Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
804 posty 367 komentarzy

„Czy widzisz te gruzy...”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Monte Cassino. Z jednej strony zgrabnie rozegrana bitwa, dowodząca taktycznego talentu gen. Andersa. Z drugiej kwintesencja bezsensu form naszego udziału w tej wojnie na froncie zachodnim. Anglicy o takich przedsięwzięciach mówią: „useless but fun”.

 

 

Nie tylko zdobywaliśmy klasztor, który - jak się niemal jednocześnie okazało - spokojnie można było obejść, uzyskując ten sam cel strategiczny. W ten sposób przyłożyliśmy także rękę do symbolicznego zniszczenia obiektu emblematycznego dla kultury europejskiej przez nowego światowego hegemona i barbarzyńcę zarazem. A wszystko to czyniliśmy w sytuacji, gdy wojna na Zachodzie była już dla Polski praktycznie skończona, dla rządu londyńskiego i jego zaplecza - przegrana i w zasadzie nie pozostawało nic innego, niż szykować się do powrotu do kraju skazanego już na rządy komunistów i dominację sowiecką. Przykro to powiedzieć, ale ta bitwa była po prostu Polakom niepotrzebna. Tyle, że sobie gen. Anders uwił w końcu biały pióropusz...

 

Legenda Monte Cassino w polskiej świadomości siedzi mocno. Co więcej, faktycznie jest ku temu szereg przesłanek. Jak na bitwę stoczoną w zasadzie tylko ku pokrzepieniu serc – była stosunkowo tania, a co ważniejsze zwycięska, a więc przynajmniej optymistyczna, służąca kultywowaniu heroicznych cnót narodu bez zbędnej i szkodliwej martyrologii. Z drugiej jednak strony jednocześnie Monte Cassino służy też utrzymywaniu innych niezdrowych miazmatów charakteru narodowego, wyrażanych sloganami „Poland First to Fight” oraz „Le Polonais passe par tout!”, które obrażają inteligencję utrzymując, że ważniejsza jest sama walka i „przechodzenie wszędzie” niż sens i cel obu tych aktywności. Otóż prawda jest taka, że klasztoru wcale zdobywać nie musieliśmy – bo dowódca II Korpusu miał wybór czy podejmować się zadania uznanego za niemożliwe (tzn. zbyt kosztowne); nie musieliśmy – bo było już po Konferencji w Teheranie i jasnym wyrażeniu stanowiska przez rząd Churchilla w sprawie granic Polski i sytuacji powojennej (z dn. 12 lutego 1944 r.); wreszcie nie musieliśmy – bo Linię Gustawa można było obejść i przełamać inaczej, czego dowiodły działania Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego marszałka Alfonsa Juina. Słowem – walczyliśmy jak to Polacy – o chwałę i honor, czyli o nic.

 

Tak zresztą nasz udział w zdobywaniu klasztoru był też oceniany przez współczesnych, co może dziś wydawać się dowodem perfidii Zachodu, ale jest po prostu zwykłym objawem tego światowego aksjomatu, że każda pliszka swój ogonek chwali. W piątym tomie pamiętników wojennych Churchilla o Monte Cassino napisane jest m.in. tak: „Rankiem 18 maja miasto Cassino było ostatecznie zdobyte przez 4 dywizję brytyjską, podczas gdy Polacy wywiesili triumfalnie swoją banderę biało-czerwoną nad ruinami klasztoru. Jakkolwiek nie oni pierwsi tam weszli, odznaczyli się wspaniale w tym, co było ich pierwszą bitwą poważniejszą na terenie Włochi”. I tyle. Potem brytyjski premier zdobył się jeszcze na kilka zdawkowych komplementów wobec Polaków i Francuzów za ich udział w kampanii włoskiej. Żadnej więcej „nieśmiertelnej, międzynarodowej chwały” żołnierz II Korpusu nie zdobył – bo światowa polityka takim miodem dla uszu wprawdzie czasem posługuje się w swej propagandzie, ale przecież nie traktuje go poważnie.

