadniając jakoś niewyobrażalne koszty i niską wydajność energetyczną takiej przemiany - żyje już własnym życiem, a „pandemia” wygląda jak zaledwie próba/okazja do przyspieszenia wdrażania „agendy klimatycznej” pod osłoną rządowo-„sanitarnego” zamordyzmu.

 

Tak, klimatyzm faktycznie JEST najważniejszym zjawiskiem na Ziemi. Nie tylko bowiem uzasadni i usprawiedliwi zmiany cywilizacyjne na niespotykaną w takim tempie skalę. Nie tylko doprowadzi do zmian w kierunkach realokacji zasobów, ale także dokona wyczynu dotąd w historii ludzkości nieznanego: przy użyciu metod technologicznych (osłoniętych, jak wspomniano, inżynierią społeczną i omnipotencją polityczną zmierzającą na skróty do totalitaryzmu) wprowadzi postęp w ślepą uliczkę, z której nie będzie łatwej ucieczki wobec zaprogramowanej niewydolności energetycznej systemu gospodarczego świata. Po wiekach, tysiącleciach rozwoju - nadchodzi era planowanej stagnacji. Ziemio, śpij. Człowieku - zatrzymaj się. Oto przed nami Wielkie STOP.

 

I oczywiście nazwanie tej operacji dochodową dla niektórych - to pomylenie piramidy z dziecięcym klockiem...

 

Złota Droga

 

Złośliwi mówią, że żyjemy w świecie fantastyki antynaukowej. Dziejąca się na naszych oczach cywilizacyjna przemiana, uczynienie cnoty z regresu, bynajmniej zresztą nie wiodącego do rozwiązań reakcyjnych, o których śnią utopijnie przezacni skądinąd ekologiści z kręgów tradycjonalistycznych – nie miała więc sobie rzeczywiście równych, ani nawet podobnych w historii ludzkości. Nawet bowiem prawdziwe i urojone wieki ciemne, okresy zapomnienia osiągnięć poprzednich epok – wywoływane były czynnikami naprawdę ZEWNĘTRZNYMI, przeważnie wojnami, upadkami imperiów, w pewnej perspektywie oczywiście także przemianami środowiska, w tym i klimatu. Były to jednak ich NASTĘPSTWA, przeważnie ponure – nie zaś z góry zaplanowane i z obłąkaną premedytacją realizowane scenariusze. Co nie znaczy, rzecz jasna, że takowych nie tworzono – tyle, że na potrzeby… filmu i literatury.

 

Już wiele lat temu uznany autor (nb. m.in. właśnie fantastyki) i teoretyk kultury, Roberto Quaglia sformułował tezę, że poziom akceptacji czy raczej bierności społecznej wobec inżynierii cywilizacyjnej rośnie i jest wynikiem m.in. permanentnego oswajania gatunku ludzkiego z najbardziej nawet absurdalnymi i szokującymi projektami, przedstawianymi w filmach, powieściach, komiksach, grach itd. M.in. dlatego niemal żadnego oporu nie budzi i śmieszno-straszna otoczka pandemii, stąd także tak wielki triumf ideologii klimatyzmu. Czy jednak znamy przykłady podobnego imprintowania nam prawdziwego mega-resetu na globalną, być może wręcz epokową skalę? Oczywiście. Jednym z najbardziej znanych (przynajmniej w czasach, gdy czytano jeszcze teksty dłuższe niż 600 znaków…) scenariuszy takiego właśnie procesu – jest cykl Franka Herberta o Diunie, a zwłaszcza jego najbardziej programowo-ideologiczny tom, powieść „Bóg-Imperator Diuny”. Nie streszczając całości (zbyt złożonej dla kogoś, kto choćby nie otarł się o ten kawałek literatury) należy przywołać sformułowaną tam koncepcję Złotej Ścieżki, the Golden Path. Także dlatego, że sami znaleźliśmy się na jej przeniesieniu w świat rzeczywisty…

 

