Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 506 komentarzy

Naród czy król?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Co to znaczy być dziś w Polsce monarchistą?” – pytają normalsi. „Czy wy jeszcze w ogóle jesteście monarchistami?!” – oburzają się pryncypialiści i odlotowcy.

 

Pierwszym trzeba dziś tłumaczyć, że nie, monarchizm to nie jest wkładanie tekturowych koron i nadawanie sobie tytułów markizów de Carabas. Drugim przypominać, że księżyc nie jest z sera i żaden namaszczony im skrofułów dotknięciem nie uleczy.

 

Istnieje zresztą jak najbardziej praktyczny przykład ilustrujący różnicę między kolegami wzdychającymi do monarchii jako "wizji", poezji – a światem realnym, którego jednym z elementów są sprawy narodowe. Przykład ten – to

 

Resentymenty jakobickie, czyli naród bez króla

 

Sam mam na ścianie grafikę z  Bonnie Princem, ale wiem, że  Król Zza Morza nie przybędzie, by mu Trzy Korony rzucono do stóp.  Znam też, bo je WIDZĘ, szkockie odrodzenie narodowe w ostatniej fazie tworzenia własnego, NARODOWEGO państwa – które nieuchronnie będzie republiką. Uznając zatem ten proces za naturalny – uważam go też za korzystny (również dla Polaków), a zatem godny poparcia z punktu widzenia polskiego narodowca, konserwatysty - i monarchisty (o czym wiele razy pisałem w innych miejscach).

 

A koledzy w tym czasie wznoszą toasty za "JKM Franciszka II, Króla Bawarii, Anglii, Szkocji i Irlandii".

 

I to jest właśnie TA różnica.

 

Oczywiście bowiem, sprawa niepodległości Szkocji czy zjednoczenia Irlandii, a także ewentualnej uświadomionej realizacji własnego interesu narodowego przez Polskę – to wszystko POLITYKA, a  monarchizm poetycki należy do świata niematerialnego  podobnie jak „tradycjonalizm integralny” i parę innych para-literackich konceptów. Skoro więc zjawiska te dzieją się (?) na różnych płaszczyznach – to i spierać się nie ma ni o co, ni jak. To tak, zanim ktoś zacznie...

 

Cały dowcip zaś polega na tym, że z kolei we współczesnych realiach polskich już nie tylko mniej lub bardziej poetyzowany i archaizowany rojalizm, ale nawet te niby to bardziej zdroworozsądkowe programy endeckie, a nawet zwykłe rozumienie sprawy narodowej – coraz bardziej wydają się tylko  nierealnymi marzeniami…  Oczywiście, niektórych skłania to do eskapizmu, mędrkowania z niedostępnych szczytów rzekomej ideowości, z których część mniej lub bardziej hałaśliwie spadnie zapewne za jakiś czas w nihilizm, błaznowanie i post-post-postowanie wszystkiego, co wcześniej opiewali. A  przecież można po prostu robić swoje i myśleć swoje, nie uciekając od świata, nie obrażając się nań i przede wszystkim rozumiejąc co się wokół dzieje  na tyle, by w sprzyjających okolicznościach móc i umieć choćby niewielki skrawek niemiłej dziś rzeczywistości.

 

To jednak wymaga jednej bodaj tylko, za to okazuje się, że rzadko objawianej zdolności. Nie największego choćby talentu – ale emocjonalnej dojrzałości i jako takiego choćby poukładania własnego ja.

 

Monarchia czy państwo narodowe

 

Wróćmy jednak do początkowej antynomii – historycznie przecież pozornej, a nawet… sprzecznej. Bo przecież  to właśnie monarchie NARODOWE w kulturze europejskiej tworzyły pierwsze narodowe państwa i to jeszcze w erze pre-nacjonalistycznej w rozumieniu rewolucyjnym. Przy przyjęciu kryteriów innych niż XIX/XX/XXI-wieczny etnocentrym – nikt przecież nie zaprzeczy, że  monarchiami narodowymi były nie tylko Królestwo Francji, ale i Corona Regni Poloniae!