 

Anders faktycznie chwały przysporzył sobie, zresztą czuł, że jest mu ona potrzebna jako temu, który uciekł przed Wehrmachtem ze Związku Sowieckiego w fałszywym przekonaniu, że Armia Czerwona już wojnę przegrała. Faktycznie też, na bazie Monte Cassino zaplecze polityczne generała ukuło po wojnie teorię „hetmanatu”, przywództwa „Zwycięskiego Wodza” na emigracji, w czym celowało zwłaszcza czasopismo „Orzeł Biały”, czy tacy teoretycy, jak np. uzdolniony publicysta Zdzisław Stahl. Faktycznie, ex-GISZ był np. dla Eisenhowera lepszym partnerem do pyknięcia sobie fotki na użytek Polonii przed wyborami prezydenckimi – bo i nie stał za nim krępujący „legalizm”, a i zdolności polityczne były godne oficera jazdy, a nie narodowego lidera. Słowem z tego, że sobie ów wytykany przez gen. Sosnkowskiego „biały pióropusz” Anders uwił – nic pożytecznego dla Polski nie wynikało.

 

Oczywiście sam Anders obronił się w polskiej świadomości. Przysłużyli mu się komuniści czyniąc z jego „powrotu na białym koniu” synonim końca swej władzy w Polsce, pomogła dancingowa nuta „Czerwonych maków”, wreszcie piękna i nobliwa wdowa, będąca już w III RP depozytariuszką pamięci po generale. Również białe mury klasztoru, spartański cmentarz u jego stóp, czy książka Wańkowicza zbudowały dowódcy II Korpusu pomnik, którego burzyć rzecz jasna nie ma sensu. Charyzma generała była zresztą niezaprzeczalna, skoro ulegały jej takie osoby jak o. Bocheński, piszący w swym wywiadzie-rzece: „Anders to dużej klasy, twardy dowódca. (…) Muszę powiedzieć, że z ludzi, których poznałem we Włoszech najbardziej mi zaimponował generał Anders. (…) Jako dowódca. Proszę sobie wyobrazić, że on potrafił w czasie bitwy spać. Był bardzo ceniony przez żołnierzyii”. Zakonnik posunął się zresztą tak daleko, że niedwuznacznie sugerował – ale bynajmniej nie potępiał uleganie przez Andersa zwyczajom wyższych brytyjskich dowódców, jak posiadanie haremu, organizację orgii i biesiadny, wielkopański styl władzy na Korpusem. Ciekawsze jest jednak co o. Bocheński napisał o samej bitwie: „Monte Cassino to była zresztą tania bitwa. Każda śmierć jest bolesna, ale co to jest tysiąc ludzi wobec strat w Warszawie. Jak dzieci w roku 2100 uczyły się będą historii, to z całej II wojny światowej zostaną tylko Monte Cassino i Powstanie Warszawskie, na jednej płaszczyźnie. Pod względem strategicznym bitwa była dość nieciekawa – użycie korpusu tak jak batalionu, czysto taktyczneiii”.

 

Ano właśnie, Monte Cassino choćby ze względu na skalę strat i fakt, że było operacją wojskową, a nie politycznie motywowanym eksperymentem na żywej, cywilnej tkance miasta – ma bez wątpienia wyższość na powstaniem anty-warszawskim. Nie oznacza to jednak, że bitwa ta miała więcej sensu, jest więc tym dziwniejsze, że stoczono ją pod dowództwem generała, który potem tak surowo potępił ruchawkę w stolicy.

