Gorące tematy: Powstanie Warszawskie Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
947 postów 496 komentarzy

Olszewski, czyli Mazowiecki centro-prawicy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

To się nazywa śmierć… w porę. Teraz będzie można przykryć i rozmyć stawianie pomnika Mazowieckiemu.

 

Nie należy wierzyć nekrologom. Pożal się Boże, ale był to polityk – opiszmy go więc i oceńmy politycznie. Najlepsze, co można dziś o Olszewskim powiedzieć - to przypomnienie jak czasach pierwszej Solidarności wspólnie z Mazowieckim,  CelińskimChrzanowskim czy  Siła-Nowickim był wśród doradców i działaczy związku przedstawicielem frakcji umiarkowanej, przeciwnej konfrontacji z władzami - a więc i oponującej prowokacjom  KuroniaGwiazdyBorusewicza, mającym w tle m.in. ...  Kaczyńskich. Potem było już tylko gorzej.

 

Balcerowicz-bis

 

Pierwszy PRAWDZIWIE niekomunistyczny premier…”. Od upadku rządu Jana Olszewskiego minie wkrótce 27 lat. To więcej niż mają niektórzy członkowie i sympatycy Ruchu Narodowego, ONR, czy MW dziś tak chętnie podpisujący się pod kondolencjami dla zmarłego.  Czy to jednak tłumaczy ich uczestnictwo w obchodach służących kultywowaniu fałszywego obrazu tamtego fatalnego gabinetu i oddawanie nienależnej czci jego szefowi? Oczywiście, że nie. Od powstania Ligi Narodowej minęło wszak lat 126, pierwszą lożę B’nai B’rith na ziemiach polskich powołano 97 wiosen temu – a chyba nawet młodzi narodowcy nie mają wątpliwości, które dziedzictwo powinno być im bliższe?

 

Nie ma żadnego faktu, który by tak z ówczesnej, jak i z dzisiejszej perspektywy pozwalał bronić gabinetu Olszewskiego.  Przede wszystkim dlatego, że ani programowo, ani kadrowo nie odbiegał on jakościowo (czyli anty-jakościowo) od innych ekip po 1989 r., zwłaszcza post-solidarnościowych. Mówimy wszak o rządzie z udziałem  Andrzeja Olechowskiego Radosława Sikorskiego  (wówczas jeszcze „młodego orła” centroprawicy)! Równie typowy był z trudem wypracowany program tej ekipy. „Założenia polityki społeczno-gospodarczej na 1992 r.”, czyli tzw. plan  Eysymontta  – to tylko kontynuacja planu  Balcerowicza, z jego założeniami antyeksportowymi, częściowym popiwkiem, wyprzedażą majątku narodowego, dławieniem produkcji i ścisłym podporządkowaniem Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu i Bankowi Światowemu. Czy na pewno chcemy życzliwie wspominać ekipę dumnie zamykającą historię polskiej motoryzacji, w związku z niekorzystną dla państwa (i rzutująca potem poważnie na naszą ekonomikę, np. na działania sektora bankowego) sprzedażą FSM? Ile ciepłych słów znajdziemy dla drużyny, która przygotowała dewastację Huty Warszawa, szykowaną wówczas do oddania na poniewierkę głównemu konkurentowi – Lucchiniemu S.p.A.?

 

Na pasku Brukseli

 

Na odcinku polityki zagranicznej – nie było lepiej. Jan Olszewski (z wrodzoną sobie nieudolnością, ale jednak uparcie) przepychał w okresie swego urzędowania Układ Europejski, ustanawiający stowarzyszenie między Rzecząpospolitą Polską a Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi – czyli umowę stowarzyszeniową stawiającą polską gospodarkę na pozycjach kolonialnego rynku zbytu dla państw zachodnich. Dla neo-endeków puste gesty antyrosyjskie, czy pro-NATO-wskie są zapewne argumentami za, a nie przeciw temu rządowi – ale może sprzeciw wywoła chociaż wspomnienie jego uległości wobec malutkiej, antypolskiej Litwy prześladującej już wówczas naszą mniejszość i rozpędzającą zdominowane przez Polaków samorządy?

 

W tym kontekście późniejsze wypowiedzi mecenasa domagającego się historycznej rehabilitacji  Stepana Bandery nie jawią się bynajmniej jakąś starczą demencją (jak tłumaczyli życzliwi) – ale raczej starczym uporem konsekwentnego prometeisty, gotowego zawsze poświęcić polskie interesy narodowe dla celów wytkniętych przez prawdziwych… Braci.

 

Byle ładnie przegrać!

 

Zakłamanie historii rządu Olszewskiego bije nawet wysokie standardy mitologizacji politycznej lat 80-tych i 90-tych. To nie była „heroiczna drużyna odważnie reformująca państwo, pokonana przez agentów i Ruskich” –  tylko czwarty garnitur solidarnościowy, kierowany przez najbliższego współpracownika czołowego polskiego wolnomularza  z czasów PRL,  Jana Józefa Lipskiego. Unia Demokratyczna i Kongres Liberalno-Demokratyczny, które do tej koalicji wciągał  Jarosław Kaczyński  – nie weszły do niej nie z powodu różnic ideowych, ale w słusznym przekonaniu, że taka władza się nie utrzyma, bo raz że rządzić nie umie, a dwa, że w sumie nie chce.

 

To jest bowiem właśnie główna cecha centroprawicy w Polsce: jest ona tak przywiązana do koncepcji „moralnego zwycięstwa” (czyli po ludzku mówiąc – klęski), że za nią tęskni i robi wszystko, by ją przyspieszyć. Rządzenie jest wszak niewdzięczne, trudne, wymaga uczenia się, myślenia, gromadzenia doświadczeń i podejmowania decyzji. Łatwiej jest snuć marzenia – że „kiedyś to hoho, wygra się wszystko”, no, ale na razie „układ nie pozwala”. Nawet dostanie na chwilę władzy do rąk – niczego w tym zakresie nie zmienia. Zawsze ktoś utrudnia – jak nie agenci, to sędziowie, a w każdym razie telefon z ambasady amerykańskiej czy „izraelskiej”. I można trwać dalej w bierności, świętując rocznice kolejnych porażek, skupiając uwagę elektoratu na jakichś pobocznych czy wydumanych problemach. Czemu jednak w tym procederze chcą uczestniczyć osoby i środowiska odwołujące się do tradycji endeckiej?

 

Nikt po nich nie płakał

 

Na upadek rządu Olszewskiego w 1992 r. powszechnie czekano. Nawet z punktu widzenia ówcześnie istniejących środowisk „niepodległościowych” i antykomunistycznych – nie dokonał on niczego istotnego. KPN miał mu za złe odwrócenie się od postulatów „restytucji niepodległości[i], nie zrealizowano PC-owskiej koncepcji „dekomunizacji” – i to nie z powodu braku większości dla takich rozwiązań. To był po prostu fatalny, nieudolny zespół, wobec którego aż chciało się być w opozycji. Dość przypomnieć, że kiedy minister obrony  Jan Parys, robiąc tajemnicze miny, oskarżył wtedy prezydenta  Lecha Wałęsę  o zamiar wykorzystania wojska do zamachu przeciw demokracji – po kraju poszło raczej westchnienie ulgi o treści „no nareszcie, może ktoś tu zaprowadzi w końcu porządek…!