 

To późniejsza etnogeneza ciekawie zróżnicowała jednak tak narody europejskie, jak i ich relacje z formą państwa. Z jednej strony mieliśmy więc konfrontację idei dynastycznej stawianej poza kwestią narodową (a nawet państwową) i nowożytnego nacjonalizmu w starciu kontrrerwolucyjnej i rewolucyjnej Francji – ale mieliśmy też i proces budowy wielkiego etnosu rosyjskiego przenikającego się z samodzierżawiem, którego upadek choć zahamował dalsze rozszerzanie i pogłębianie tego procesu, jednak nie rozerwał skutecznie większości już powstałych więzi, każących się dawnym poddanym carskim wciąż uważać za Rosjan, BO Tatarów, Jakutów czy Czeczenów. Mieliśmy też monarchie wielonarodowe, ale o charakterze dominacyjnym, wyraźnej przewagi jednej czy dwóch nacji nad innymi, przy ewentualnie chwiejnej i czasowej tylko równowadze, czego oczywistym przykładem pozostają rzecz jasna Austro-Węgry. Jeszcze inną drogę obrali Niemcy, którzy dokonali interesującej fuzji niewątpliwego, naturalnego regionalizmu i wynikających z niego odrębności w syntezę bez wątpienia nacjonalistyczną w nowoczesnym kształcie. Syntezę tak potężną, że w pewnej chwili monarchia nie była już dla niej czynnikiem do niczego potrzebnym. I wreszcie odrębną historię miały małe etnogenezy – narodów przywracanych do istnienia (niekiedy bardzo sztucznie), przypominających sobie, że istnieją albo po prostu od podstaw niemal wymyślanych. Dla nich, przeważnie, monarchie pozostawały bytami cudzymi, a w najlepszym razie wspomnieniem z nader zamierzchłej przeszłości.

 

I to był właśnie  drugi (po samej rewolucji i ukonstytuowaniu się jej głównego dziecka – liberalizmu) moment, w którym uznano, że między zasadą monarchiczną – a programem państwa narodowego istnieje jakaś nieprzekraczalna przepaść.

 

Co więcej, w erze nowożytnej  przestał być możliwy dylemat: przeciw wspólnocie krwi w imię wartości uznawanych za wyższe,  co było kwestią anachroniczną już w momencie, gdy kontrrewolucjoniści jechali do Francji w furgonach atakujących ją armii. W wersji nowszej został więc zastąpiony nową wątpliwością:  Czy można iść wyraźnie przeciw interesowi własnej wspólnoty narodowej /przeciw zasadzie państwowej – z pobudek ideologicznych?  I chodziło o znacznie praktycznie kwestie niż znane dywagacje współczesnej netowej prawicy w Polsce „po której stronie godniej i zasadniej pod Grunwaldem – po polskiej czy po chrześcijańskiej?”, są to bowiem zagadnienia stawiane na poważnie także i dziś, w obecnym mini-dyskursie ideowym III RP, przede wszystkim dotyczącym zalecanego i preferowanego stosunku do poprzedniej formy państwa narodowego, jakim niewątpliwie było PRL.

 

Święta Ruś i Król z Narodem

 

