Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

Po Chodorkowskim – Nawalny

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Doświadczenie Michaiła Chodorkowskiego świadczy, że wbrew nadziejom wielu zachodnich analityków – z rosyjskiego obozu karnego bynajmniej nie wychodzi się prosto na Kreml.

 

Przeciwnie, z czasem przychodzi raczej zapomnienie, rezygnacja i wspominki jedynie w rytualnych wystąpieniach zagranicznych „obrońców praw człowieka”. Przekonanie, że inaczej będzie akurat w przypadku  Aleksego Nawalnego  – dowodzi tyleż myślenia życzeniowego, co jest raczej próbą choćby bieżącego wypunktowania administracji  Władymira Putina, a nie długofalowych planów politycznych w obrębie Federacji.

 

Wiara, że za pomocą blogu na Livejournal.com można zmienić Rosję jest jeszcze zabawniejsza, niż przekonanie, że WikiLeaks i The Huffington Post mają większe niż tylko przyczynkarskie znaczenie dla politycznego świata Zachodu.  Nawalny jako kreacja medialna był zresztą od początku obliczony raczej na poklask zagranicy i to niezbyt precyzyjnej w swoich rosyjskich obserwacjach. Ubolewająca dziś nad wyrokiem 5 lat kolonii karnej dla Nawalnego tzw. zachodnia opinia publiczna przymykała bowiem dotąd i przymyka nadal oczy choćby na skład Rady Koordynacyjnej, powołanej pod patronatem skazanego blogera – a składającej się m.in. z przedstawicieli Rosyjskiego Marszu, a więc nacjonalistów, rasistów i imperialistów tak skrajnych, że zawstydziliby KKK.

 

Z drugiej zaś strony, z tego tytułu Nawalnemu udało się zdobyć także sympatię części narodowo zorientowanej sceny politycznej (również w Polsce). Ten krąg zwolenników musi z kolei wykazywać się niedowidzeniem kariery politycznej blogera w demoliberalnym Jabłoku. Generalnie więc z nacjonalistycznego punktu widzenia – niedoszły kandydat na mera Moskwy i prezydenta Rosji - musiałby się zapisać do rosyjskiego odpowiednika Unii Demokratycznej w Polskiej mocno nieświadomie, będąc „poza tym” szczerym patriotą. Choćby takie proste przeniesienie życiorysu skazanego polityka na realia polskie wskazuje, że byłby albo bardzo niekonsekwentny, albo bardzo sprytny.

 

Jak dotąd zresztą sprytu, zwłaszcza biznesowego – Nawalnemu nie brakowało. Żeby zostać przy analogiach polskich – najbliżej mu do  Janusza Palikota: obracającego poważnymi pieniędzmi w aurze człowieka sukcesu, a jednocześnie traktującego (skierowanego na) odcinek polityki jako element gry giełdowej – rozpoznawania potrzeb konsumentów, kreowania zapotrzebowania pod określony produkt i – zwłaszcza! - agresywnego marketingu.

 

Ten zaś był przez polityka trafnie wycelowany we wciąż kluczową dla rosyjskiego systemu politycznego bolączkę, a mianowicie korupcję. Podobnie jak w Polsce – na poziomie percepcji dostępnym przeciętnemu obywatelowi jest ona gwarantem funkcjonowania aparatu państwa w ogóle (np. w służbie zdrowia). Na wielką jednak skalę – wziątki rzecz jasna budzą emocje i społeczny sprzeciw, co Nawalny (w końcu doświadczony biznesmen i polityk) umiejętnie wykorzystywał. Żeby było zabawniej jednak – w ten sposób poniekąd służył nie tyle własnej karierze (od dawna łatwej do przetrącenia), co kierunkowi politycznemu realizowanemu z powodzeniem przez  Władymira Putina, również odżegnującego się od nepotyzmu, korupcji i kapitalizmu politycznego, kojarzonym raczej z zapleczem obecnego premiera  Dymitra Miedwiediewa. Paradoksalnie więc, wirtualny „nacisk” tworzony przez kolejne akcje Nawalnego pomagał obecnemu prezydentowi, rozwiązując mu ręce w akcjach podejmowanych przeciw nadmiernemu zadufaniu w sobie aparatu Jednej Rosji.