 

Powtórzmy – fakt bankructwa polityki polskiej opartej na wiarę w sojuszników zachodnich był w maju 1944 r. oczywisty. Było już po konferencji moskiewskiej w październiku 1943 r., po Teheranie, a także po wkroczeniu Armii Czerwonej na przedwojenne terytorium II Rzeczypospolitej, do czego doszło 3/4 stycznia 1944 r. 8 dni później rząd sowiecki jasno wskazał jak traktuje ziemie przyłączone do swego państwa na podstawie „referendów” z 1939 r. 16 stycznia przedstawiając swój projekt odpowiedzi na deklarację Stalina – Churchill brutalnie wskazuje, że rząd JKM uważa za przyszłą „linię demarkacyjną” między Polską a ZSSR linię Curzona ze Lwowem po stronie sowieckiej, a przy okazji żąda rekonstrukcji gabinetu Mikołajczyka i uznaje prawo RKKA do organizowania na swoją modłę porządku na zapleczu frontu. Niestety, było już po meczbolu i tylko nam się wydawało, że gra jeszcze trwa. Inaczej mówiąc sytuacja wyglądała niczym w polskiej ekstraklasie piłkarskiej – niby jeszcze jakieś rozgrywki trwały, ale było już po spotkaniu prezesów klubów i układ tabeli został ustalony.

 

Czy wobec tego należało złożyć zabawki, bawić się w bunty, o których opowiadano w kantynach II Korpusu i które ponoć chodziły po głowach polskim dowódcom? Oczywiście nie, bowiem to również niczego by nie dało, utrudniając jedynie demobilizację i powojenne życie kombatantów. Z drugiej strony może jednak skłoniłoby to jeszcze więcej z nich do powrotu do kraju, zamiast bezcelowego i jałowego trwania na emigracji. Tak czy siak jednak opcja pro-zachodnia poniosła klęskę i była to tylko jedna z wielu porażek wynikających z faktu, że kolejne rządy polskie nie umiały wykorzystać znakomitej możliwości wynikającej z stnienia w tej wojnie dwóch ośrodków alianckich – waszyngtońsko-londynskiego i moskiewskiego. Ślepe trzymanie się tej pierwszej opcji, będącej dla Polski w istocie sojuszem egzotycznym i odrzucanie możliwości porozumienia z Sowietami (mimo cząstkowych sukcesów gen. Sikorskiego) – zaprowadziło sprawę polski w ślepy zaułek. I że sobie na jego końcu, przed samą ścianą urządziliśmy narodowe fajerwerki pt. „zdobywamy Monte Cassino” - to już naprawdę niczego zmienić nie mogło.

 

Polityki (w tym zwłaszcza wojen) – nie prowadzi się bowiem dla chwały, uznania świata czy potomnych, ani dla takich abstraktów jak „honor”. Jej celem jest przetrwanie, zwiększanie siły własnej, a więc i nie rozpraszanie się na takie pokazówki.  Nawet najładniejszej taktycznie. Jeśli bowiem PR tego wymaga, amunicję zawsze można znaleźć. Czesi mając jedną spacyfikowaną wieś nadali jej większy światowy rozgłos, niż my całej wygnanej i spalonej Zamojszczyźnie... Dobrze więc, że chociaż raz świętujemy wygraną bitwę, a nie jakieś poronioną klęskę zwaną „moralnym zwycięstwem”. Ale od pytań o jej sens – i udzielania surowych odpowiedzi, bynajmniej nas to nie zwalnia.

 

Konrad Rękas

iCyt. za: Stanisław Cat-Mackiewicz, „Zielone oczy”, Warszawa 1958 r., str. 207

ii„Między logiką a wiarą. Z Józefem M. Bocheńskim rozmawia Jan Parys”, Montricher 1992, str. 293

iiiop. cit. str. 290

KOMENTARZE

  • Dobrze jest się mądrzyć dziś
    A jaka możliwość; WRÓCIĆ POD OKUPACJE SOWIECKĄ I DAĆ SIĘ ZABIĆ LUB ZGNOIĆ I KOLABOROWAĆ Z OKUPANTEM-MIŁĄ PERSPEKTYWĘ PAN PROPONUJE
  • @liberalkonserwatywny 19:17:50
    Po pierwsze nie dziś - wtedy podobne stanowisko, krytyczne wobec koncepcji (?) Andersa wyrażał gen. Sosnkowski.