Tymczasem tuż po sąsiedzku i to jeszcze w erze, w której taki np.  Wielki Kondeusz  opcjonalnie raz bił Hiszpanów z Francuzami, a raz odwrotnie, w części świata uznawanej za w ogóle znajdującą się poza skalą nowoczesności – taka dychotomia z góry została uznana za wykluczoną, istniał bowiem operat pojęciowy broniący miejscową wspólnotę (a mowa o miejscu całkiem sporym…) przed takimi ingerencjami zewnętrznymi i wewnętrznym zagrożeniem. Spójrzmy bowiem na łącznie rozumiane pojęcia ŚWIĘTEJ Rusi i Ruskiego Miru. To one właśnie czyniły wprowadzenie obcych/przyjście z obcymi na ruską ziemię wręcz grzechem, bluźnierstwem i świętokradztwem.  Lew Tołstoj, w swym formalnym geniuszu umieścił genialnie to ilustrującą scenę jako detal bitwy pod Borodino, gdy w osobie  Bezuchowa  portretował liberalną rosyjską proto-inteligencję, zaopatrzoną w uosabiającego dla niej rewolucję  Napoleona.  I co, pomogli mu, czekali z kwiatami? Nie, tak jak właśni ciemni chłopi – strzelali do nadchodzącej "rewolucji", bo była OBCA. Zasada narodowa, zasada wielkiego etnosu rosyjskiego łączyła się w jedność z carskim samodzierżawiem! Nieprzypadkowo też w cerkwi wyklinano zgodnie i  Świętopełka, i  Łże-Dymitra, i dokładnie z tego samego powodu, po świeckiej stronie do listy tej dopisano  Własowa

 

I jest czymś bardzo ważnym, bo pokazującym podświadomą jedność pojęć, że również w erze przed-nowożytnej, przeciw postawie większości elit – także i w Polsce nieuświadomiona w pełni, ale właśnie dzięki temu naturalna zasada narodowa stanęła przeciw nowym przysięgom królowi szwedzkiemu. I tak jak w Moskwie okazało się, że u boku obcego żaden  Radziejowski czy  Komensky  na Rzeczpospolitą iść nie może – a król (nawet elekcyjny, nielubiany i fatalny) i naród stają się w takich momentach jednością! Choćby na chwilę…

 

No dobrze, powie ktoś – ale  z chwilą utraty własnego państwa zasada monarsza i zasada narodowa zaczęły się w Polsce coraz bardziej rozdzielać,  a w praktyce od razu konfliktować w sytuacji, gdy nawet polskie klasy historyczne przyjęły niemal bezkrytycznie istotne następstwo rewolucji, czyli liberalny nacjonalizm. Czy jednak tak być musiało? Inaczej - czy gdyby klasa polityczna zachowywała się realnie w okolicznościach porozbiorowych (a zatem nie powstawała też warstwa inteligencji), gdyby przyjęto za program do konkretnego wdrażania np. trójlojalizm – to czy w odpowiedzi powstałby i tak ludowy nacjonalizm polski wymierzony w monarchizm i tradycjonalizm elit, na wzór odtwarzanych i wywoływanych na przełomie XIX i XX mniejszych narodów środkowoeuropejskich?

 

Jasne, nasi zaborcy sami mieli własne doświadczenia w takich operacjach – Austriacy np. w Albanii, Rosjanie (raz mniej, raz bardziej oficjalnie) po sąsiedzku, w słowiańskiej części Bałkanów. We własnych zaborach jednak obie (a do pewnego stopnia nawet wszystkie trzy stolice) pierwotnie liczyły przecież na kompromis z klasą historyczną, a dopiero kiedy to ona okazała się rozsadnikiem rewolucji – zaczęto prowadzić eksperymenty z pozyskaniem ludu. Niezbyt zresztą udane, nawet bowiem w monarchii habsburskiej za „Austro-Węgrów” bardziej uważali się galicyjscy Żydzi niż miejscowe chłopstwo – i to pomimo stosunkowo udanego debiutu takiej opcji w formie Rabacji… Czy więc gdyby elity wyciągnęły z niej bardziej trwałe wnioski – czy przeciw nim pojawiłby się np. as brytyjskiego wywiadu –  Rom Dmovsky, ścigany zawzięcie przez najlepszego oficera Ochrany –  Josifa Josifowicza Piłsudskowo?