 

Pusty jak wydmuszka „ethos” olszewicki został negatywnie zweryfikowany przez wyborców (2,7 proc. na Koalicję dla Rzeczypospolitej w wyborach 1993 r.), jak i przez ugrupowania wchodzące w skład zaplecza politycznego rządu (by wspomnieć tylko krytyczne oceny formułowane wobec Olszewskiego np. w szeregach ZChN). Trzeba było upływu dwóch dekad jawnie sprzecznej z faktografią propagandy (na rzecz „rządu który wstrzymał prywatyzację” – co jest kłamstwem przerażająco bezczelnym, rząd Olszewskiego prywatyzował, jak i poprzednie, i kolejne gabinety – tylko robił to jak wszystko: powolnie i nieudolnie) i powtórzenia raz jeszcze całej operacji „heroicznej klęski” przez poprzednią ekipę Kaczyńskiego – by i stary mecenas załapał się na swój kawałek legendy.

 

Ostrożnie z ogniem!

 

Może więc chociaż sam ten PR nadawałby się do wykorzystania przez neo-endeków? Ha, jeszcze po 1992 r. narodowcy obserwowali próby reorganizacji nurtu „niepodległościowego” w ramach RTR, RdR, KdR, PC-ZP itp. Trafnie odnajdywano w ich szeregach osoby zagubione, odczuwające instynktowną bliskość w stosunku do nacjonalizmu (głównie na tle antysemickim) – słowem nie dostrzegające fundamentalnych różnic w myśleniu o Polsce pomiędzy swymi idolami (Parysem, Olszewskim, Kaczyńskim), a polską racją stanu i polskim interesem narodowym. Na tym gruncie można było (i być może da się nadal) niekiedy łowić zbłąkane owieczki. Jednak słabsze, mniej selektywne umysły same przy takich kontaktach mogą ulec dezorientacji. Wszak i tu, i tu widzą biało-czerwone flagi, i tu, i tu mówi się o patriotyzmie, o Polsce, a także o Bogu i honorze, okraszonych w dodatku historycznym wprawdzie, lecz dla wielu po dawnemu aktualnym antykomunizmie. Co gorsza, w takiej bogoojczyźnianej licytacji środowiska centroprawicowe zawsze będą nie do pobicia w stosunku do endecji czy konserwatystów. Ci bowiem nie stronią od krytyki narodowych wad, potrafią spojrzeć poza patriotyczny szafarz, patrzą na efektywność, a nie tylko efektowność podejmowanych działań. Piewcy „heroicznych klęsk” zaś żadnych blokad nie mają – mogą bez końca o cnotach wszelakich, husarii,  Ordonie, Olszewskim,  Winkelriedzie  i  Samuelu Zborowskim  pomieszanych z Kaczyńskimi – aż słuchającym łzy wzruszenia zalewają oczy.

 

Nie babrać się

 

Nawet więc próba cynicznego rozegrania „złotej legendy” 4 czerwca przez ewentualnie zainteresowanych neo-endeków, niesie za sobą zasadnicze ryzyko. Nie wiadomo bowiem kto by tu kogo rozegrał… Tym bardziej, że właściwie niemal nikt nie pamięta jak naprawdę padał olszewicki bieda-rząd – za to wszędzie dominują tony znane z „Gazety Polskiej”. Oto podejrzane typy szykują „Nocną Zmianę”, diabolicznie naradzając się na spotkaniu u TW „Bolka”! Włosy na karkach jeżą się z oburzenia… ale właściwie dlaczego? Nie inaczej wyglądają dziesiątki innych narad partyjno-politycznych, obalany rząd był ewidentnie zły, trzeba było wziąć pod uwagę, że może się przed legalnym odwołaniem opierać – a więc omawiano szczegóły całej operacji itd. Słowem – nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego.  Skoro więc konsekwentnie potępiamy całe to bagno demokracji partyjnej i demoliberalizmu – to nie ma najmniejszego powodu, abyśmy się emocjonowali jednym więcej wykwitem tych chorób niszczących tkankę narodową.

 

Odwoływani i odwołujący z 4 czerwca 1992 r. niczym istotnym się z polskiego, narodowego punktu widzenia nie różnili. Niech więc sobie obchodzą tamtą rocznicę we własnym gronie. Autentyczni, odpowiedzialni patrioci zaś – niech lepiej wezmą się do pracy, by Polacy mieli lepsze powody do świętowania. Chyba, że komuś w sumie wydaje się obojętne: czy bliższą jest rocznica powstania Ligi Narodowej, czy B’nai B’rith…

 

4 czerwca – czyje „święto”?

 

Kult rządu Olszewskiego to zatem jeden z mitów założycielskich PiS. Rzekoma ciągłość między tym gabinetem a powstaniem Prawa i Sprawiedliwości oraz działalnością braci Kaczyńskich wprawdzie dobrze mieści się w mitologii politycznej polskiej centroprawicy, jednak niewiele ma wspólnego z faktycznym przebiegiem zdarzeń w 1992 roku i latach następnych. Niekonsekwencja związana jest z pomijaniem zasadniczej okoliczności, jakim była ówczesna kluczowa różnica zdań i rozbieżność taktyczna między Olszewskim, a Jarosławem Kaczyńskim.

 

To prawda, że kandydaturaOlszewskiego na premiera była do pewnego stopnia autorskim pomysłem lidera PC. Do pewnego stopnia – bowiem  mecenas o socjalistycznych przekonaniach i masońskich korzeniach, był po prostu jednym z niewielu „autorytetów solidarnościowych”  kojarzonych w tamtym czasie omyłkowo z prawicą, którzy mogli wchodzić w grę, jeśli chodzi o obsadę stanowisk państwowych. Alternatywny kandydat, czyli lider ZChN Wiesław Chrzanowski – odpadał nie tyle ze względu na pozornie zbyt skrajną (czyli niekoalicyjną) pozycję swej partii, co w związku z pełnioną funkcją partyjną. Za mec. Olszewskim nie stała bezpośrednio żadna formacja. Był jedynie jedną z twarzy koalicyjnego Porozumienia Obywatelskiego Centrum – wydawał się więc lepszym, bo słabszym szefem rządu. Takie podejście okazało się jedną z wielu pomyłek Kaczyńskiego, nie raz udowadniającego, że nie zna się na ludzkich charakterach. Szef PC nie docenił ani ambicji swego kandydata, ani jego niesterowalności, ani zwykłych ludzkich wad, jak  lenistwo i niedecyzyjność.