    Po drugie - no pewnie, że wracać. Polską politykę robi w Polsce.
  • @prezentujący wpis
    Czy pan Konrad Rękas jest tą osobą z Wikipedii
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Konrad_Rękas

    Jeśli tak, to rozumiem, że jest to tekst publicystyczny. Jestem nim zbulwersowana. Jednak do niego odniosę się w osobnej notce.

    Dam teraz tylko jeden przykład:
    "W ten sposób przyłożyliśmy także rękę do symbolicznego zniszczenia jednego z symboli kultury europejskiej przez nowego światowego hegemona i barbarzyńcę zarazem."

    Przecież Włochy uczestniczyły w tej wojnie po stronie Niemców i są poszkodowani przez barbarzyńcę alianckiego.

    Dzieła sztuki z kasztoru ewakuowano:
    " Następnego dnia wjechały na szczyt samochody ciężarowe i rozpoczęła się ewakuacja skarbów do Rzymu (a w rzeczywistości do Spoleto, o czym zakonników nie poinformowano)...

    14 lutego nad klasztorem eksplodowały pociski z ulotkami, które informowały, po włosku i po angielsku.

    Włoscy Przyjaciele, uważajcie: do tej pory szczególnie staraliśmy się uniknąć bombardowania klasztoru na Monte Cassino. Niemcy wiedzą jak na tym skorzystać. Ale teraz walki coraz bardziej zbliżają się do tego uświęconego miejsca. Nadszedł czas, kiedy musimy wycelować nasze działa w sam klasztor. Udzielamy wam ostrzeżenia, abyście mogli się uratować. Ostrzegamy was usilnie: opuśćcie klasztor. Opuście go natychmiast. Zastosujcie się do tego ostrzeżenia. To dla waszego dobra.

    Tego samego dnia gen. Alexander oświadczył, że klasztor może zostać zbombardowany, jeśli Freyberg uzna to za militarną konieczność. Freyberg taką konieczność oczywiście potwierdził i następnego dnia 255 alianckich bombowców zrzuciło na Monte Cassino 351 ton bomb, zamieniając zabytkowy klasztor (zbudowany w roku 529) w stos gruzów (co tylko ułatwiło sytuację Niemcom, bowiem nie zostały zniszczone grube mury przyziemia i liczne pomieszczenia poniżej poziomu gruntu, które po bombardowaniu stały się silnymi punktami obrony niemieckich spadochroniarzy."

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_Monte_Cassino

    Przecież Polacy nie mieliśmy z tym nic wspólnego, więc po co o tym pisać? Czy wszyscy wiedzą, że nie przyczyniliśmy się do zburzenia klasztoru? Nie, nikt nie będzie się zastanawiał nad "symbolicznym zniszczeniem", tylko przyjmie zniszczenie.

    Zniszczenie klasztoru było błędem, ale "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło". Rzym i inne zabytkowe włoskie miasta ocalały.
  • @chart 19:35:27
    Cała ta analiza jest po prostu żałosna.

    //Po drugie - no pewnie, że wracać. Polską politykę robi w Polsce//

    Tych którzy wrócili do Polski, do dzisiaj ich mogił znaleźć nie można.
    Ilekroć czytam takie opinie dzisiejszych mądrali na temat tamtych, wspaniałych ludzi, mam nieodparte wrażenie, że nie kiwnęli by palcem, nie mówiąc o walce - tylko przesiedzieli wojnę u wujka na wsi.