 

Tego się nie dowiemy, ale jak to się faktycznie mogło potoczyć w przypadku przedłożenia wierności monarsze realnie panującemu ponad element narodowy (niechby i rewolucyjny) – niech pokażą losy Zjednoczonego (już niedługo…) Królestwa.

 

Pewnego dnia obudzi nas huk…

 

Zastanówmy się więc czy najbardziej emblematyczna dziś monarchia, brytyjska (pomińmy problem legitymizmu obecnej dynastii) – jest przykładem monarchii narodowej, wieloetnicznej (w znaczeniu wspólnotowym lub wielkiego etnosu), czy dominacyjnej (ekskluzywnej, przynajmniej historycznie, władzy jednego narodu nad innymi)?

 

Prowadzone są badania mogące ułatwić udzielenie odpowiedzi. Dowiadujemy się z nich, że identyfikacja "Brytyjczyk" (czyli przez dwa stulecia mająca mieć charakter ponad-etniczny) – dotyczy przede wszystkim… unionistów irlandzkich, bo już nawet nie szkockich. Ci bowiem identyfikują się przeważnie etnicznie, jako Szkoci i nawet partie... brytyjskie (torysów i labourzystów) nazywają się w Szkocji – szkockimi! Również blisko 2/3 Anglików pytanych o narodowość / tożsamość - odpowiada "ENGLISH", nie "BRITISH". Zwyczajowo uznaje się, że  za "Brytyjczyków" uważają się nieco częściej londyńczycy, no i imigranci wraz ze swymi potomkami.  Generalnie zaś ruchy secesyjne Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków stymulują wzrost świadomości narodowej angielskiej, widocznej choćby w eksponowaniu własnych (nie brytyjskich) flag, świętowaniu Dnia św. Jerzego itp.

 

Ciekawostką jest z kolei oszacowanie, że za BREXITEM głosowało ok. 80% określających się jako "English only", podczas gdy 80% wybierających "British only" – poparło opcję REMAIN. W tym kontekście należy dostrzec także badania przeprowadzone wśród członków Partii Konserwatywnej (czyli unionistów nawet z nazwy), wg których większość torysów byłaby gotowa zaakceptować tak niepodległość Szkocji, jak i zjednoczenie Irlandii - o ile taki byłby (jak to sformułowano) "koszt/skutek BREXITU".  Spodziewanym skutkiem rozpadu UK - będzie więc też zapewne... niepodległość Anglii.

 

Kamyczkiem do ogródka monarchistycznych („jakobickich”) sentymentalistów niech zaś będzie to, że kto zna prawdziwą, nie legendarną historię Szkocji i Anglii, ten oczywiście pamięta, że za brytyjskość odpowiadają w dużej mierze także trzy pokolenia  Stuartów zasiadających na obu tronach. Różnice zaś i sprzeczności między interesem państwowym / narodowym szkockim (tak, jak go wówczas rozumiano), a polityką monarchii (acz niekoniecznie jej perspektywicznym interesem) – były bardzo wyraźne już w XVII wieku, ze szczególną eskalacją podczas wydarzeń składających się na Wojnę Trzech Królestw. I pomimo tego większość Szkotów zachowała (po szkocku rozumianą) wierność dynastii. Dopóki ta istniała.

 

Ruchy niepodległościowe są zatem republikańskie. W Szkocji badając przepływy głosów na rzecz opuszczenia UK – zrezygnowano nawet z czarowania, że "może jednak symbolicznie wspólna głowa państwa… uznając tych nielicznych przywiązanych do  "Windsorów"  za elektorat i tak stracony.  Monarchia nie jest więc dłużej zwornikiem państwa już nie uważanego za wspólne.  Owszem, przez chwilę w związku z i w oparciu o rządy klas posiadających/historycznych animowano w nim podwójną, brytyjską tożsamość. Nawet  Oswald Mosley  jeszcze po II wojnie światowej potrafił przywoływać swojego towarzysza "Szkota więc Brytyjczyka" jako dowód na powodzenia takiego eksperymentu (którego on sam używał jako argumentu za unionizmem europejskim). Zmiana dynamiki klasowej towarzyszyła jednak w UK wznowienu kwestii narodowej, a dojście do głosu nowych grup społecznych (inteligencji i robotników) – problem brytyjskości elit uczynił marginalnym, w dodatku i w nich wywołując nawrót do etniczności.