Oto w 24-tym tysiącleciu ludzkość po wiekach eksploracji gwiazd, wojen i odrzucenia przynajmniej części szczególnie groźnych elementów postępu technologicznego – od 10.400 lat w żyje w ramach galaktycznego imperium, o złożonej strukturze oligarchiczno-feudalnej, kierowanej niejawnymi układami i grą sił głównych ośrodków. System mimo wewnętrznych wstrząsów – jest całkiem stabilny, choć pomniejszym jego widzom co bardziej widowiskowe zdarzenia mogą przesłaniać organiczność rozwiązania całości. Ta zaś funkcjonuje w oparciu o element wykraczający poza rangę zwykłego surowca – Przyprawę, zarówno faktycznie umożliwiającą podróże międzygwiezdne, będąc zatem największą wartością wymierną, jak i absolutnie niezbędnym elementem funkcjonowania duchowości i świata pozazmysłowego, konstytuujących cywilizację i jej system organizacji. Stan taki trwa do pojawienia się kogoś uważanego za Mesjasza, realizującego coś  pomiędzy wybuchem rewolucji a puczem, słowem – szeregu całkiem nieistotnych zdarzeń wypełniających pierwsze dwie części cyklu. Najważniejsza jest bowiem wspomniana powieść trzecia. W niej bowiem pokazana, a następnie wyłożona jest Zmiana prawdziwa, cywilizacyjna. Po okresie politycznych przepychanek trwa bowiem panowanie Leto II – Boga-Imperatora, hybrydy człowieka i gigantycznego czerwia pustyni (megastworzenia swym cyklem ewolucyjnym związanego z powstawaniem Przyprawy). Dawne frakcje, podziały, grupy interesów, wielkie rody, korporacje i gildie niby istnieją, niby próbują kontynuować dawne gry – ale nie ma to wielkiego znaczenia. Na 3.500 lat zapanował bowiem planowy ZASTÓJ. Złota Droga Imperatora, oparta o hydrauliczne regulowanie dostępu do jedynego istniejącego surowca i tylko w jednym celu. Unieruchomienia ludzkości. Zanudzenia jej niemal. Przyzwyczajenia, że jak niezmienna jest władz Leto, jak niepotrzebny jest jakikolwiek ruch, tak kolejna zmiana jest po prostu niemożliwa, i to niemal biologicznie, fizycznie, Bóg-Imperator jest bowiem prawie niezniszczalny, a zasób Przyprawy zależny całkowicie od jego woli i (jak się uważa) nieodnawialny. Ludzkość (bo mimo mutacji to wszak nadal ludzkość) jest unieruchomiona na każdej płaszczyźnie – fizycznego ruchu, stanu umysłów, stanu duchowego. I jest w tej stazie absolutnie niemal i właściwie powszechnie przeszczęśliwa!

 

Oczywiście jednak w powieści Złota Droga okazuje się nie być celem, a jedynie środkiem wymuszenia ewolucji człowieka. Leto (a wcześniej jego ojciec, Paul Atryda) dostrzegali bowiem więcej niż inni. Przede wszystkim zarodki degeneracji i stagnacji prawdziwej, bo dobrowolnej i już nieodwracalnej rozwijające się w ramach poprzedniego, „normalnego” systemu. Atrydowie zrozumieli, że ludzkość zawieszona jest na wahadle między rozkładem, dekadencją, degeneracją pozbawiającą woli przetrwania – a chaosem, wojną wszystkich ze wszystkimi, również prowadzącymi finalnie do rozpadu i dekoherencji. Trzy i pół tysiąclecia wygaszenia przymusowego, odgórnego, choć również odpowiadające ogółowi – ma jednak wyzwolić przemiany w jednostkach, oduczyć je ślepej wiary w charyzmatycznych przywódców, nauczyć prawdziwej defensywy umysłów, a przede wszystkim dać uczucie tak wielkiego zduszenia i ściśnienia, by zaplanowany, choć z zewnątrz nagły koniec Złotej Drogi wyrzucił ludzkość niczym eksplozję życia ku gwiazdom, bez ograniczeń starych technologii i umarłych jeszcze przed Imperatorem ideologii.

