Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Rewolucja bez rewolucji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie można zebrać niechby i 100 tysięcy ludzi cieszących się swą względną małą stabilizacją – i kazać im być siłą rewolucyjną, dążącą do obalenia obecnej, przewidywalnej władzy i zastąpienia jej niewiadomą. Rewolucja aparatów związkowych jest utopią.

Przechadzające się ostatnio po Warszawie grupy tylko tę konstatację potwierdzają.

 

 

Rozczarowanie pozorowanym rewolucjonizmem Dni Protestu dobitnie wyraził już  Paweł Kukiz, który w obecnej fazie swego cyklu emocjonalnego wydaje się cierpieć na dokuczliwe urojenie, że mamy rok 1989, na ulice mogłyby wychynąć setki tysiące robotników, dyktować władzy warunki i zawierać z nią kontrakty polityczne z pozycji siły. Tymczasem związki zawodowe są w istocie bezsilną fikcją – dlatego zarówno uroszczenia przewodniczącego  Dudy, jak i antysyndykalistyczna krucjata senatora  Libickiego  są bieganiem wokół tego samego fantoma. Piszę to z przykrością, będąc związkowcem niemal przez całe swoje dorosłe życie i do dziś starając się wspierać radą tak organizacje rolnicze, jak i pracownicze. Nie mniej to, co widzieliśmy w stolicy – to był związkowy aparat i aktyw, występujący z pełnopłatną dniówką, a prowadzony przez liderów głównie zainteresowanych, by nie otrzymać 30 tys. zł kary za zbyt dużą ilość rzuconych petard.

 

Najlepszym dowodem pozorności wystąpień „Solidarności” i pozostałych central – było wybranie na finał Dni Protestu weekendu, a więc zabezpieczenie się, żeby tym razem żaden poseł nie oberwał nie daj Bóg tyczką do pomidorków. Już abstrahując od wizji wielkich ogólnopolskich akcji snutych przez Kukiza – to przecież  gdyby naprawdę chciano zablokować parlament, to należało do niego wejść, nie bacząc na pochowane w okolicy siły porządkowe.  Pozorowanie Budapesztu czy Sofii w polskich realiach po raz kolejny okazało się farsą.

 

Podobnie wyglądało to zresztą w przypadku pikietki „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Pomiędzy przyjmowaniem kolejnych dotacji i dofinansowań od ministerstwa rolnictwa – ekipa senatora  Jerzego Chróścikowskiego  udała się pod ten sam resort ze szczególnie radykalnym postulatem – żeby przewodniczący RI nadal był senatorem. Trudno też było się oprzeć wrażeniu, że zbliżone oczekiwania ma też „Solidarność” pracownicza. Przewodniczący Duda powstrzymał się bowiem wprawdzie od ogłoszenia powstania ruchu politycznego zbudowanego na bazie związku, jednak jego zaistnienie jest chyba tylko kwestią czasu.

 

Rzecz jasna nie może się to skończyć inaczej, niż w przypadku AWS – tzn. może niekoniecznie zdobyciem władzy, ale właśnie powstaniem formacji o wyjątkowo niskim poziomie intelektualnym i ideowym, per saldo szkodliwej dla Polski. To, że obecnie na zapleczu tej potencjalnej partii związkowej znajdują się osoby skądinąd zacne i niegłupie, jak  Gabriel  Janowski czy  Ryszard  Bugaj  nie zmienia bowiem faktu, że stanowiłyby one tylko dekorację dla aparatu związkowego aż przebierającego nogami, żeby zamienić państwo w jednego wielkiego pracodawcę wypłacającego im apanaże za sam fakt istnienia.