 

Kaczyński poza rządem

 

Tymczasem wszystkie te słabości premiera niemal od razu podzieliły go z własnym zapleczem, Porozumienia Centrum nie wyłączając. Kaczyńskiemu nie udało się wprowadzić do rządu dwóch polityków, na których mu najbardziej zależało –  Sławomira Siwka  na szefa URM i…  Lecha Kaczyńskiego na ministra obrony narodowej. Tak, tak –  w ogłaszanym dziś nieomal „pre-PiS-owskim” gabinecie nie znalazło się miejsce dla frontmana, a obecnie patrona tej partii! Jarosław Kaczyński rozpoczął więc swą ulubioną grę w przekorniaka – to on bowiem, a nie Lech Wałęsa był w istocie u zarania III RP uosobieniem zasady „za, a nawet przeciw”. Zakładając więc Olszewskiemu „rachunek” za zagranie przeciw sobie – Kaczyński jakby na złość nie dopuścił do przyjęcia złożonej przez premiera dymisji, w ostatniej chwili pozyskując warunkowe poparcie PSL. Lider PC wiedział znakomicie, że na tamtym etapie nie ma innego kandydata, a co więcej – że nie uda się ponownie zmontować większości rządowej bez inicjatywy ze strony prezydenta.

 

Na pohybel Wałęsie

 

Tymczasem pokonanie Lecha Wałęsy było wówczas jedynym celem Kaczyńskiego. Były szef kancelarii prezydenckiej uważał się (niesłusznie) za głównego kreatora tej prezydentury i (słusznie) czuł się oszukany przez sprytnego elektryka, który nie po to zablokował powstanie monopartii Komitetów Obywatelskich Solidarności, by następnie ułatwiać stworzenie monopolu politycznego PC. Formacja ta wprawdzie wjechała do Sejmu jeszcze na opinii „partii wałęsowskiej”, jednak dzięki umiejętnej grze Belwederu – ani wynik wyborczy Porozumienia, ani osobista pozycja Kaczyńskiego nie odpowiadały jego ambicjom. W tej sytuacji ten uparty polityk podjął działanie zmierzające do uformowania w parlamencie frontu anty-wałęsowskiego.

 

Weźmy pod uwagę, że Wałęsa A.D. 1992 znajdował się w innym miejscu sceny politycznej, niż można by go umiejscowić dziś (gdyby jeszcze był figurą na szachownicy). Pomimo eksperymentów z kontynuacyjnym rządem  Bieleckiego – wciąż jeszcze był kojarzony z wartościami bliskimi prawicowej i katolickiej formacji anty-balcerowiczowskiej. Kaczyński uznał więc, że sojuszników przeciw prezydentowi należy szukać po stronie wartości przeciwnych – czyli w Unii Demokratycznej. Przez cały okres funkcjonowania rządu Olszewskiego Kaczyński stanowił w nim „wewnętrzną opozycję”, stale domagając się poszerzenia koalicji o UD i Kongres Liberalno-Demokratyczny. W lutym 1992 r. podjął w tym zakresie jawną już akcję, opartą na założeniu, że szef Unii, Tadeusz Mazowiecki chowa do Wałęsy taką samą urazę, jak teraz on sam. Ex-premier był jednak ostrożny, nie ufając Kaczyńskiemu, nie wierząc w przetrwanie leniwego mecenasa (z którym bez skutku negocjował jeszcze w grudniu), licząc się z Wałęsą – i wreszcie obawiając się wewnątrzpartyjnej opozycji, na czele z  Bronisławem Geremkiem i Jackiem Kuroniem.

 

Pomysł Kaczyńskiego został publicznie zdezawuowany przez Olszewskiego i rzecznika  Gugulskiego, jednak nieformalne rozmowy z UD toczyły się dalej – teraz już… przeciw premierowi. Obie partie „centrowe” rozważały wówczas wariant „wymiany premiera – pozostawienia rządu”, polegający na zastąpieniu Olszewskiego należącym wówczas do PC Jerzy Eysymonttem i wprowadzeniu do składu gabinetu unijnych ministrów. Początkowo obawiał się go jednak Kaczyński, gdy zaś – ponownie upokorzony przez Olszewskiego – ostatecznie się przełamał, ofertę wycofał Mazowiecki. Tak czy siak jednak Kaczyński wyrażał się o rządzie z coraz większym przekąsem, coraz mocniej kontestując jego bierność i brak perspektyw. Równolegle premier podważał pozycję Kaczyńskiego w partii, wykorzystując w tym celu wewnętrzną opozycję „chadecką” z  Przemysławem Hniedziewiczem Andrzejem Anuszem.

 

Dygresja o „KGB-wskich spółkach

 

Na takich grach i zabawach centroprawicy czas upłynął aż do upadku rządu Olszewskiego, przesądzonego jego niechęcią do konstruowania większości, nie zaś jakąkolwiek przyczyną programową. Dygresyjnie można dodać, że nie była nią także dziwaczna awantura telegraficzna o wcześniej zaakceptowaną przez premiera treść traktatu polsko-rosyjskiego. Konia z rzędem temu wskaże co w pierwotnym zapisie art. 7 tego dokumentu („obie strony stworzą sprzyjające warunki dla powstania na części obiektów wybudowanych w Polsce ze środków armii b. ZSRR wspólnych przedsiębiorstw polsko-rosyjskich”) miało stanowić rzekome „ułatwienie dla penetracji wywiadowczej Polski”. Nawet średnio bystry czytelnik powieści szpiegowskich powiedziałby bowiem, że gdyby faktycznie rosyjskie tajne służby zdecydowały się działać w Polsce „na bazie baz”, a więc niemal jawnie – to nie mogłyby sprawić polskiemu kontrwywiadowi większej frajdy i ułatwienia. Chodziło rzecz jasna o symbol, zrobienie psikusa Wałęsie i  próbę znalezienia choćby cienia sztandaru przysłaniającego własną nieudolność tego rządu.  Zabawne, ale w tym akurat ekipa Olszewskiego faktycznie nieco przypominała swych PiS-owskich następców…

 

Między Wałęsą, a Olszewskim

 

Wróćmy jednak do różnic między Olszewskim, a Kaczyńskim. Zaraz po odwołaniu premiera – lider PC podjął próbę zmontowania nowej koalicji, na czele z Tadeuszem Mazowieckim, głównie mając na celu sprzeciwienie się Belwederowi i misji  Pawlaka. Jednocześnie jednak Kaczyński zdawał sobie sprawę, że inicjatywa nie jest w jego rękach, a co gorsza – że w obrębie centroprawicy krzyżują się wpływy Wałęsy (silniejsze) i Olszewskiego (słabsze, choć hałaśliwe). W efekcie pierwszych w stronę budowy nowej większości skłaniało się ZChN, w wyniku drugich – największe straty kadrowo-organizacyjne poniosło właśnie PC.