 

No, ale to to przecież tylko książka. Tak, już nas wprowadzono na naszą własną Złotą Drogę. Tak, następuje przesunięcie centrów zasobów, a kontrola nad nim – da władzę absolutną. I tak, dojmującym tego przejawem będzie, a właściwie już jest bezruch, bierność, staza, których niewielkiej tylko próbki doświadczyliśmy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy i które będą nam zapewne fundowane znów i znów. Nieważne – z kolejnymi „falami” i „wariantami”, jakąś nową „pandemią” (najlepiej odzwierzęcą i przenoszoną w wodzie, by kontrolować zasoby najważniejsze: pożywienia i napoju), czy ostatecznie (?) zapewne na czele z Bogiem-Klimatem. Ale inaczej niż Leto II – nikt tego przecież nie robi, by ustrzec nas przed dekadencją, rozkładem i nadmiarem współczesności, by skumulować nas do wybuchu w Kosmos, do rozwiązania problemów Ziemi, ku nowym wzywaniom. Chodzi tylko, by zachodząca entropia dokonywała się w ściśle kontrolowanych i przynoszących dochody na miarę (upadku) cywilizacji warunkach.

 

Delabouryzacja

 

Najważniejszymi pytaniami, definiującymi właśnie kontrolowalność zachodzących przemian pozostają zatem: Co robić z nieprodukcyjną masą ludzką? Czy i jak należy utrzymywać konsumpcję i związany z nią obrót pieniądza? A zwłaszcza czy możliwy i zasadny jest wykładniczy wzrost dostępności dóbr, umacniający powszechne przekonanie o życiu w najlepszym w dziejach okresie ludzkości/Zachodu? Wszystkie zaś te zagadnienia sprowadzają się do kwestii ceny. Jak dotąd – rozumianej przede wszystkim geoekonomicznie i płaconej poprzez obszarową deindustrializację i przeniesienie produkcji, rozpatrywane jako naturalne następstwo globalizacji. Problem polega jednak na tym, że następnym krokiem musi być właśnie planowany regres, odejście od postępu technicznego i stopniowa delabouryzacja ludzkości. 

 

Mało kto już dziś pamięta, że wg pierwotnej, naturalnej interpretacji mitów religijnych, ze szczególnym uwypukleniem chrześcijaństwa – praca niemal zawsze traktowana była jako kara, jako stan zła, ciężaru i umartwienia, podczas gdy za błogostan człowieka zgodnie uznawano… nieróbstwo. I działo się tak nawet w kulturach poza tym codziennie promujących wysiłek jednostek, czy to dla sukcesu indywidualnego, czy zbiorowego. Za oznakę, by nie rzec cel postępu – równie zgodnie uznawano więc stopniowe ograniczanie konieczności pracy, przez całe epoki cywilizacyjne wierząc i mając nadzieję na stan, w którym człowiek pracować nie będzie już musiał. Najpierw – obarczając tym brzemieniem zdehumanizowaną część ludzkości (np. niewolników czy przedstawicieli ludów nierozwiniętych), następnie zaś tworząc maszyny i programy zastępujące homo faber

 

Przeczucie, że przeznaczeniem człowieka jest bierność absolutna, sankcjonowania odstąpieniem od pracy, archetypicznym „powrotem na palmę” – towarzyszyło nam właściwie zawsze. Odkąd zaś ten wariant roztrząsano (co też dawało pokoleniom szansę na wymiganie się od zajęć konkretniejszych) – zastanawiano się też czym w ludzkim żywocie zastąpić pracę. Tyleż nienawistną, co uważaną wszak za konieczną, choćby dla stabilności emocjonalnej i umysłowej naszego gatunku. Zwłaszcza w ostatnich dekadach rozważania te straciły swój rys utopijności, a nawet zaczęły wyrażać się w całkiem konkretnych projektach a to skracania czasu pracy (najpierw w ciągu dnia, potem także w wymiarze tygodniowym), a to uniwersalnego dochodu podstawowego albo negative income tax, a to wreszcie w wizjach utrzymywania i opłacania nieproduktywnych form ludzkiej aktywności, w rodzaju sportu i różnych hobbies uprawianych czysto dla przyjemności i satysfakcji jednostki. 