 

Dziś wiemy to już na pewno:  Król Zza Morza nie przybędzie, Szkocja będzie republiką. W tym zresztą zabawa, by machinator od własnej zginął machiny. Wszak to m.in. Brytania nawymyślała i natworzyła różnych narodów jeszcze w XIX i na początku XX wieku – a teraz sama kończy się pod naciskiem kolejnej fazy etnogenezy. I radość nam z tego (bynajmniej nie tylko platoniczna i mściwa). Przecież nam taką metodą odebrano Kresy, przy co najmniej życzliwym poklasku Zachodu, w tym UK – dziś więc to nasza pora patrzeć, jak rozsiane idee atakują organizm swych pierwotnych siewców. Wraz z powstaniem niepodległej Republiki Szkockiej  zasada narodowa wygra nad sprowadzoną dziś do szyderczej auto-parodii pseudo-monarchią.

 

Polska jako królestwo też, nieszczęśliwie, przez stulecia ocierała się o pastisz. Nawet i wtedy realnie istniały jednak oddolne, pierwotne więzi między monarchią a narodem i to rozumianym szerzej niż ówczesna kasta rządząca. Właśnie ona przerwała jednak tamtą więź, przez co idea królewska stała się dla Polaków abstrakcją, co najwyżej podświadomą tęsknotą. Piękną, acz nierealną nawet dla tej drobnej grupki, która widzi w niej głębszy sens i Prawdę. Czy to jednak nie lepsze niż obserwowanie degeneracji rojalizmu w jego obecny, zachodnioeuropejski kształt?

 

W przeciwieństwie do pseudo-monarchii –  narody jeszcze się bronią.  Najskuteczniej broniłyby się oczywiście przyjmując kształt królestw, bo ten jest po prostu… praktyczny. Naprawdę jednak nie jest to dziś najlepsza pora by zastanawiać się czy najpierw należy wdziać zbroję – czy wziąć miecz. Optymalnie byłoby wyposażyć się od razu w broń masowego rażenia. Nie tylko zresztą w sensie metaforycznym.

 

Można i należy być narodowcem i monarchistą. Tylko w racjonalnej kolejności.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Autor
    Precz z monarchią, do diabła z monarchistami!

    Kolejność co z czym doprawdy nie ma znaczenia.

    Tekst dobrze napisany, a więc dla Autora 5*.
  • @Autor
    Jakby autor zdefiniował, czym jest naród (Naród), to można by było podyskutować.
    A tak - to tylko dyrdymały.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:10:16
    "Mam tego bałwana, tego mużyka, nazywać na pan i na dobitek pakować politologię w ten tępy łeb!"...
  • @Autor
    //polskiego narodowca, konserwatysty - i monarchisty (o czym wiele razy pisałem w innych miejscach)//

    W Królestwie Polskim ani w I RP nie istniało coś takiego jak naród polski - ani jako podmiot w porządku polityczno-prawnym, ani jako element samoświadomości. Jeszcze za czasów pierwszych Piastów miał Pan elementy lojalności plemiennej i zaczątkowej lojalności wobec "bratnich" plemion sojuszniczych, co było w dużym stopniu bliskie wspólnocie narodowej. Temu poziomowi plemiennej samoświadomości położyła kres chrystnianizacja i powiązana z nią instalacja systemu feudalnego. System ten, bazując na "naukach" wykoncypowanych przez sekciarzy znad Jordanu zakładał, że"
    "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie." (Gal. 3:28)