 

Radykałowie opuszczali PC najpierw zasilając szeregi Ruchu Trzeciej Rzeczypospolitej Parysa (znaleźli się w nim działacze środowisk niepodległościowych związanych niegdyś z POC, np. PPN  Romualda Szeremietiewa). Następnie po stronie Olszewskiego zorganizowało się Forum Chrześcijańsko-Demokratyczne Hniedziewicza. Wreszcie ukonstytuował się Ruch dla Rzeczypospolitej. Wg ówczesnej maniery miała to być formacja łącząca niemal wszystkie nurty ideowe, byle „patriotyczne”, czyli pro-lustracyjne (miano własną frakcję chrześcijańsko-narodową w postaci RChN Akcja Polska, chadeków w FChD, RTR-owi wyznaczono zaś rolę… konserwatystów, cokolwiek przez to rozumiano). W obozie tym nie było miejsca dla zdradzieckiego PC, którego przywódca wybrał wówczas – w oczach swych dawnych współpracowników – drogę kolaboracji z UD.

 

Wcisnąć się do rządu

 

Abstrahując od emocji – była to zresztą obserwacja prawidłowa. Kaczyńskiemu musiała się podobać koncepcja powołania rządu  Suchockiej, czyli „panny Nikt” wyciągniętej jak królik z kapelusza przez  Jana Marię Rokitę, wówczas podporę… geremkowskiej frakcji UD. Kaczyński mógł więc liczyć, że kolejny wystawiony przez Wałęsę premier (Geremek został wkręcony przez prezydenta w skazaną na porażkę misję tworzenia rządu po wyborach 1991 r.) – da się wykorzystać do rozgrywki z Belwederem. Ta zaś powoli stawała się obsesją Kaczyńskiego.

 

Kierownicy powstającego rządu rozsądnie jednak uznali, że wpuszczenie do koalicji wiecznego intryganta i malkontenta Kaczyńskiego nie zrównoważy skutków ewentualnej wojny z Wałęsą. W tej sytuacji postanowiono nie wpuszczać PC-wców do składu gabinetu pod wygodnym pretekstem, jaki stanowiła kandydatura  Adama Glapińskiego.  Zarówno jako nieudolny minister budownictwa, jak i kontrowersyjny fan koncesjonowania gospodarki (na milę pachnącego aferami, choćby potencjalnymi) na czele resortu współpracy z zagranicą – był znakomitym chłopcem do bicia. Tymczasem Kaczyński nie miał ochoty dać się wyrolować przy tworzeniu kolejnego już rządu, a ponadto trafnie rozpoznał, gdzie go nie chcą.

 

Na Belweder – przeciw wszystkim!

 

Momentalnie więc postanowił poszerzyć listę wrogów o ekipę ZChN-UD, oczywiście pozostawiając na jej pierwszym miejscu Lecha Wałęsę. Odrębną pozycję na marginesie tego spisu zajmował zaś… Jan Olszewski i jego RdR. Choć rozwijany nader ospale – Ruch zajmował na scenie politycznej miejsce atrakcyjne z punktu widzenia PC, prezentując się jako „prawicowa opozycja” (czemu zresztą burkliwie sprzeciwiał się sam Olszewski). Podkreślmy to raz jeszcze –  Kaczyński po wylądowaniu za burtą rządu Suchockiej nie wsparł ex-premiera, nie dołączył do kształtującego się obozu, mającego na sztandarach lustrację, wojnę z bazami rosyjskimi, wstąpienie do NATO, a z czasem także krytykę polityki ekonomicznej nowego rządu. Kaczyński zagrał tak, jak grał zawsze – jako rozbijacz, destruktor i wieczny singiel, niezdolny do budowy szerszej platformy współpracy.

 

PC ruszyło w forpoczcie opozycji nie po to, by ją wzmocnić, ale by nadać jej jednoznacznie antywałęsowski charakter. Mimo wszystkich słabości rządu Suchockiej, a zwłaszcza kontynuacji balcerowiczowskich eksperymentów w gospodarce – Kaczyński wszelkie zło III RP personifikował w Wałęsie. To pod Belweder prowadzono manifestacje, to ta kampania nienawiści miała na nowo zorganizować scenę polityczną, gwarantując na niej nie tylko miejsce dla PC, ale i wypychając Olszewskiego, tyleż zwyczajnie ospałego, co ewidentnie przerażonego rozbuchanym przez Kaczyńskiego radykalizmem.

 

Jedność przez podział?

 

Fakty są zresztą dość oczywiste.  Nie było żadnej prostej linii ideowo-organizacyjnej łączącej rząd Olszewskiego z PiS-em. Rada tej partii mogła sobie pisać kilka lat temu w rocznicowej uchwale „Dziś wiemy, że bez tamtej próby, bez tamtego rządu nie byłoby przełomu, jakim stało się zjednoczenie polskiej prawicy niepodległościowej i powstanie Prawa i Sprawiedliwości” – ale fakty były inne. Kaczyński zrobił wiele, aby prawica poszła podzielona do wyborów w 1993 r. – odrzucił współpracę z Porozumieniem Ludowym  Gabriela Janowskiego, doprowadził do rozbicia RdR-u, licząc na uzyskanie dominującej pozycji wśród tego elektoratu nie wspólnie z Olszewskim, ale przeciw niemu. Zaraz po przegranej porzucił zaś swych centroprawicowych sojuszników (z RTR, ChD-Stronnictwa Pracy i Zjednoczenia Polskiego) kręcąc nosem na ich… nadmierny radykalizm, który sam niedawno podkręcał. Fani Kaczyńskiego w zaślepieniu zapewne pochwaliliby go za okazany wówczas pragmatyzm – jednak jest to dowód kolejnej już niekonsekwencji w legendzie „niezłomnych Kaczyńskich”.  Wszak nie za realizm (by nie rzec cynizm) wynosi się go dziś na piedestał – ale za rzekomo sztywny kręgosłup ideowy. Tymczasem obserwując Kaczyńskiego w latach 93-95 trudno wskazać jaką miałaby być ta idea – poza, rzecz jasna, utrudnianiem faktycznie programowego porozumienia na prawicy (np. na osi ZChN-UPR) oraz utrzymywaniem wrogości wobec Wałęsy.