 

Projekt likwidacji pracy jest opracowywany (w każdym razie naukowo) od co najmniej dekad, a pionierem jego analizy na gruncie polskim był jeden z najwybitniejszych post-marksistów, prof. Adam Schaff. Jego wizja humanizmu ekumenicznego, czyli swego rodzaju chrześcijańskiego socjalizmu opiera się właśnie na założeniu, że wraz z zanikiem najemnej pracy – nastąpi i koniec znanego nam kapitalizmu, jako systemu opartego właśnie na pracy tej wyzysku. Niestety jednak, ponieważ mamy nieszczęście (choć z obserwacyjnego punktu widzenia raczej właśnie szczęście…) żyć w czasach, gdy przemiana taka faktycznie ostatecznie następuje – możemy zauważyć, że przebieg zdarzeń nie potwierdza wiecznie optymistycznego światopoglądu prof. Schaffa. A nawet przeciwnie – rację ma jeden z jego najbystrzejszych życzliwych krytyków, prof. Andrzej L. Zachariasz, widzący w obecnych procesów nie tyle finał dziejów, co ich powrót do schematów znanych choćby ze starożytnego Rzymu, z jego pracą niewolniczą (docelowo wykonywaną przez roboty i automaty), bardzo nieliczną klasą krezualizowaną i całą resztą funkcjonującą we względnej stabilności życiowej, ale całkowicie biernie, niczym rzymscy prole wyczekujący na rozdawnictwo ziarna i oliwy pomiędzy kolejnymi igrzyskami. Systemem politycznym najlepiej oddającym ten układ zależności klasowych – byłby zaś dotychczasowy liberalizm, tyle tylko, że odrzucający już zbędny demokratyczny pozór i jawnie totalitarny

 

W scenariusz taki wpisują się znakomicie zarówno klimatyzm, jak i ostatnie kilkanaście miesięcy polityki i gospodarki COVIDowej, które nadzwyczajnie przyspieszyły przemiany zasygnalizowane i zgłaszane już wcześniej. Dość wspomnieć, że normalną praktyką w mgnieniu oka stało się coś absolutnie niewyobrażalnego jeszcze przed dwoma laty – powszechne płacenie za… powstrzymywanie się od pracy, nie zaś za pracę, choćby zbędną. Już jakiś czas temu udało się wyeliminować czynnik w jakimś stopniu zdolny oddziaływać na proces transformacji, tj. samoświadomą klasę robotniczą. Bieg zdarzeń potwierdza też, że delabouryzacji towarzyszy nie tylko coraz bardziej rozpaczliwe poszukiwanie innych form aktywności przez tę część ludzkości, która odkrywa, że lenistwo nie jest stanem tak błogosławionym, jak jej się wydawało. Alternatywą dla pracy najemnej okazuje się bowiem m.in.… najemnictwo, służba w szeroko rozumianej ochronie (także fizycznej) elit, a więc nie obiecywane nam przez utopistów zniwelowanie, lecz utrwalenie podziałów społecznych i to równie trudno przekraczalnych i możliwych do obalenia, jak w przededniu powstań niewolniczych w starożytnym Rzymie. 

 

Neo-luddyzm nie jest odpowiedzią

 

Nasze szanse i możliwości oporu przed taką formą transformacji (nawet, gdybyś w jakiejś policzalnej grupie faktycznie chcieli stawiać opór…) – odpowiadają w przybliżeniu perspektywom XIX-wiecznych luddystów. Oni też mniej więcej kojarzyli zagrożenie związane wówczas z rozwojem środków produkcji, a docelowo z niesioną przez nie zmianą cywilizacyjną. Jednak nasza absencja szczepionkowa, odrzucenie technik porozumiewania się czy rozpaczliwe trzymanie się ogłaszanych anachronicznymi form transportu. Ba! Upieranie się przy samym przemieszczaniu i pracy w czasie, gdy są one coraz bardziej passé - nosi wprawdzie znamiona buntu i rebelii, jednak z góry skazanej na ten sam finał, co niszczenie maszyn. 