    Słowianie zostali w ramach chrtystianizacji i feudalizacji przekształceni z wolnych i równych w prawach kmieci w niewolnicze bydło robocze feudałów. Z tych feudałów powstała aberracja - "naród szlachecki", czyli kasta PLANTATORÓW BAWEŁNY, którzy z czasem stali się faktycznymi właścicielami bandyckiego państwa, sankcjonującego ich prawo własności słowiańskich Murzynów. Czyli chrystianizacja i feudalizm były destruktorami ZALĄŻKÓW wspólnoty narodowej. Król był do czasu (śmierci Zygmunta Augusta) gwarantem tego bandyckiego i antynarodowego ustroju, a po pewnym czasie stał się bezsilnym figurantem.

    Pan deklaruje się jako konserwatysta (czyli niewolnik polityczny Watykanu i mentalny świętej książki Żydów) i dodatkowo - jako monarchista, czyli piewca feudalizmu. Jak przy tej okazji może się Pan (usiłując być poważnym) mienić "narodowcem"? No, ale skoro rozmodleni czciciele "'żołnierzy' wyklętych" i libertarianizmu mienią się "narodowcami", to i kato-feudalista widać, na tej samej zasadzie hucpy - może.

    Niech Pan przemyśli, czym Pan jest w oczach nacjonalisty (czyli dla nacjonal-socjalisty/nacjonal-komunisty).

    //idea królewska stała się dla Polaków abstrakcją, co najwyżej podświadomą tęsknotą//
    Tęsknotą? Chyba tylko dla Polaków o bardzo, bardzo ograniczonych horyzontach historycznych.

    Ma Pan, jak mi się zdaje, poważne problemy tożsamościowe. Może lepiej zostać tylko monarchistą albo tylko konserwatystą i przestać się podawać za "narodowca", bo to zarówno w naszych czasach, jak i w Pana tekstach nic już nie znaczy, a i PIENIĘDZY Z TEGO NIE MA ...
  • @Światowid „Co to znaczy być dziś w Polsce w USA i na świecie monarchistą?”
    .



    Monarchici w Polsce dziś są POTĘGĄ

    http://wrzodakz.neon24.pl/post/150144,popis-razem-rozkradali-polske-razem-sluza-temu-samemu-panu#comment_1573272


    Monarchici w USA dziś są niestety POTĘGĄ


    http://wrzodakz.neon24.pl/post/150144,popis-razem-rozkradali-polske-razem-sluza-temu-samemu-panu#comment_1572953


    Monarchici na świecie dziś są niezapszeczalnie POTĘGĄ

    http://wrzodakz.neon24.pl/post/150144,popis-razem-rozkradali-polske-razem-sluza-temu-samemu-panu#comment_1572952





    Bogumił Boguchwał
  • @Światowid 15:38:07
    Początek dobry, ale im dalej tym gorzej. Do absurdu.
  • Była monarchia i będzie republika, jest to związane z dorosłością
    społeczną.

    Historycznie władcą stawał się zwycięzca wojenny dokonujący podboju i zajmujący ziemię wraz z ludźmi. Ustanawiał strukturę wasali, stanowił prawa i był sędzią.
    Z czasem edukacja, rozwój społeczny wyłoniły narody, które zażądały samodzielnych praw. Spisano konstytucje, które zawierały prawa obywatelskie, a sądzeniem zajęły się sądy. Królowie stali się zbędni, kiedy okazało się, że nie mają boskich właściwości. Tak powstały republiki.

    Obecnie rozwój społeczny idzie w kierunku budowy społeczeństwa globalnego, gdzie dochodzi do likwidacji granic międzynarodowych.
    Tak więc Szkocja może odłączy się od Anglii, ale przyłączy się do Unii.
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:32:56
    Nie ma Pan kwalifikacji intelektualnych do oceniania moich wypowiedzi. Ani pisania własnych ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30