    // I że sobie na jego końcu, przed samą ścianą urządziliśmy narodowe fajerwerki pt. „zdobywamy Monte Cassino” - to już naprawdę niczego zmienić nie mogło.//

    Jakie "my" gościu ?? Pan przypadkiem u Michnika nie pisuje??
  • @Astra 20:08:58
    Jasne, wszystkich, którzy wrócili - wymordowano. To powszechnie znany fakt. Poza tym zabito wszystkich AK-owców, całą przedwojenną inteligencję. Żywa noga nie przeżyła PRL-u. Współcześni antykomuniści wyewoluowali z anielskich form bytu historycznego.
  • @leoparda 20:01:32
    No cóż, w każdym razie militarnie operacja bombardowania i zdobywania klasztoru była zbędna. A Monte Cassino to dorobek nie tylko włoski, ale ogólnoeuropejski. Co oczywiście przy ocenie całej bitwy nie jest najistotniejsze, ale też nie powinno być całkowicie pomijane.
  • @chart 20:21:13
    Taaaaaaaa no widzę, że Pan z takich "współczesnych" antykomunistów pochodzi...
    To szyderstwo wpisuje sie w schemat dzisiejszego postrzegania historii i tożsamości Polaków, pisanych przez pokolenie czerwonych dzieciaków własnych tatusiów.
    Wyraźne optowanie za sojuszem z sowietami, którzy tego sojuszu nie chcieli i dawno zaplanowali Polsce przyszłość, pozwala przypuszczać,że jest Pan zadowolony z dzisiejszej polityki naszego bula, która jest jak sądzę" mondra i pszyniesie kożyści, " - które zaprzepaściło tamto pokolenie.
    Niestety, ale to jest tekścik, wypisz, wymaluj typowo jak z gazeki wyborczej.
  • Dodatkiem
    Pouczające sa wizyty na obu cmentarzach poległych w tej bitwie . A zwłaszcza zwróćcie uwagę na nazwiska.
    Wynika z niej że w dużej mierze była bratobójcza
  • @chart 20:23:15
    >No cóż, w każdym razie militarnie operacja ... zdobywania klasztoru była zbędna.
    Nie była.

    > A Monte Cassino to dorobek nie tylko włoski, ale ogólnoeuropejski.
    Tym bardziej trzeba docenić politykę papieża Piusa XII w tej wojnie, zadbał o zabytki.

    Jakiekolwiek wspaniałe zabytki są mniej warte od ludzkiego życia. "Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą" jakie to mądre, a Włochy przystępując do wojny z Niemcami o tym zapomnieli?
  • @gnago 20:53:03
    Bratobójcza. Fakt, ale to wina Niemiec i ich polityki.
  • @Astra 20:42:51
    Masz rację. Teraz jest mocny trend dezauowania naszych osiągnięć w czasie wojny. Tylko czekać, aż dowiemy się, że najlepiej nam było pod zaborami.
  • @leoparda 21:00:20
    Pozwolę sobie zacytować za biografią gen. Sosnkowskiego, pióra Stanisława Babińskiego:

    "O niezwykle trudnym zadaniu naszego 2 Korpusu pisze także obiektywnie Rudolph Boehmler, pulkownik niemiecki, uczestnik bitwy, dowódca obrony klasztoru, pisze on także o stanie, w jakim wówczas znajdowała się sprawa polska [Monte Cassino: a German view. Cassel, London, 1964.]

    Interesujące są dwa pytania: 1) czy istniała alternatywa operacji, która by mniejszymi ofiarami mogła zdobyć Monte Cassino o otworzyć drogę do Rzymu, 20 czy dowódca naszego 2 Korpusu musiał zgodzić się na propozycję Dowódcy VIII armii brytyjskiej po 10 minutowym zaledwie namyśle.