 

Gdyby Kaczyński faktycznie chciał już wówczas budowy „obozu IV RP”, to by go próbował tworzyć, a nie utrzymywał resztki PC z pieniędzy Fundacji Solidarności wokół jednego hasła – przywrócenia kary śmierci. Może i obiektywnie słusznego, ale jednak zasadniczo niestanowiącego uniwersalnej odpowiedzi na problemy naszej Ojczyzny… Zanim powstał PiS – Jarosław Kaczyński zdążył jeszcze wpuścić w maliny paru partnerów i współpracowników (niektórych zresztą kilkakrotnie, taki np.  Kazimierz M. Ujazdowski dawał się podpuszczać Kaczyńskiemu coś ze trzy razy – tworząc Koalicję Konserwatywną, rozwiązując Przymierze Prawicy, wreszcie zwijając Polskę Plus). Kilkakrotnie też ponosił sromotne porażki – np. lansując i porzucając  Adama Strzembosza, czy zgłaszając na prezydenta w 1995 r. własnego brata. Oczywiście, może budzić uznanie, że po każdej porażce podnosił się, jednak trzeba też przyznać, że nie można uznawać za optymalną taktykę polityczną „będę stale popełniał te same błędy, aż w końcu zdarzą się sprzyjające okoliczności i pomimo tych pomyłek ludzie mnie wybiorą” – jest to bowiem  polityczna odmiana oczekiwania na cud.  Kiedy zaś takowy – jak w 2015 r. – faktycznie nastąpi, wówczas okazuje się przekleństwem dla Polski. Bo przecież  skoro to cud – to nie można, ani nawet nie należy przygotowywać się do niego żadną pracą, nie trzeba przygotowywać do rządzenia, nie trzeba mieć ani wdrażać żadnych ratunkowych projektów dla Polski. Wystarczy wierzyć – i być posłusznym prorokom

 

Fałszywy mesjasz

 

Kariera polityczna Jarosława Kaczyńskiego nie jest bowiem związana ani z wyjątkową trafnością jego politycznych analiz, ani nawet z konsekwencją i uporem, których nikt mu nie odmawia. To rodzaj opowieści quasi-religijnej, pełnej „cudów”, łask, nagradzania wiary, odchodzących i powracających synów marnotrawnych itp. W tej pseudo-ewangelii historia rządu Olszewskiego to tylko mistyczna prefiguracja tak wzlotu i upadku rządu PiS, jak i całej „Wielkiej Ofiary Smoleńskiej”.  Ex-premier to więc zarówno reprezentant „starego przymierza”, nie tyle błądzącego, co po prostu mniej doskonałego od właściwej misji Kaczyńskiego, a równocześnie ktoś w rodzaju „Jana Chrzciciela” przygotowującego przyjście obu Wielkich Braci.  W tym sensie prawdziwa historia tamtego rządu nie ma znaczenia. Stanowi już tylko część mitologii i składową kultu nie ruchu politycznego, ale raczej zbudowanej na jego podstawach sekty. Jarosław Kaczyński widzi się w niej w roli mesjasza, choć w istocie jest kimś pomiędzy  Sabbatajem Cwi, a  Jakubem Frankiem  polskiej prawicy.

 

Beatyfikacja Mecenasa

 

W tradycyjnie łzawych i nieuchronnie pomnikowych apologiach pośmiertnych- Jan Olszewski jawi się co najmniej równie wizjonersko, ale i romantycznie. Tymczasemnajromantyczniejszy w Olszewskim był bodaj tylko jego stosunek do  Antoniego Macierewicza, wciąż zaś najprecyzyjniejszą oceną właśnie zmarłego wydaje się być ta wyrażona przed 27 laty przez również już nieżyjącego, a nie żegnanego z taką pompą  Andrzeja Leppera

 

Reasumując, dorobek rządu Olszewskiego sprowadza się do kilku tylko, ale za to dotkliwych klęsk dla Polski, takich jak: układ stowarzyszeniowy ze Wspólnotami Europejskimi, euroatlantyzm, kontynuacja planu Balcerowicza przez Eysymontta, prywatyzacja FSM, rozbabranie lustracyjnego chaosu (bez żadnego „ujawnienia” i ubezwłasnowolnienia agentów – za to z TW na prominentnych stanowiskach w samym rządzie). Do tego dodajmy zaślepiony, bezwarunkowy pro-banderyzm (łączący Olszewskiego m.in. z… Kuroniem i  Michnikiem) – i otrzymujemy realny obraz zmarłego: nieudacznika i szkodnika, szkodliwego w swym nieudacznictwie i nieudolnego w szkodliwości. I w sumie tyle dobrego można o ex-premierze powiedzieć.

 

W swoim najsłynniejszym wystąpieniu, pośród licznych pauz i sapnięć, Jan Olszewski zapytał: "Czyja jest Polska?" - i to również była co najmniej niezręczność, ponieważ Polska nie jest niczyją własnością.

 

To my należymy do Polski.

 

 

Konrad Rękas

 



[i] 31 stycznia 1992 r., 7 posiedzenie Sejmu I kadencji. Zaplecze polityczne "pierwszego niekomunistycznego rządu Jana Olszewskiego" stosunkiem głosów 207 do 77, przy 36 posłach wstrzymujących się od głosowania - odrzuca w pierwszym czytaniu projekt ustawy o restytucji niepodległości zgłoszony przez Klub Parlamentarny Konfederacji Polski Niepodległej: http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/1E3DFD95#080

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    "To my należymy do Polski."

    Ja myślę zupełnie odwrotnie.
    To państwo jest organizacją.
    Organizacja należy do swoich członków.
    I to oni ją kształtują.
    Członkowie państwa to obywatele.
    I oni kształtują swoje państwo.
    Czasem tylko ciężko zebrać się w kupę.
    Nie tylko Polakom - to oczywiste wbrew powszechnym opiniom.

    Ale to wątek poboczny - za główny daję 5*

    Ukłony
  • "Pierwszy niekomunistyczny premier"
    to nośne hasło a przeciętny Polak poza hasła nie wychodzi.
    Ja w opisywanych latach byłem poza Polską a internetu jeszcze nie było.
    Zawsze instynktownie nie ufalem Kaczyńskim, teraz przynajmniej wiem dlaczego...
  • @ Autor
    "...Kaczyński wszelkie zło III RP personifikował w Wałęsie."

    Bardzo się mylił?
    Wiem, że w cieniu byli inni TW, ale to LW był prezydentem...
  • @Jasiek 22:27:49
    Jeden wart drugiego...
  • Wycofanie z reform Wilczka
    Dla mnie wtedy rząd Olszewskiego był rządem niszczącym to, co jeszcze pozostało z reformy Wilczka. Koncesje, koncesje i tłumienie wolnego handlu.

    Największym szokiem było podarowanie przez min. A. Olechowskiego Włochom jednej z najlepiej działających polskich branż - produkcji małych samochodów w Bielsku i Tychach.

    Artykuł trafny, brakuje mi oceny lustracji zainicjowanej wystrarzłem Korwina i niejasnego oraz jednostronnego jej wykonania przez Macierewicza.
  • @ Autor - 5*
    https://wiernipolsce1.files.wordpress.com/2019/02/olszewski.jpg

    Jak wielu antyPolaków w IIIŻydo-RP/Polin także i J.Olszewski został kawalerem Orderu Orła Białego.
    Nie opłakujmy renegatów, antyPolaków i syjonistów
  • @Almanzor 01:17:07
    Dokładnie 5*
  • @Rzeczpospolita 01:37:24
    W pełni się zgadzam.
    Pozdrawiam
  • @Autor
    Z obrzydzeniem podchodzę do tego typu notek.

    Nie dlatego, że są nieprawdziwe, ale dlatego, że są zakłamane.