 

Charakterystyczne zresztą, że ten fałsz w założeniu i pozorowalność podejmowanych starań wyłapała realnie istniejąca formacja syndykalistyczna - Polska Partia Pracy i lider WZZ „Sierpień'80”  Bogusław  Ziętek. „Czy „Solidarność” nie odpowiada za AWS i jeszcze niedawne, fetowanie owacjami na stojąco, liderów tej formacji politycznej, którzy dla społeczeństwa i ludzi pracy zrobili tak dużo złego? Fatalne skutki tej polityki – OFE, tysiące zlikwidowanych miejsc pracy, także tu u nas na Śląsku, bezrobocie, niskie płace, niewydolność systemu ochrony zdrowia i edukacji odczuwamy do dziś. Czy dziś nie popełniamy tego samego błędu, do rangi bohaterów tych antyrządowych protestów wynosząc ludzi, takich jak szef SLD  Leszek  Miller, który jest gorszą „zakałą liberalną”, niż sam  Donald Tusk? W sobotę – 14 września - będzie On maszerował z Panem ramię w ramię, aby obalić rząd i protestować przeciwko antypracowniczej i antyspołecznej polityce, którą jako Premier współkreował. Czy związki zawodowe, w tym te które przez lata zasiadały w Komisji Trójstronnej, żyrując tam swoim udziałem antypracowniczą politykę kolejnych rządów, nie powinny uderzyć się przede wszystkim we własne piersi? Pozbyć się ze swojego grona związkowców – biznesmenów, którzy stanowią „zakałę” ruchu związkowego, przez co tracimy swoją wiarygodność, a wraz z nią skuteczność – rzecz najważniejszą, z której nas ludzie rozliczą” - słusznie punktował Ziętek.

 

Umówmy się bowiem – te nieszczęsne, wymuszone Dni Protestu odbywały się m.in. pod hasłem przywrócenia i utrzymywania fikcji – czyli właśnie „dialogu” w Komisji Trójstronnej, czy „pełnego wykorzystania środków finansowych przewidzianych na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu”. Bez urazy, ale to ja już wolę neo-Komitety Obywatelskie Kukiza i jego ordynację mieszaną... Fikcją było też rzekome odcięcie się PiS-u od solidarnościowych protestów, mające uwiarygodnić Dudę w oczach nielubiących  Kaczyńskiego wyborców. Wyjątkowo fikcyjne i epatujące wymuszonym humorem są akcje organizowane przez „Solidarność” w regionach, z przerażająco nieśmiesznymi happeningami, skeczami i balonami – w które związkowcy starają się zrobić ludzi, którzy może zapomnieli już AWS. Taki jest bowiem cel całej tej operacji - przekonanie wyborców, że związek się zmienił. Otóż nie, nie miał na to żadnej szansy – bo już od dawna nie przyciąga nowych ludzi, ani nie generuje nowych haseł odpowiadających wyzwaniom współczesnego rynku pracy, a kontentując się oprotestowywaniem skądinąd faktycznie fatalnych i dowodzących bezradności propozycji rządowych.

 

Czy jednak te spacerki po Warszawie i pogróżki Dudy mogłyby dać jakieś pozytywne efekty? Być może, np. jeśli pewną elastycznością wykażą się liderzy Ruchu Narodowego – wówczas możliwa jest ich kooperacja z „Solidarnością”. Związek udzielał już wszak swojego wsparcia ONR-owcom w przekomarzankach z ABW i chętnie dogadałby się w sprawie kooperacji. Mogłoby to dać prawicy maszerującej szansę na zbudowanie zaplecza poważniejszego niż tylko kibice, a także pewien rys socjalny, wciąż nie dość obecny w programie i frazeologii RN. Z drugiej strony neo-AWS gdyby powstał - odciągałby wyborców nie tyle od PiS, co od Solidarnej Polski, a więc subiektywnie wspierałby wysiłki Jarosława Kaczyńskiego, co dla kraju mogłoby mieć następstwa tylko fatalne.