    1) Wagi krytyczne gen. Sosnkowskiego, dotyczące całości operacji majowej, przekazane za pośrednictwem gen. Andersa dowódcy 8 armii brytyjskiej, wyglądały w streszczeniu jak następuje: Zamiast kierować natarcie główne na umocniony masyw klasztorny, ograniczyć się na tym odcinku do wiążących działań demonstracyjnych, co mogłyby wykonać oddziały brytyjskie, zajmując wtedy stanowiska na wprost Monte Cassino, na lewo pd polskiego korpusu wymanewrować umocnienia Monte Cassino przez podwójne oskrzydlenie: jedno głębokie od południowego zachodu via Monti Aurunchi, wykonane przez korpus francuski odpowiednio wzmocniony, do którego w miarę postępu dołączyłyby korpusy nacierające w dolinie rzeki Liri, drugie od północnego wschodu, poprzez góry z rejonu Atina. Ten ostatni kierunek przesłaniałaby słabe siły niemieckie: na północny wschód od Monte Cassino broniły górzystego odcinka o 75-ciokilometrowej rozciągłości tylko dwie, i to bynajmniej nie pierwszorzędne dywizje niemieckie. (...) Generał Sosnkowski nie był zresztą jedynym, który sugerował operację obejścia Monte Cassino. Przekonanym zwolennikiem tej koncepcji był (ówczesny) generał Juin".
  • @Astra 20:42:51
    Wie Pani, głupota upozowana na patriotyzm głupotą być nie przystaje, a patriotyczna z definicja być nie może, bo ojczyźnie szkodzi.
  • @chart 21:09:18
    Skomentuję to w mojej notce.
  • @chart 21:09:18
    Czy ma pan jakieś wyszkolenie wojskowe? Zna się pan na taktyce i strategii? Jest pan lepszym taktykiem i strategiem niż alianccy dowódcy II WW?
    Próbą ominięcia MC był desant pod Anzio. Żołnierze są od wykonywania rozkazów, a nie politykowania. Co by to było gdyby na rozkaz ataku zasiedli przy ognisku i zaczęli główkować czy nie lepiej wracać w łapy kacapa, przed którym ledwo uszli z życiem?
    Wyprowadzenie Armii Polskiej z Sowietów było jedynym rozwiązaniem, Stalin nie życzył sobie niezależnej od niego armii podległej polskim rozkazom i rządowi w Londynie.
    Chciał pan być oryginalny, ale niestety, ani z pana strateg, ani historyk.
  • @chart 21:12:29
    Jak się nie ma nic do powiedzenia, to oczywiście pozostaje ostatnie stadium chamstwa, czyli nazwać komentującego głupkiem.
    Przeczytaj Pan sobie ten swój tekścik raz jeszcze.
    No cóż za lekkośc formy, normalnie felietonik jakby tematem była wystawa obrazów, a Pan dyskutował o malarzach....

    //Polityki (w tym zwłaszcza wojen) – nie prowadzi się bowiem dla chwały, uznania świata czy potomnych, ani dla takich abstraktów jak „honor"//