 

Prawdą jest, że bardziej niż kiedykolwiek odczuwamy jak technologia nas kontroluje, lecz alternatywą nie może być brak technologii. Popierając takie podsuwane nam „rozwiązania” sami bowiem pozbawiamy się szansy na stworzenie i użycie przeciwbroni wobec omnipotencji systemu, opartej właśnie o przewagę techniczną. Nawoływanie do detechnologizacji - to krzyk tych Indian zapowiadających, że skoro mordują ich karabinami, więc tym bardziej bronić się będą tylko za pomocą strzał i noży. Powrót do szczęśliwej chatki ulepionej z g... w lesie - to zgoda na internowanie w skansenie, to dobrowolne zamknięcie się w rezerwacie, a więc tam, gdzie i tak chcą trzymać wszystkich nieprzystających do nowego wspaniałego świata. Paradoksalnie, ale dziś znakiem oporu przeciw postępowi, okazuje się… kurczowe trzymanie jego zdobyczy: industrializmu, pracy najemnej, energożerności, techniki, nawet motoryzacji Bardziej antysystemowy jest dziś Stachniuk niż DoboszyńskiBelloc Chesterton. Co nie zmienia też jednak faktu, że opór jest bardziej objawem zdrowia psychicznego i higieny emocjonalnej niż realną szansą odwrócenia trendu. 

 

Wraz z klimatyzmem, COVIDem, całym tym bagażem przyspieszającej transformacji – już jesteśmy bowiem na Złotej Drodze, w Świecie Harlana, w realiach znanych z tylu dystopii. I będziemy mieć mnóstwo czasu, by przemyśleć jak się tu znaleźliśmy – i żadnej chęci, by to w ogóle rozważać. Choć przecież nie będziemy mieli niczego lepszego do roboty…

 

Konrad Rękas

Xportal.pl

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • 5*!
    Ciekawy jestem Pańskiej opinii na takie tematy:
    https://www.youtube.com/watch?v=3njGbWOP_mw -Globalna klęska głodu realna?
    https://www.youtube.com/watch?v=ZpsLBAVp17w -Koniec hodowli zwierząt?
    Uważam, że warto obejrzeć.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • 5 za wstep z nawiazaniem do swiata "Diuny".
    Choc bez wytlumaczenia, dlaczego Przyprawa i jaka byla rola Bene Geserit.
    Swiat stworzony przez Herberta jest wynikiem wojen wewnetrznych oraz Dzihadu Butlerianskiego.
    Gdy faktyczni rebelianci- ludzie wystapili przeciw terrorowi ludzi- maszyn.
    Odrzucili dotychczasowa technologie.
    Zarowno kosmiczna jak i zbrodnicza biomechaniczna.
    Tak jak to co probuje sie nam zrobic, byla zrodlem zla.
    A nieudoskonaleni biomechanicznie niewolnikami oraz zrodlem czesci zamiennych.
    Znamienna jest rola zakonu DobryJezu czyli
    zenskiej kontynuacji Jezuitek.
    Zajmujacej sie ksztalceniem spadkobierczyn tradycji i pamieci.
    Oraz wplywaniem na rody ksiazece i krolewskie przez dobor kandydatek na Malzonki.
    System o ktorym pisze Autor notki jest bodaj najwiekszym i najkompletniejszym Uniwersum w dziejach nie tylko SF ale lit. swiatowej.
    Podobne, choc mniejsze Uniwersum zbudowal Tolkien.
  • Fajna utopia, gdy zaczynałem swą działalność "literacką" przed dokładnie 50 laty, to imponowały mi Chiny Ludowe Mao Tse Tunga
    https://m.neon24.pl/85978db9e874a850f2dafbdcf88db048,14,0.jpg

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/Kultura-2.jpg

    Wtedy w Chinach dominował super-kolektywizm, każda wieś miał swoją mini-hutę z wytopem niskiej jakości żelaza, w ciągu dnia posiłki wszyscy mieszkańcy wsi wspólnie konsumowali. I aby ZNISZCZYĆ rodzącą się oczywiście i wtedy "komunistyczna burżuazję", Mao zorganizował Wielką Kulturalną Rewolucję, w której poległo coś z 50 mln Chińczyków - bez zresztą większego uszczerbku w liczbie mieszkańców, wtedy już blisko miliardowej Chińskiej Republiki Ludowej.