    Brak w nich choćby tła w postaci nastrojów społecznych, wpływu mediów - dobrze zorganizowanych i z przekazem równie antypolskim jak obecnie, chociaż wtedy nastawionych na inne cele.

    Społeczeństwo - ogłupiałe rzekomą wolnością z wielkimi oczekiwaniami i przy kompletnym braku świadomości - bez elit.

    Czy na tym tle Olszewski był postacią pozytywną? Pomijam opcję, że był, czy nie był Żydem, masonem, a może i cyklistą.

    Całkowicie pomijane jest w takich opisach to, że część Żydów (zwłaszcza tych mających kontakt z polskością przedwojenną), po prostu polonizowała się - co oznacza inny stosunek do otoczenia.

    No i sprawa końcowa - to jest pisane z punktu widzenia oceny wg stanu obecnej wiedzy.
    Takie notki tylko jątrzą - nie dają możliwości podejmowania racjonalnych decyzji w przyszłości, bo niczego nie uczą.
    Mając obecną wiedzę - pewnie wygrałbym wszystkie przegrane powstania i bitwy. W ciepłych kapciach przed TV.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:42:20
    Niepoprawny romantyk z pana, gdyby to społeczeństwo decydowało to, żydo_baroni finansowi poszliby z torbami albo powiększyli "swoje" majątki w trójnasób, przecenia pan nastroje, bo i one są przeważnie fałszywe i sterowane przez rzeczonych baronów !
    5* dla autora !
    Jak tylko przejrzałem te "kondolencje" to pomyślałem sobie, jakby ci je piszący pisali o swoich "przyjaciołach", którzy wywalili ich w kosmos ?
    Legendowanie trwa w najlepsze, kosztem Polaków !
  • @provincjal 09 08:29:01
    Cienko na tej prowincji popiskują, skoro tylko spod buta wyglądają.

    Zmiany może dokonać świadome swych celów i potrzeb społeczeństwo - poprzez usunięcie tych samozwańczych "baronów", których siłą jest głupota gawiedzi, a ci "popiskujący" tylko ich wzmacniają.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:42:20
    Czyli co? Zmarły wielką postacią był?
    Na razie skrytykowales autora a nic na obronę J.O
    Pytam bo moja wiedza na ten temat jest ograniczona.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 08:53:20
    Zmarły był typowym żoliborskim inteligentem. Tylko go nie przyjęli do ówczesnej Uni Demokratycznej. Potem środowiska ,,prawicy niepodległościowej,, czyli chyba jednej.z gorszych opcji politycznych, jaka jest w Polsce(dziś to jest chyba oczywiste i bardzo widoczne) zaczęły ,,legendowanie,, JO , jako tego, co chciał przeprowadzić Lustrację. Tylko wniosek o otwarcie teczek złożył klub UPR, liczący 3 posłów, a nie PC, czy ZChN.
  • @Almanzor 01:17:07
    Ale z Ciebie mędrzec,

    Czy pamiętasz tumult, w jakim powstawał rząd ?

    Czy masz świadomość, iż Polska, to nie USA, zresztą i tak nawet w USA mianowanie ministrów wymaga aprobaty konkgresu,

    a u nas skład rządu był ustalany pod stołem w wyniku różnych targów.

    W USA nie można odwołać prezydenta, a zatem i rządu, w jedną noc, i to nie mając takiego głosowania w porządku dziennym.

    Przecież każdy polski premier musi się z tym liczyć, i podlega nieustannemu szatażowi.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 08:53:20
    Nie daję oceny Olszewskiego, bo nie znam wszystkich uwarunkowań.

    Natomiast samo poddawanie go ocenie uważam za błędne.
    W obecnych warunkach - należałoby przedstawić raczej tło wydarzeń i rolę jaką spełnił Olszewski - bez oceny. Tę należy pozostawić . Przynajmniej do czasu poznania faktycznych mechanizmów.

    Choćby sprawa Wałęsy: wtedy miał jeszcze bardzo duże wpływy. Przecież to on był inspiratorem usunięcia Olszewskiego. Pytanie: czy bronił się tylko przed ujawnieniem swych donosów, czy był świadomym sk...synem.
    Konflikt Parysa z Kołodziejczykiem - wskazuje, że świadomy.... Bo jeśli został motorówką zawieziony do stoczni ...
    Itd., itp., - sprawy, które wymagałyby wyjaśnienia. I dopiero wtedy można mówić o roli i uwarunkowaniach decyzji Olszewskiego.
  • @Krzysztof J. Wojtas 07:42:20
    przecież to nie notka, tylko przedruk, polemizować można tylko z dyskutantami, z autorem nie sposób.
  • @provincjal 09 08:29:01
    A z ciebie mimoza, nie zdolna zaistnieć w tłumie.

    Tak to widzę. Zadymy w czasie stanu, to owszem, wielu brało udzał, ale żeby pomyśleć, i głosować jak należy, to już nie. Przerosło to siły zadymiarzy.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 08:53:20
    Nasza też jest ograniczona, pamięć też.

    Ale takich idiotów napadających na JO pamiętam z tamtych czasów. JO był pierwszym premierem, który miał przeciwko sobie mendia, i te mendia szkalowły wszystko, co robił. Pamiętam swoich znajomych, również tych ze stopniami naukowymi, które te bzdury powtarzali w towarzystwie, święcie w nie wierząc, bo im było nie wsmak. Wszyscy wtedy się już nastawili na geszeft darcia sukna Rzeczypospolitej.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:21:14
    No nie wiem...
    Minęło 26 lat więc chyba można pokusić się o ocenę. Przynajmniej żyją jeszcze ci co pamiętają. To ile trzeba czekać?
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:21:14
    wczoraj w tv był powtarzany film o "zamachu stanu", bo tak nocną zmianę należy oceniać,

    a wszystkich uczestników, łącznie z Pawlakiem i Tuskiem, postawić przed Trybunałem Stanu. To jest właściwa instytucja.

    Dobrze, że wielu ówczesnych aktorów już nie ma.
  • @interesariusz z PL 09:23:03
    A jak należało głosować?
    Pamiętam wybory prezydenckie, nie miałem zaufania ani do Wałęsy ani tym bardziej do Mazowieckiego. Nie głosowałem wcale i tak mi już zostało.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:43:16
    Aluzja, że niby ja ?
    W Wenezueli to społeczeństwo demokratycznie stawia na piedestał miałkiego masona ?
    Taki Andruszkiewicz też darł mordę i co ?
    Jeżeli 90 % ludzi nie rozumie i jak rzeczony żagielek, dryfuje jak im wiaterek zawieje, to ja do nich nie pasuję, pan na łódce pływasz więc ...
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:21:14
    Jeślil chodzi o Wałęsę, to mnie nie interesuje, w ogóle, czy był Bolkiem, ale interesuje, kto nim sterował, gdy był prezydentem. W jawny sposób zdradził wtedy ideały solidarności, i zamiast aferałów, jak obiecał, puścił naród w skarpetkach.