    Noo naprawdę pogratulować.... I to gadanie o porozumieniu ze Stalinem.
    Może nie jest Pan głupkiem, ale nieciekawy z Pana gość...
    Myślę, że tacy mądrzy inaczej najbardziej szkodzą Ojczyźnie.
  • @gallux 21:44:49
    Toteż posiłkuję się opiniami Sosnkowskiego i Juina. A także faktem, że ich plan dalekiego obejścia wykonano (choć w nieco innym kształcie). A zatem samo zajęcie klasztoru nie miało już większego znaczenia.
  • @chart 21:48:12
    Nie zastanawia pana fakt, że w prawie każdej kampanii decydujące bitwy to było zdobywanie ufortyfikowanych wzgórz? Górujące nad wszystkim innym wzgórze to idealne miejsce do obrony i konieczność zdobywania go, okupiona ciężkimi stratami. Świadczy o tym wojna na Pacyfiku i zdobywanie kolejnych wysp opanowanych przez Japonię.
    Trzeba brać pod uwagę, że w 1943 roku Niemcy nie byli jeszcze pobici, mieli spory potencjał, prowadzili walki na kilku frontach.
    Każdy Polak, który zginął od 1939 do 1945 roku w obronie Ojczyzny i później na wielu frontach walcząc z Niemcami zasługuje na nasz szacunek. Żołnierze nie zajmują się polityką, żołnierze walczą.
  • @gallux 22:07:15
    Toteż nie dyskutujemy o żołnierzach, tylko o kierujących nimi decyzjach politycznych.
  • @Autor
    zapisz się Pan do Dyletantów.. kolejna notka na pudle, co to utwierdza mnie, że NE.net powinien nazywać się dyletant.pl, przynajmniej czytelnicy mieli by świadomość z czym mają do czynienia..
  • @chart 22:28:13
    Decyzje polityczne zapadały gdzie indziej i my Polacy nie mieliśmy na nie większego wpływu. Równie dobrze mogliśmy oddać Hitlerowi ten korytarz i poczynić inne ustępstwa.
  • @gallux 23:01:34
    Mogliśmy. Ale było lepsze wyjście: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/5158/nierealizm-magiczny
  • heh
    Przed Polakami próbowano zdobyć to wzgórze kilkakrotnie, a autor pisze, że to tylko Anders tam Polaków posłał, chociaż można było pojechać obok - ciekawostki dropsa.
  • Chwała Bohaterom spod Monte Casino !!!!!!!!
    a wam śmierdziuchy bez poczucia wdzięczności za męstwo naszych Ojców i Dziadków niech ziemia wam ciężką będzie
  • @Henieck 02:36:22
    Ja piszę, że tylko Anders? A w którym miejscu, proszę łaskawie zacytować?

    Inni sobie mogli zdobywać tę górę ile chcieli, natomiast polskiej krwi przelewanej bez sensu po prostu szkoda.
  • Anderrs nie uciekł z ASRR przed Wehrmachtem lecz ewakuował cywili i żołnierzy zgromadzonych orzez NKWD
    w tym 3 tysiace poborowych zydowskiego pochodzenia wcielonych razem z 500 dziećmi z sierocińców i Hanką Ordonowną NA ŻĄDANIE WŁADZ SOWIECKICH, ktore nie zgadzaly się na ewakuacje innej ludnosci zydowskiego pochodzenia koczowiska żydowskie wokoł obozowisk Korpusu informowane były, że sowieci nie zgadzają się na ich wcielenie i ewakuacje do Palestyny zaś władze sowieckie informowały, że to Anders się nie zgadza) Żydzi pisali skargi do Stalina, Który tak był pewien lojalności Andersa w roli nowoczesnego Mojżesza dla sowieckich kandydatow na nowohebrajczykow, że obdarował go wierzchowcem w przyjacielskim gescie.
    Gen Sikorski domagał sdię pozostawienia części oddziałów Korpusu na froncie wschodnim a wszyscy inni polscy generalowie domagali się prob nakłonienia Anglików do skierowania Korpusu na inny front niz kampania apenińska, która ani o jeden dzień nie skróciła II wojny światowej (chyba, że przyjąć iż zatrzymanie frontu na Wiśle spowodowane było oczekiwaniem na opanowanie ustalonych stref wpływów przez aliantow zachodnich) Gen Anders zdobył sie tylko na frazesy dla podwładnych o walce za Wilno i Lwów chociaż chyba najlepiej znał motywacje działań ZSRR zupełnie uzaleznionego od wpływów sjonistycznych,.
  • @night rat 10:32:48
    O ile wiem (podają to także źródła) to Stalin Sikorskiemu dawał Polskę z Królewcem, Lwowem i Stanisławowem. Inną sprawą jest czy bylibyśmy wtedy Polską, czy którąś tam z kolei republiką.
  • @gallux 21:44:49
    Wyprowadzenie wojsk na służbę Imperium brytyjskiemu na bliskim wschodzie z punktu ludzkiego było sukcesem . A z punktu wydzenia politycznego kolosalnym błędem

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930