    I najbardziej mi zaimponował fragment historii cesarskich Chin, gdzieś koło roku 1500, gdy chińska, nawet nie arystokratyczna ale MERYTORYCZNA elita "mandarynów", stwierdziła że rozpychanie się Imperium Środka nie tylko w Azji Południowej ale i w szczególności w Afryce (popierane przez tzw. "stronnictwo cesarskich eunuchów") jest sprzeczne z konfucjańskim ideałem społecznym. Na rozkaz cesarski najlepsza podówczas na świecie flota żaglowa dżonek została w portach spalona, Chiny wycofały się z podbojów kolonialnych - co dopiero w całe 340 lat później przyczyniło się do tego, że samo to Niebiańskie Imperium zamieniło się, na następne 109 lat, w półkolonię nie tylko zachodnich "ŻEGLARSKICH" mocarstw, ale i "NAZIEMNEGO" rosyjskiego caratu.

    I czy nie warto zacząć kombinować, by tego "konfucjańskiego pomysłu na przyszłość" nie reaktywować w skali oczywiście globalnej, w nadchodzących DZIESIĘCIOLECIACH CHIŃSKIEGO WIEKU XXI?

    patrz //INWAZJA KASTRATÓW („Aneks”, 1974)//

    https://zakop999pl.neon24.pl/post/149498,inwazja-kastratow-aneks-1974

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/06/Unia-Nie-Rob%C3%B3w-2.png
  • @brian 18:27:01
    Sprawa majaca bodaj kluczowy wplyw na rozwoj oraz mozliwa ekspansje Ludzkosci.
    Szalencza pogon za chocby zbrodnicza wladza absolutna.
    Oraz ukrywanie nowych i blokowanie starych technologii, patrz wyzej.
    Tudziez szalony(nakrecany przez "falszywych przyjaciol z zewnatrz?) ped do militarnego Armaggedonu.
    I zrobienia miejsca dla...?
  • Dżihad Butleriański
    Tak, analogia z DżB też jest mocno sugestywna, choć należy zauważyć, że przecież nie zatrzymano za jego pomocą postępu, a jedynie inaczej go ukierunkowano, ucinając główną dotąd linię technologiczną.

    W naszym przypadku zaś wprawdzie sugeruje się, że mamy do czynienia z jakąś alternatywą - to w istocie okazuje się ona pusta, tzn. nie mam wizji Nawigatorów zamiast silników spalinowych, próżno też wyglądać mentatów. Stąd właśnie silniej nasunął mi się (anty)Leto II...
  • @chart 23:09:35
    Ja natomiast mam wredne skojarzenia.
    1)Sposób uzyskania Przyprawy przez utopienie Czerwia.
    Czyli przez niejako przejęcie jego siły życiowej.
    W podobne praktyki dziś wierzy się w krajach Dalekiego Wschodu.
    2)Głęboko pod powierzchnią pustyni znajduje się gigantyczny ocean wody.
    Dla interesów Gildii nikt nie chce go wydobyć by ożywić pustynną planetę.
    A Czerwie hodować gdzie indziej.
    U nas tez mamy pokłady minerałów i metali ziem rzadkich.
    Nikt nie odważa się ich ruszyć.
    Bo byłoby to naruszeniem interesów ruskich i amerykańskich.
    Dać takim Polaczkom nieprzebrane bogactwo?
    Niech lepiej się duszą.