    Pierwsza osoba w państwie, która winna stanąć przed Trybunałem Stanu.
  • @interesariusz z PL 09:27:11
    Wydaje mi się, że notka jest bardziej o Kaczyńskim. Olszewski to tylko tło.
  • @interesariusz z PL 09:23:03
    Że co, że głosować jak należy ?
    NA KOGO się delikatnie zapytam, na kogo ?
    Nie jestem kibolem i zadymiarzem, vide Wisła doprowadzona przez nich do dna, jeżeli ulica się wypowiada to należy mniemać że cel będzie odwrotny do zamierzonego, czynnie poprę program dla Polski i Polaków robionych przez Polaków a nie przez jakieś obślizłe dzikie węże.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 09:31:43
    No widzisz, a ja byłem na tyle otumaniony, że głosowałem na Wałęsę, wtedy jeszcze gadał o solidarności.

    Oczywiście, ostatni raz, ostatni raz na solidaruchów i ich pociotki.

    Przypominam Ci, że głosowało się również w zakładach pracy, czy je sprzedać, czy nie.

    Głosowało się w związku "zawodowym" Solidarność.

    Głosowało się na partie.

    Głosowało się kupując, lub nie, wybiórczą.

    Głosowało się oglądając TV.

    Głosowało się uczestnicząc w przekrętach.
  • @interesariusz z PL 09:34:41
    Co do puszczenia w skarpetkach to święta racja. Zauważ jednak, że Kaczyński też to obiecywał. I co?

    Kto sterowal? Kaczyński publicznie się pochwalił, że to on zrobił Wałęsę prezydentem więc chyba miał na niego wpływ. Przynajmniej przez jakiś czas.
  • @provincjal 09 09:39:49
    Nie masz na kogo, głosuj na siebie!!!
  • @interesariusz z PL 09:40:39
    To ja mam czyste sumienie. Nie mogłem kupować GW, głosować na partie itd.
    Od 1991 do 1998 przebywalem poza Polską. O wielu rzeczach dowiaduje się dopiero teraz.
  • @interesariusz z PL 09:41:31
    Żona mi nie pozwala, a ona jest Święta w domu ;)
  • @interesariusz z PL 09:34:41
    Wałęsę najprawdopodobniej przejął od SB wywiad wojskowy w 1976roku. I chyba tak zostało, jeśli przyjrzeć się ,,ojcom,, transformacji ustrojowej,, a ,,zieloni,, bo SB przeszło jakąś weryfikację, a WSI przeszło ten okres w szyku zwartym.
  • @ głosowanie
    Głosuje się na codzień,

    Solidaruchy, zamiast dbać o pracowników, w swojej głupocie, na przekór doświadczeniom węgierskim, pozamykały w niedzielę SAMy, za to rodzinne sklepiki, nie. Chodziło im, jak się uważa, o uszczknięcie dochodów SAMom, głównie należącym do zagranicznych sieci.

    Ja od tego czasu nigdy NIC nie kupuję w niedzielę. Handlowe niedziele dla mnie nie istnieją, nie będę zawracał sobie głowy tym, w którą to można, w którą nie. W ogóle nic nie kupuję, w żadnym sklepie, i na dodatek poszczę. Wyjdzie mi to na zdrowie. Kiedyś pościło się w piątki, teraz poszczę w niedzielę.

    Dlaczego tak jestem wkurzony na tę zagrywkę? Dawniej jeździłem w niedzielkę na majówki, a na majówce, po drodze, kupowało się do "koszyczka" to, na co się akurat miało ochotę. A teraz trzeba menu ułożyć w przeddzień. Już mi się nie chce, cały urok majówek prysł. Teraz niedziela to dzień pracy i umartwiania. Do tego doprowadzili.

    Co by było, gdyby tak wszyscy nic nie kupowali w niedzielę, no i przestali chodzić do kościoła w niedzielę. Przecież, społecznie, drogą faktów dokonanych, można przenieść "dzień święty" na inny dzień tygodnia.

    Wtedy Solidaruchy znalazłyby rękę w nocniku.

    Przy każdej okazji wciskam postulat, aby w niedzielkę zamknąć stacje benzynowe i kościoły. Księża też muszą mieć dzień odpoczynku i mieś sposobność, aby bez umiaru zapić na zakrystii.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 09:41:22
    Naiwny jesteś, tacy jak Wałęsa wdzięczności nie czują, a w ogóle to myślą, że wszystkie zasługi są ich.
  • @interesariusz z PL 09:58:12
    Nie podoba mi się określenie "solidaruchy". To uwlacza milionom Polaków, którzy uwierzyli i chcieli realizacji 21 pkt ze SG. A tam nic nie było o rozkradaniu Polski.
    To co po stanie wojennym to już nie Solidarność tylko żydo - bolszewicka ustawka. Magdalenka i kanciaty stół.
  • @interesariusz z PL 10:03:15
    Gdzie ta moja naiwność?
    Powtarzam tylko co zeznał Kaczyński. A to facet o ego większym niż Himalaje.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 10:12:06
    Dlaczego założyłeś, że termin "solidaruchy" odnosi się do członków solidarności?

    Czy to członkowie solidarności zamknęli SAMy w niedzielę?

    Termin solidaruchy dotyczy agentury, która opanowała związek, do tych wszyskich sabotażystów, którzy pełnią funkję w związku.

    Przypominam Ci, skoro Cię nie było, iż Wałęsa, i inni, byli zarówno po, jak i przed stanem wojennym.

    Solidarność, to był chytry plan, który, jak żaden inny, wykorzystał oczekiwania społeczne.

    Taki wykształcony naród, a dał się uwieść jak stara panna.
  • @interesariusz z PL 09:21:21
    Dałerm moją ocenę tego typu publikacji. Nawet nie odnoszę się do autora.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 09:28:27
    Do czasu wiedzy o tamtej sytuacji.
  • @interesariusz z PL 10:19:08
    Wiem że to była ustawka. CIA i Watykan.
    I wcale się nie dziwię, że Polacy dali się nabrać.
    Jeśli chodzi o sklepy w niedzielę to akurat jestem za. Mieszkałem w kraju gdzie we wszystkie niedziele i jedno popołudnie w tygodniu były zamknięte. Da się żyć.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 10:51:04
    no ale czy jesteś za zamknięciem tylko sklepów, czy wszystkiego, łącznie z kościołami ?

    Dlaczego tylko handlarzom należy się niedzielny wypoczynek ?
  • @interesariusz z PL 09:19:53
    Masz pretensje do mnie o to, czego nie napisałem. Też byłem wzburzony sposobem odwołania Premiera. Cała wina za to spoczywa na ówczesnym Marszałku Sejmu, on mógł i powinen przełożyć sprawę *legalnego* odwołania Premiera na odpowiedni termin w przyszłości.
    Chodziło o natychmiastowe odcięcie M. od dostępu do papierów MSW. Ale i tak z debaty dowiedzieliśmy się dużo, np z wystąpienia posła Świtonia. Byłem tamtego dnia w delegacji, bez telewizora, słuchałem tego w radiu.