 

Ale czy sam pomysł nowej partii opartej o sytą i zadowoloną związkową biurokrację ma sens? Partia fikcyjnego protestu w żaden sposób nie dotyka problemów innych grup, niż radykalnie ograniczony krąg pracowników spółek Skarbu Państwa, służby zdrowia i nauczycieli. Sam Duda po cyrku z Platformą Oburzonych uznał za nierealne, a w każdym razie niecelowe skrzykiwanie grupek poszkodowanych przez system, różnych „forów walki z bezprawiem”, „stowarzyszeń obrony praw...”, Niepokonanych itp. Raz, że zadecydował partykularyzm i kłótliwość ich członków, a dwa fakt, że ekspertom związkowym nie chciało się postawić znaku równości między bojem o płacę minimalną (od której liczone są różne dodatki), a np. problemami zadłużonych we frankach szwajcarskich. Walka o „prawa związkowe” miałaby więc być z definicji słuszna – a bój o poszanowanie prawa w ogóle już tylko opcjonalny i weryfikowany pod kątem „sprawiedliwości społecznej”, co wszelką realną kooperację uniemożliwiło, a ruch związkowy skazało na dalszą alienację od faktycznych potrzeb i bolączek coraz większych rzesz obywateli.

 

Marszałek  Piłsudski  nazwał swój przewrót „rewolucją bez rewolucyjnych konsekwencji”. Nawiązując do tego bon motu jeden z najbystrzejszych opozycjonistów doby PRL swą fundamentalną broszurę strategiczną zatytułował „Rewolucja bez rewolucji”. Na razie mamy do czynienia z „rewolucją” bez rewolucyjnych podstaw, nie mówiąc już nawet o celach. I trudno się spodziewać, by ten wymuszony „protest” dał jakieś inne efekty.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Autor
    „Rewolucja bez rewolucji”. Na razie mamy do czynienia z „rewolucją” bez rewolucyjnych podstaw, nie mówiąc już nawet o celach. I trudno się spodziewać, by ten wymuszony „protest” dał jakieś inne efekty. …… Konrad Rękas..............
    Podstawy są:
    1. Brak Polskiej Demokracji
    2. Brak czwór władzy, czyli równowagi Państwa.
  • @ Cisza w sprawie równoważenia Polski - głośno o Concordii
    Brak odpowiedzi od blogera i fizyka @space 22:50:04
    Piszę o otaczającym nas mikroklimacie - rzeczywistości natury otaczającej nas na powierzchni ziemi. O kosmosie można później mówić po uporządkowaniu pojęć na ziemi. Samym twierdzeniem, że numerologia jest bałwochwalstwem, demonom otwieramy furtkę. Matematyka zawsze i wszędzie prawdę pokazuje po środku. Jasno zapytałem o równowagę kierowania Państwem „Ciekawe, co fizycy mogą powiedzieć o trój władzy ze znamionami równowagi.” Brak odpowiedzi, bo historycy znają tylko historię nakazaną, a fizycy i matematycy nie widzą, co w konstytucji mają zapisane? ……… Bestia stawia pieczęć za pomocą fałszywego i nagradzającego omamienia. Bóg stawia pieczęć w pokoju i wolności wiecznego wyboru.
    http://jeznach.neon24.pl/post/98795,uczestnictwo-w-ewolucji#comment_862634
  • łyżka dziegdziu zawsze musi być wsadzona,
    a zapowiadało się tak dobrze, celne uwagi w stylu "powstaniem formacji o wyjątkowo niskim poziomie intelektualnym i ideowym", notka wyborna,

    a na koniec to porównanie płacy minimalnej i zadłużenia we frankach szwajcarskich.

    Otóż ci zadłużeni chcieli dla swojej korzyści materialnej nas okraść, inwestując w obcą walutę, i żadna pomoc im się nie należy, podobnie, jak spekulantom, którzy się przeliczyli. A czy gdyby złotówa upadła, to owi zadłużeni podzieliby się z nami swoim zyskiem ?
  • @interesariusz z PL 19:28:34
    Ci którzy wzięli kredyty we frankach szwajcarskich na swoje mieszkania też chcieli nas oszukać?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031