    A co do samej dyskusji, dziękuję.
    Podejrzewam że niewielu z nas zna Uniwersum Diuny

    https://pm1.narvii.com/7030/fb1151b54fc06848e3fd659b3bd233161325ea6ar1-1024-1649v2_hq.jpg
  • "Bóg-Imperator Klimatu"
    ----------------
    Dlaczego to światowy, czarci pomiot nie miałby wykorzystać cyklicznych zmian klimatu?
    Depopulacja niejedną ma twarz. Po prostu czarci pomiot boi się rosnącej demografii wśród ludzi - więc blokuje ją na tysiące sposobów - włącznie z tzw. ekologią, która w istocie przynosi odwrotny skutek - od zamierzonego.
    Na koniec - ponadto komunę poznać po produkcji bubli. Obecne produkty to swoiste buble - ponieważ po stosunkowo krótkim czasie ich funkcjonowania - odmawiają one posłuszeństwa - bo tak są obecnie zaprogramowane. Naprawiać też ich w przeważających przypadkach się nie opłaca.
    Wniosek?
    To ludzie musza na Ziemi wziąć sprawy w swoje ręce - bo obecnie czarci pomiot zwyczajnie tych ludzi hoduje tak - aby na określonym terenie zwyczajnie zasrali całą Ziemię - niszcząc na niej wszystko do zera. Jest to szatański plan zniszczenia Ziemi przez Szatana za pomocą umiłowanego przez Boga człowieka. Lekarstwem na to nie jest depopulacja a ubezwłasnowolnienie przez ludzi czarciego pomiotu - bo w tej chwili jest odwrotnie.
  • @Berkeley72 18:43:18
    Kto w młodości nie był komunistą?
    Ale żeby na starość nim być to już nie tylko przesada, to idiotyzm.
  • @demonkracja 08:50:24
    "Dlaczego to światowy, czarci pomiot nie miałby wykorzystać cyklicznych zmian klimatu?"-

    - och, wyjątkowo zatwardziali staruszkowie zawsze umieli "kierować" tłumem. Wystarczy sobie przypomnieć scenę "zaćmienia Słońca" z Faraona. Zdaje się, że znajdujemy się w poprzedzającej fazie.

    Ale kto nie chciałby zostać "zatwardziałym staruszkiem"?
  • @JimA 09:48:28
    Ja, ja nie byłem, a na starość jestem .... "idiotą".
  • @demonkracja 08:50:24 Tu przynajmniej raz się zgodzę z "demonkratą" Przyszłość Planety zależy od zakończenia nowej Zimnej Wojny
    Cytuję z szerszego opracowania "L'avenir de notre planète dépend de la fin de la nouvelle guerre froide"

    Par Kenny Stancil, Common Dreams.
    10 juillet 2021

    https://www.commondreams.org/news/2021/07/08/45-groups-say-future-our-planet-depends-ending-new-cold-war-between-us-and-china

    https://www.commondreams.org/sites/default/files/styles/banner_image_1x_lg/public/2021-07/biden-kerry-jinping.jpg

    //Stany Zjednoczone, które są znacznie bogatsze niż Chiny, są największym w historii trucicielem CO2 – odpowiedzialnym za oszałamiającą jedną czwartą wszystkich emisji od początku rewolucji przemysłowej. Historyczne emisje w Chinach są o połowę mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych, a emisje na mieszkańca w Chinach są o połowę mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych.

    Zarządzany spadek światowej produkcji paliw kopalnych – ze sprawiedliwą transformacją dla pracowników, społeczności i krajów zależnych od gospodarki opartej na paliwach kopalnych – jest koniecznością rozwiązania kryzysu klimatycznego. Kroki, jakie każdy kraj podejmuje w celu rozwiązania tego globalnego kryzysu, powinny być współmierne do historycznej odpowiedzialności i bogactwa. Innymi słowy, Stany Zjednoczone mogą i muszą zrobić znacznie więcej niż Chiny, jeśli świat ma sprawiedliwie utrzymać kurs ograniczający globalny wzrost temperatury do 1,5 stopnia Celsjusza.
    (…)
    Niestety, amerykańscy politycy od dawna robią z Chin kozła ofiarnego jako wymówkę, by uniknąć globalnych zobowiązań klimatycznych. Od amerykańskiej odmowy przyłączenia się do Protokołu z Kioto po wysiłki zmierzające do rozwodnienia porozumienia paryskiego, demonizacja Chin przez Stany Zjednoczone zawsze była główną przeszkodą dla postępu w globalnych rozmowach klimatycznych.