    Niemniej chyba nie zarzucisz mi nieprawdy iż rząd Olszewskiego wprowadził wiele koncesji nie istniejacych u Wilczka, zakazał handlu ulicznego, który zdrowo ożywiał wówczas gospodarkę a przede wszystkim podarował Włochom za nic w zamian nasze dwie fabryki samochodów po to by Włosi je zdusili.
  • @interesariusz z PL 12:29:53
    Trochę niemadre pytanie zadales...
    Pozwolisz, że nie odpowiem.
  • @Almanzor 12:48:35
    wiesz, nawet w małej wspólnocie mieszkaniowej ludzie tak żrą się ze sobą, że absurd goni absurd, jednostki zyskują, wspólnota traci.

    nie znam kulisów rozgrywek w ówczesnym rządzie, nie wiem również, jakim naciskom podlegał, pamiętaj, że rząd to tylko sejmowa delegacja, którą w każdej chwili można zmienić, a większość posłów jest kupiona przez różne grupy wpływu,

    tak więc struktura władzy i decyzji jest złożona i niejawna.

    Wiele trzeba odpuścić, aby wygrać najważniejsze.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 13:22:12
    Nie musisz odpowiadać, i tak każdy przytomny na umyśle zastanawia się, dlaczego tylko handlarze mają przywilej wolnego w niedzielę.

    Widać Polska handlem stoi. Z czym Ci się to kojarzy?
  • Tak na marginesie...
    Jan Olszewski i jego żona otrzymali specjalną rządową emeryturę od premier B. Szydło!
    Beata Szydło przyznała byłemu premierowi Janowi Olszewskiego oraz jego małżonce, Marcie, specjalne emerytury. Były szef polskiego rządu otrzymywał dodatkowo 8 tys. złotych, z kolei jego towarzyszka życia o połowę mniej.
    To był tylko DODATEK do i tak bardzo wysokich emerytur!
  • @Robik 15:11:36
    porównaj te emerytury z dochodem byle prezesa spółdzielni, nic już nie mówiąc o prywaciarzach i bankowcach.
  • @interesariusz z PL 17:33:10
    To niesamowite, że jak się chce to można usprawiedliwić każdą niesprawiedliwość.
    Masz rację, nie było w tych specjalnych emeryturach nic bulwersującego: przecież dzieci nic nie dostały a mogły...
  • Znalazłem taki koment...
    Chyba trochę pasuje do powyższej notki...

    Strażnicy pieczęci?
    OK. Najważniejszym dokonaniem premiera Olszewskiego było "Ruscy won!" Łzy, nietłumione, popłynęły mi spod powiek, kiedy Szef Rady Ministrów pożegnał się wtedy w wieczornym przemówieniu z narodem.
    Jan Olszewski, do końca zawodowy dyskretny mecenas, z uwagi na perypetie życiowe, zabrał zdaje się dużo tajemnic do grobu. Jacek Kurski, będący wiele lat rzecznikiem zmarłego, ponformował o Jego śmierci na Twitterze. Wyznał, że akurat był na badaniu kontrolnym w szpitalu i przez przypadek przeniesiono go na oddział, gdzie umierał jego ongisiejszy mentor i pryncypał. Tam spotkał Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego. Ale Jan Olszewski już nie reagował. Czy był jakiś spowiednik w pobliżu? Czasem człowiek, w ostatniej myśli o Bogu, nim stanie przed Stwórcą, chce coś wyrzucić z siebie na ziemskim padole...

    http://niepoprawni.pl/blog/elig/najwazniejszy-premier-iii-rp#comment-1580423
  • dobre
    Bardzo dobry artykuł. Również zwróciłem uwagę na skład "patriotycznego" rządu Olszewskiego. Olechowski to nie jedyne ziółko w "patriotycznym" rządzie. Tam karierę zaczynał też Radek Sikorski. Wokół tej masońskiej bandy narosła masa mitów.
  • A co o rządzie Jana Olszewskiego mówił polityk, który… w nim zasiadał?
    „Rząd Jana Olszewskiego nie spełniał kryterium skutecznego gabinetu. Był mniejszościowy, a premier nie dość stanowczo dążył do zbudowania większości. Tymczasem jeżeli się podejmuje działalność konfrontacyjną wobec niektórych środowisk, a tamten rząd je podejmował, to trzeba mieć stabilną większość w Sejmie. Po dwakroć zwracałem się do pana Olszewskiego, że nasz rząd osiada na mieliźnie, że zostało nam zaledwie kilka miesięcy na zbudowanie zaplecza w Sejmie, bo inaczej upadniemy. Za każdym razem słyszałem, że mam rację, ale żadne działania za tym nie szły.(…)

    W rządzie Jana Olszewskiego nikt nie był zainteresowany gospodarką. Ja w tym rządzie osiwiałem, bo posiedzenia Rady Ministrów to była istna tortura. Z drugiej strony podejmowano dziwne decyzje. Kiedyś na Radzie Ministrów omawiano sprawę sprzedaży FSM, czyli małego fiata Włochom. Pytałem ówczesnego ministra finansów Andrzeja Olechowskiego, jaki jest sens sprzedawać to przedsiębiorstwo Włochom, i to jeszcze z dużym bonusem. A on na to, że nie mamy menedżerów zdolnych do zarządzania takimi firmami. Powiedziałem, że w to nie wierzę, ale nawet jeżeli to prawda, to można odpowiednich menedżerów sprowadzić z zagranicy. Usłyszałem od premiera [OLSZEWSKIEGO]: JEŻELI NIE SPRZEDAMY, TO NASI ZAGRANICZNI PARTNERZY POWIEDZĄ, ŻE NIE JESTEŚMY PROZACHODNI. (…)

    Walczyłem o PGR-y. Gdy zostałem ministrem rolnictwa w rządzie Jana Olszewskiego, symbolicznie odwiedziłem rolnika indywidualnego i państwowe gospodarstwo rolne. Uważam, że zniesienie z dnia na dzień dotacji dla PGR-ów było nierozumnym i skrajnie nieodpowiedzialnym działaniem. (…) W moim zespole w ministerstwie przyjęliśmy program stopniowej restrukturyzacji PGR-ów, tworzenia akcjonariatów pracowniczych, które przejęłyby te przedsiębiorstwa, i upełnorolnienia gospodarstw indywidualnych. Niestety, w rządzie Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej nie było zrozumienia dla tych problemów. (…)

    Uważałem jednak, że lustracja najważniejszych osób w państwie przy ówczesnym stanie rządu i ówczesnej sytuacji politycznej było skrajną nieodpowiedzialnością. Na dodatek wskazano jako agentów SB prezydenta, marszałka Sejmu, ministrów. Byliśmy na krawędzi. To na lata pogrzebało ideę lustracji”.

    Tak po latach wspominał GABRIEL JANOWSKI.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031