 

Oczywiście nie wynika z tego jeszcze, by wszystkie, czy choćby większość oskarżeń autorstwa Nawalnego znajdowała potwierdzenie w faktach. Chodzi jednak o tworzenie pewnego kontekstu, a Rosjanie nie różnią się od Polaków w wierze wyłącznie w zdementowane informacje. Podobną taktykę stosował wszak także uchodzący obecnie za wschodzącą gwiazdę obozu putinowskiego wicepremier  Dymitr Rogozin. Tyle tylko, że on swe zarzuty formułował pod adresem demoliberałów i „prawicy”, czyli macierzystego środowiska Nawalnego. W tym sensie bloger miał być swego rodzaju anty-Rogozinem, bardziej ludycznym od wyjątkowo wyalienowanych „autorytetów” Jabłoka i Sojuszu Sił Prawicowych,

 

Jak zakończyć się może kariera Nawalnego – rzecz jasna nikt chyba ani w Rosji, ani zagranicą nie mógł mieć wątpliwości. Tym bardziej, że prowadząc rozległe interesy na styku z biznesem państwowym w realiach rosyjskich – przedsiębiorca miał raczej niewielkie szanse, by nie ulec pokusie, a w każdym razie nie złamać któregoś z licznych przepisów regulujących życie gospodarcze Federacji. Sama aktywność Nawalnego (i jego brata) jednocześnie w polityce i w działalności Poczty Rosji była wystarczającą wskazówką dla wszystkich sceptycznych wobec moralnych krucjat polityka. Nikt też nawet z najbardziej zaciekłych obrońców Nawalnego w aferze administracji obwodu kirowskiego (za którą ostatecznie został skazany) nie śmie chyba twierdzić, że był on niewinny. Przeciwnie – pojawiają się raczej opinie o prowokacji, „pułapce Putina”, czy ubolewania nad „naiwnością i niedoświadczeniem” polityko-binzemeno-blogera. Zaiste, dziwne byłyby to przymioty u osobowości namaszczanej już przez Zachód nieledwie na prezydenta Rosji w roku 2018... Zresztą – w tym kontekście Nawalny może mówić wręcz o szczęściu, Rosjanie bowiem dotąd poprzednimi władcami narzucanymi z zewnątrz zwykli byli np. nabijać armaty.

 

Bez wątpienia też żadne z osobistych dokonań biznesowych Nawalnego nie daje podstaw do hojnie przyznawanej mu opinii „geniusza finansów” i „cudownego dziecka ekonomii”, którą to bywa obdarzany na Zachodzie. W Rosji oczywiście generalnie wystarcza, że jest względnie bogaty, choć nawet w dobie „nowych Ruskich” nie jest to bynajmniej jedyny i oczywisty desygnat sukcesu. Przeciwnie – mimo usilnych zabiegów PR-owskich Nawalny jest wciąż dla przeciętnego Rosjanina „jednym z nich” - klasy wzbogaconych na transformacji ekonomiczno-ustrojowej, zarabiających na prywatyzacji i niejasnych interesach z sektorem państwowym. Jak wiadomo, część rosyjskiej nacjonalistycznej opozycji ta skądinąd prawidłowa diagnoza doprowadziła do przekonania, że zdekomponować system polityczno-społeczny Rosji może tylko jego czołowy beneficjent. Dla narodowców i imperialistów stanowiło to zresztą spory kompromis ideowy – w dodatku, jak się wydaje całkowicie nieopłacalny, wobec nikłej mobilności czytelników blogów i odbiorców akcji Nawalnego, a także jego niewielkiej zdolności do fizycznej mobilizacji zwolenników. Jak się okazuje bowiem – Rosjanie również i w tym przypominają Polaków, że lubią sobie poczytać o nadużyciach i skorumpowaniu władzy, następnie trochę ponarzekać na internetowych forach – po czym jednak wracają do swoich spraw, zamiast brać się za zmienianie władzy, w słusznym przekonaniu, że jak władza będzie chciała, to się sama zmieni. W końcu od tego jest.

 

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

 

 

KOMENTARZE

  • O tym Nawalnym to ja za dużo nie wiem.
    Ale ten Chodorkowski, to już wiem. To miał być taki ich Michnik. No i tam nie wyszło. Zrobili to co myśmy powinni zrobić z Michnikiem, do pierdla.
    I nikt nie ma wątpliwości że Rosja wciąż istnieje. A w przypadku Polski wielu ma wątpliwości. To jest ta różnica.
  • --------------------------------- wyzwalacze !
    ---------------- wasze ulice , nasze kamienice / taki np.Kraków /
  • ,,
    Ten Nawalny to taki ruski Bolek. Dostał 5 lat, ale dnia nie przesiedział i nie przesiedzi, do tego siedział na ciepłej posadzie w radzie nadzorczej państwowej spółki, która przecież nie jest dostępna dla każdego.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031