    Stany Zjednoczone wydają obecnie więcej na swoją armię niż kolejne 10 krajów łącznie, zgodnie z National Priorities Project w IPS. Co więcej, niedawna analiza przeprowadzona przez Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem w Sztokholmie wykazała, że ​​podczas gdy budżet wojskowy Chin wzrósł w zeszłym roku o 1,9%, wydatki wojskowe USA w 2020 r. były o 4,4% wyższe niż w 2019 r.

    „Od początku pandemii Stany Zjednoczone wykorzystywały pakiety pomocowe, aby przelać pozornie nieograniczone kwoty pieniędzy do budżetu wojskowego, ale starają się (nie) wnieść choćby symboliczny wkład w rozwój infrastruktury klimatycznej na skalę krajową” – powiedział Dany Sigwalt. współdyrektor wykonawczy Power Shift Network. „... kiedy wychodzimy poza napięcia aby forsować globalne rozwiązania klimatyczne, które mogą nas wszystkich uratować przed czekającym załamaniem klimatu, nienawiść z Chinami jest poza czasem”. Itd.//

    Czyli jak przed 20 laty, masowemu przesunięciu, zużywających gigantyczne ilości paliw płynnych, dywizji USA do Afganistanu, towarzyszyło hasło WOJNA ZE ŚWIATOWYM TERROREM!, tak obecnie USA zaczynają głosić doktrynę WOJNY O SCHŁODZENIE KLIMATU z IMPERIUM ŚRODKA, które zatruwa świat swą produkcją przemysłową...

    Byle tzw. BIZNES się kręcił nadal.
  • @interesariusz z PL 11:04:03
    Hmm, no cóż... po tylu doświadczeniach totalitaryzmów, jeśli Pan jest za, no to chyba tak. :)
  • @Berkeley72 11:07:05
    "Przyszłość Planety zależy od zakończenia nowej Zimnej Wojny"-

    - :))) Nadal chcecie, zwięźli, zajadli i zawzięci staruszkowie, komukolwiek wmówić, że toczy się jakaś wojna? Zimna, ciepła czy gorąca? Obudźcie się! Nikt normalny w te wasze bajdy nie wierzy! Dość tego cynizmu i farsy. Po prostu: WYPAD!

    PS. Czy zrozumiałeś przekaz, Berek Ley?
    PS2. Nie, bez, na razie odstąpię.
    PS3. Uprzejmie proszę nie wprowadzać czytelników w błąd, czyli zaprzestać uporczywego manipulowania. Możesz?
  • @JimA 13:12:37 Nadal chcecie, zwięźli i zawzięci staruszkowie, komukolwiek wmówić, że toczy się jakaś wojna? Zimna, ciepła
    A na granicy z Białorusią, obecna Litwa (UE) NA GWAŁT buduje ZASIEKI z podwójnych zwojów drutów kolczastych, ISTNY NOWY MUR BERLIŃSKI aby się odgrodzić od mini-Imperium Zła ze stolicą nad Świsłoczą.

    Połączenia lotnicze UE z Mińskiem już wcześniej zostały zerwane, brakuje tylko zapór przeciwczołgowych przygotowywanych na wjazdach do tego ZADŻUMIONEGO, nie kontrolowanego ani przez MFW, ani NATO mini-kraju. (Z "demokratycznie wybranym rządem" chwilowo w jakimś trzygwiazdkowym hotelu w Wilnie, oraz ambasadorem USA też chwilowo tamże.)

    I nie jest to wojna?
  • @Berkeley72 13:59:25 Nn i od zabójstwa prezydenta Haiti zaczęła się GORĄCA wojna
    Proszę popatrzeć co zaczęło się dziać jednocześnie na Kubie, Wenezueli, Nikaragui... To jest atak na Chiny - no i polscy "antyszczepiennicy" w nim AKTYWNIE uczestniczą
  • Czyli pora na bunt.
    Przebudzenie z konsumpcyjno- mechanicznego snu(patrz Kraftwerk "We are the robot's") o dobrobycie.
    W cenie sprzedania swego "ja".
    Kto poruszy miliardy.
    Jaka Irene Butler?
  • @brian
    https://www.youtube.com/watch?v=okhQtoQFG5s

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031