Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 332 komentarze

Delimitacja – słowo klucz?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Inguszetia z Czeczenią, Kirgistan z Uzbekistanem – choć upłynęło blisko ćwierć wieku, ostateczne ustalenie przebiegu granic odziedziczonych po ZSSR, jest wciąż zadaniem palącym tak dla suwerennych republik post-sowieckich, jak i podmiotów Federacji.

 

Roszczenia terytorialne Czeczenii wobec Inguszetii obejmują blisko 1/3 obszaru republiki, a spór trwa niemal nieprzerwanie od 10 lat, odnosząc się do decyzji granicznych jeszcze z lat 30-tych. Obecnie przyspieszenie negocjacji obiecał inguszecki przywódca, Junus-Bek Jewkurow – jednocześnie jednak odrzucając żądania ponowione w 2012 r. przez prezydenta Ramzana Kadyrowa. - Pracujemy nad wytyczeniem granicy między naszymi republikami. Odpowiednie dokumenty po przeredagowaniu poza naszą komisję rządową, przesłaliśmy już do Administracji Prezydenta Federacji Rosyjskiej, przedstawiciela prezydenta w Północnokaukaskim Okręgu Federalnym Aleksandra Chłoponina oraz stronie czeczeńskiej – zapowiedział Jewkurow. Dodał przy tym jednak, że „w Inguszetii nie mamy spornych problemów. Wiemy, że żyjemy na swoim terytorium, pracujemy na swojej ziemi, na niej stawiamy swe domy i fabryki” – górnolotnie podkreślał prezydent. Przechodząc do konkretów – oznacza to po prostu, że Jewkurow nie widzi możliwości oddania Czeczenii spornego rejonu sunżeńskiego. Z tego zaś wynika – że (tak, jak się zapowiadało od dłuższego czasu) rola rozjemcy w tym sporze przypadnie Kremlowi, który będzie mógł zastosować ulubioną zasadą „rządzenia i dzielenia”. Z drugiej jednak strony – wymusi to na Moskwie konieczność opowiedzenia się za jedną z republik – być może w ramach opisywanych przez nas niedawno propozycji szerszych zmian granicznych na Kaukazie. Ostatecznie jak by nie rozstrzygnięto – i tak przecież spierać się dalej będą Czeczeni z Inguszami. A rozstrzygać dalej będzie Kreml.

 

Z kolei w granicznym sporze kirgisko-uzbeckim Rosja nie ma jak zająć aż tak wygodnej pozycji, co nie znaczy jednak, że nie odniesie dyplomatycznych korzyści w związku z rozpoczętymi właśnie rozmowami między Biszkekiem a Taszkentem. Jak przyznał wicepremier ds. bezpieczeństwa, Kirgistanu Szamil Atachanow – spory o przebieg granicy tej republiki z Uzbekistanem datują się co najmniej od 1925 r. (czyli podziału doby sowieckiej) i dotyczą aż 58 obszarów i odcinków, w tym enklaw i eksklaw. Dotychczas Taszkent zignorował już dwa wnioski dotyczące zaproszenia do stołu rozmów – jednak dłużej prezydent Karimow raczej nie będzie się mógł uchylać od negocjacji. A sprawa nie jest błaha. Na 1.378 km granicy kirgisko-uzbeckiej - jedynie 1.007 km jest w sposób bezsporny wytyczone w terenie.

 

Obie strony na razie więc ustaliły, że... rozmawiać będą. I obie też na wszelki wypadek na swój sposób rozglądają się za wsparciem zewnętrznym. Biszkek – otrzymał je pośrednio z Moskwy. Duma umorzyła 188,9 mln dolarów kredytów zaciągniętych w 2005 r. i prolongował spłatę 300 mln dolarów pożyczki z 2009 r. Władze kirgiskie zdają sobie sprawę, że bez oparcia w Rosji – nie będą w stanie sporu rozstrzygnąć na swoją korzyść. Z kolei Taszkent – stara się w Waszyngtonie o przekazanie sprzętu wojskowego, co mocno współgra z frazeologią prezydenta Karimowa, który wojną straszy nagminnie wszystkich sąsiadów. Dla Amerykanów to jednak pewien PR-owski kłopot – Uzbekistan jest wprawdzie przedstawiany (wbrew wszelkim faktom) jako element stabilizujący w regionie, zaś konieczność jego dozbrojenia ma być formą przeciwdziałania transferowi fundamentalizmu islamskiego do Azji Środkowej – jednak już kryterium poszanowania praw człowieka nijak się do władzy Karimowa zastosować nie da. Oczywiście jednak należy wierzyć w kreatywność amerykańskich propagandystów. W końcu interes ich promotorów jest oczywisty – coś trzeba będzie zrobić z demobilem z Afganistanu, zamiast wieźć go z powrotem do kraju. „Obdarowanie” nim Uzbekistanu (zapewne w korzystnym kredycie) wydaje się w tej sytuacji najlepszym pomysłem – także w kontekście problemów z delimitacją granic.

 

Rosyjski pieniądz (i inwestycje) oraz amerykańska broń mogą – choć nie muszą – być ostatecznymi argumentami w sporach granicznych, nie tylko zresztą w Azji Środkowej. Sami zainteresowani od lat mają bowiem problem z rozstrzyganiem swych konfliktów we własnym gronie. A to jest to, co mocarstwa lubią najbardziej.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930